10 lat fotografii kolejowej

Jedenastego września 2006 roku świat przejmował się piątą rocznicą ataku na World Trace Center, Siaosi Tāufa’āhau Manumataongo Tuku’aho Tupou V został zaprzysiężony jako piąty król Tonga oraz dwudziesty trzeci Tu’i Kanokupolu Tongatapu, ówczesny premier Jarosław Kaczyński (!) ogłosił datę wyborów samorządowych, a ja rozpocząłem wieloletnią przygodę z fotografią kolejową.

Kalendarz nie kłamie – to już dziesięć lat. Dziesięć lat, od kiedy spełniło się moje marzenie i zostałem przyjęty w poczet fotografów galerii internetowej World Rail Photo. Bo tak naprawdę bieganie z aparatem wśród torów uprawiałem dużo wcześniej. Tylko że pierwsze zdjęcia pochodziły z klasycznej małpki – prostego aparatu analogowego Minolty o zastosowaniu typowo urlopowym. Pamiętacie te czasy, kiedy po trzydziestu sześciu zdjęciach trzeba było szukać sklepu z filmami fotograficznymi?

Nie zapomnę, jakie wrażenie robiły na mnie zdjęcia dodawane na WRP. Co druga klatka – palpitacja serca, drżenie rąk i zazdrość, potworna zazdrość. Bo ja miałem trzynaście, czternaście lat i trudno było mi się ruszyć gdzieś dalej. A chłopaki na galerii dodawali zdjęcia z tak dalekich stron jak Chojnice, Frombork, czy nawet Przemyśl!

31.03.2006, odcinek Kadyny - Suchacz Zamek. To jedno ze zdjęć, które w 2006 roku podziwiałem długimi godzinami. Fot. Piotr Stanisławski (Pedro).

31.03.2006, odcinek Kadyny – Suchacz Zamek. To jedno ze zdjęć, które w 2006 roku podziwiałem długimi godzinami. Fot. Piotr Stanisławski (Pedro).

Aż w końcu sam wybrałem się gdzieś dalej, i to od razu najdalej, jak tylko można – na wymianę szkolną do Australii. Zdjęcie, za pomocą którego dostałem się do elitarnego grona fotografów WRP, przedstawiało kolej jednoszynową na Pyrmont Bridge w Sydney.

Miałem 15 lat, fotografowałem starym analogowym Canonem, zdjęcia skanując potem na domowym skanerze kiepskiej jakości. Podpisywałem się na fotografiach Comic Sansem i nadużywałem emotikonów w opisach oraz komentarzach. Trochę mi za to wstyd.

Zmieniły się czasy i kolejowa estetyka. Pociągi są dziś czystsze, bardziej jednolite… i nudniejsze. Nie ma już wielu klimatycznych bocznych linii z zapuszczonymi dworcami. Prawie nie kursują zdezelowane, okopcone lokomotywy spalinowe – ich miejsce zajęły plastikowe szynobusy. To, co pasażer odczuwa jako zmianę na lepsze, dla kolejowego fotografa oznacza niemal zmierzch pasji. Dlatego w pewnym momencie przerzuciłem się prawie w stu procentach na fotografowanie zagranicznych pociągów.

Wielka przygoda z fotografią kolejową trwa nadal. Jej historia to również historia spełniania marzeń – bo na drodze trafiły się tak niezwykłe miejsca, jak południowoamerykańskie autobusy szynowe (dosłownie: autobusy), pociągi mknące przez syberyjską tundrę, wiecznie zaśnieżona linia kolejowa w norweskich górach. Poniżej zebrałem przekrojową serię zdjęć wrzucanych przez te dziesięć lat. Przeżyjcie ten czas razem ze mną!

6.08.2006 Sydney, Pyrmont Bridge. Monorail w drodze pomiędzy przystankami Darling Park a Harbourside. Zdjęcie jest już historią – parę lat temu kolej jednoszynowa w Sydney została zamknięta.

16.08.2006 Pociąg Sydney CityRail na Bondi Line pomiędzy stacjami Kings Cross i Martin Place.

16.08.2006 Pociąg Sydney CityRail na Bondi Line pomiędzy stacjami Kings Cross i Martin Place.

23.08.2005, Podolinec, Słowacja. W tamtym okresie często uskuteczniałem tak zwane "ganianki" - mama goniła pociąg samochodem, a ja co pewien czas wyskakiwałem i robiłem zdjęcie. To zdjęcie powstało akurat z okna samochodu.

23.08.2005, Podolinec, Słowacja. W tamtym okresie często uskuteczniałem tak zwane „ganianki” – mama goniła pociąg samochodem, a czternastoletni ja co pewien czas wyskakiwał i robił zdjęcie. To powstało akurat z okna samochodu.

23.07.2006, Jeleniów. SU42-502 z pociągiem pospiesznym do Wrocławia złapana pomiędzy Kudową Zdrój a Lewinem Kłodzkim.

23.07.2006, Jeleniów. SU42-502 z pociągiem pospiesznym do Wrocławia złapana pomiędzy Kudową Zdrój a Lewinem Kłodzkim.

22.10.2006, stacja Lednogóra. Pierwsze eksperymenty z bardziej zaawansowanymi formami fotografii.

22.10.2006, stacja Lednogóra. Pierwsze eksperymenty z bardziej zaawansowanymi formami fotografii.

16.09.2006, Bory Tucholskie, okolice Rytla. ST44-910 ciągnie pociąg towarowy z Zajączkowa Tczewskiego do Szczecina. Pierwszy "Gagarin" na szlaku - bezbrzeżny zachwyt!

16.09.2006, Bory Tucholskie, okolice Rytla. ST44-910 ciągnie pociąg towarowy z Zajączkowa Tczewskiego do Szczecina. Pierwszy „Gagarin” na szlaku – bezbrzeżny zachwyt!

22.10.2006, Jankowo Dolne. Tak, podpisywałem swoje zdjęcia Comic Sansem... W trosce o zdrowie psychiczne widzów, z pozostałych zdjęć podpisy zostały wykasowane.

22.10.2006, Jankowo Dolne. Tak, podpisywałem swoje zdjęcia Comic Sansem… W trosce o zdrowie psychiczne widzów, z pozostałych zdjęć podpisy zostały wykasowane.

10.12.2006, Ludwikowice Kłodzkie. Przeróbka fotografii z parowozem w duchu starej pocztówki.

10.12.2006, Ludwikowice Kłodzkie. Przeróbka fotografii z parowozem w duchu starej pocztówki.

31.07.2007, Teodozja, Krym. Same nowości: nowy aparat, pierwsza podróż na wschód, nowy podpis pod zdjęciem...

31.07.2007, Teodozja, Krym. Tłum letników w drodze na plażę przechodzi przez tory kolejowe. Same nowości: nowy aparat, pierwsza podróż na wschód, nowy podpis pod zdjęciem…

Jesień 2007, gdzieś po drodze z Działdowa do Brodnicy. To zdjęcie nigdy nie znalazło się na WRP, bo w tamtym okresie nie przedstawiało większej wartości. Dzisiaj już jest historycznym rarytasem. Kto by pomyślał, że tak szybko pożegnamy serię SU45?

Jesień 2007, gdzieś po drodze z Działdowa do Brodnicy. To zdjęcie nigdy nie znalazło się na WRP, bo w tamtym okresie nie przedstawiało większej wartości. Dzisiaj już jest historycznym rarytasem. Kto by pomyślał, że tak szybko pożegnamy serię SU45?

3.05.2008, Červená Skala, Słowacja. "Nurek" wjeżdża na stację ze słynnym pospiesznym Horehronec.

3.05.2008, Červená Skala, Słowacja. „Nurek” wjeżdża na stację ze słynnym pospiesznym Horehronec.

15.07.2008, Kirowsk. Marzenie spełnione. Pierwszy raz w życiu odwiedziłem prawdziwe sowieckie przemysłowe miasto, położone na dalekiej północy.

15.07.2008, Kirowsk. Marzenie spełnione. Pierwszy raz w życiu odwiedziłem prawdziwe sowieckie przemysłowe miasto, położone na dalekiej północy.

15.07.2008, Kirowsk, półwysep Kolski.

05.01.2010, Poznań, "wolne tory". Spalone wagony kontrastują z budynkami "poznańskiego Manhattanu". Dzisiaj zaraz obok stoi wielkie centrum handlowe Poznań Shitty Center.

05.01.2010, Poznań, „wolne tory”. Spalone wagony kontrastują z budynkami „poznańskiego Manhattanu”. Dzisiaj zaraz obok stoi wielkie centrum handlowe Poznań Shitty Center.

08.07.2010, Bendery, Naddniestrze. Zdjęcie niepozorne, ale to pierwsza w życiu wizyta w nieuznawanej republice.

08.07.2010, Bendery, Naddniestrze. Zdjęcie niepozorne, ale to pierwsza w życiu wizyta w nieuznawanej republice.

02.09.2011, MOŻD (Moskiewska Kolej Okrężna), odcinek Kanatczikowo-Presnia w świetle zachodzącego słońca.

02.09.2011, MOŻD (Moskiewska Kolej Okrężna), odcinek Kanatczikowo-Presnia w świetle zachodzącego słońca.

07.09.2011, 110 km linii Czum - Łabytnangi. Pociąg towarowo-osobowy relacji Łabytnangi - Workuta rusza z przystanku położonego pośrodku niczego.

07.09.2011, 110 km linii Czum – Łabytnangi. Pociąg towarowo-osobowy relacji Łabytnangi – Workuta rusza z przystanku położonego pośrodku niczego.

21.07.2012, Kiruna, Szwecja. Należąca do konsorcjum LKAB wielka lokomotywa IORE zbliża się do końca podróży z siedemdziesięciowagonowym składem.

21.07.2012, Kiruna, Szwecja. Należąca do konsorcjum LKAB wielka lokomotywa IORE zbliża się do końca podróży z siedemdziesięciowagonowym składem.

04.05.2013, Boliwia, trasa Cochabamba-Aiquile. Przystanek na kurczaka i zupę. Nigdy w życiu nie czułem się tak egzotycznie, jak podczas przejazdu tym starym szynobusem. Pełną fotorelację zamieściłem na świeżutkim wówczas blogu.

03.05.2013, Puno, Peru. W tle święte jezioro Titicaca - najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.) Komentarz pod tym zdjęciem pozostawił Wojtek. Kto by się spodziewał, że raptem rok później wyruszymy razem do Ameryki Południowej? :) WRP zbliża ludzi.

03.05.2013, Puno, Peru. W tle święte jezioro Titicaca – najwyżej położone żeglowne jezioro świata (3812 m n.p.m.)
Komentarz pod tym zdjęciem pozostawił Wojtek. W ten sposób się poznaliśmy – kto by się spodziewał, że raptem rok później wyruszymy razem do Ameryki Południowej?

6.12.2013, Tel Awiw. Intercity na południe złapany pomiędzy stacjami HaShalom i HaHagana. To zdjęcie otwierało mój artykuł ze "Świata kolei" o pociągach w Izraelu.

6.12.2013, Tel Awiw. Intercity na południe złapany pomiędzy stacjami HaShalom i HaHagana.
To zdjęcie otwierało mój artykuł ze „Świata kolei” o pociągach w Izraelu.

7.06.2014, górski płaskowyż Hardangervidda, Norwegia. Pociąg numer 64 z Bergen do Oslo wjechał do Finse - najwyżej położonej stacji w Norwegii (1222 m n.p.m.). Kolejne marzenie spełnione. Będąc dzieckiem, często zaglądałem na kamerkę internetową nadającą na żywo ze stacji Finse. Jak wtedy marzyłem o wyjeździe do Norwegii...! Minęło parę lat i marzenie się spełniło :) Do tego stopnia, że napisałem potem obszerny artykuł o kolejach w Norwegii.

7.06.2014, górski płaskowyż Hardangervidda, Norwegia. Pociąg numer 64 z Bergen do Oslo wjechał do Finse – najwyżej położonej stacji w Norwegii (1222 m n.p.m.).
Kolejne marzenie spełnione. Będąc dzieckiem, często zaglądałem na kamerkę internetową nadającą na żywo ze stacji Finse. Jak wtedy marzyłem o wyjeździe do Norwegii…! Minęło parę lat i sam tutaj dotarłem.
A potem napisałem obszerny artykuł o kolejach w Norwegii.

Takie rzeczy zdarzają się niestety dość często. Kozacza Łopań, Ukraina,

Takie miłe pozdrowienia zdarzają się niestety dość często. Kozacza Łopań, Ukraina.

9.11.2014, na szlaku z Ollagüe do Calamy, Chile. Trio ciężkich wąskotorowych (1000 mm) lokomotyw GL26C zmierza nad ocean z transportem rudy cynku. Wokół rozciąga się jedno z najsuchszych środowisk na świecie - pustynia Atacama. Druga podróż do Ameryki Południowej pozwoliła mi sporządzić obszerny materiał o kolejach na terenie Andów.

9.11.2014, na szlaku z Ollagüe do Calamy, Chile. Trio ciężkich wąskotorowych (1000 mm) lokomotyw GL26C zmierza nad ocean z transportem rudy cynku. Wokół rozciąga się jedno z najsuchszych środowisk na świecie – pustynia Atacama.
Druga podróż do Ameryki Południowej pozwoliła mi sporządzić obszerny materiał o kolejach na terenie Andów.

14.07.2015, Ukraina, okolice wsi Poligon. D1-717 jako pociąg osobowy relacji Mikołajów-Tymkowo przejeżdża przez pola słonecznika.

14.07.2015, Ukraina, okolice wsi Poligon. D1-717 jako pociąg osobowy relacji Mikołajów-Tymkowo przejeżdża przez pola słonecznika.

07.03.2016, Gdańsk Rębiechowo - Gdańsk Port Lotniczy. Pociąg Pomorskiej Kolei Metropolitalnej dojeżdża do terminalu gdańskiego lotniska. Polska kolej bardzo zmieniła się przez te dziesięć lat. Różnica pomiędzy tym zdjęciem, a pierwszymi w zaprezentowanej galerii, jest kolosalna. Prawda?

07.03.2016, Gdańsk Rębiechowo – Gdańsk Port Lotniczy. Pociąg Pomorskiej Kolei Metropolitalnej dojeżdża do terminalu gdańskiego lotniska.
Polska kolej bardzo zmieniła się przez te dziesięć lat. Różnica pomiędzy tym zdjęciem, a pierwszymi w zaprezentowanej galerii, jest kolosalna. Prawda?

Jeśli komuś jakimś cudem jest mało – zapraszam na World Rail Photo oraz Facebooka.

Dziękuję rodzicom za wspieranie pasji i dawanie możliwości jej realizowania. Dziękuję towarzyszom podróży (zwłaszcza Piotrkowi!) za cierpliwe wyczekiwanie przy torach, bo „już za chwilę na pewno pojedzie pociąg”.

Adminom i użytkownikom WRP bardzo dziękuję za minione 10 lat – wasze rady i komentarze pozwoliły mi szlifować umiejętności. Obyśmy się jak najdłużej spotykali na szlakach!

Oczekiwanie na szlaku (2011)

Oczekiwanie przy szlaku (2011)

Share and Enjoy

  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Email
  • Wykop
  • Kciuk
  • RSS

Książka do podróży

Współpasażer ciągle usiłuje zagadywać. Bo pociąg jedzie wolno, a jemu się tak nudzi… Do Białegostoku ma jeszcze osiem godzin i trzy przesiadki. Książki ani gazety nie wziął ze sobą, bo on nie lubi czytać. Nudno. Przydałby się zimny browar…

Trasa rzeczywiście należy do znanych i nieciekawych, ale ja się nie nudzę, bo czytam. W podróż zawsze zabieram ze sobą tonę książek. Dawniej ta tona ważyła tonę, ale od kiedy mam swój ukochany czytnik, mogę wieźć mnóstwo tytułów bez obaw o awarię kręgosłupa.

Księgarnia Kwiat Marii na ulicy peruwiańskiego Trujillo. W sprzedaży niestety głównie kolorowe czasopisma...

Księgarnia Kwiat Marii na ulicy peruwiańskiego Trujillo. W sprzedaży niestety głównie kolorowe czasopisma…

Czytanie książek w podróży ma jedną wadę – czasem można zaczytać się do tego stopnia, że świat wokół przestaje aż tak interesować. Pamiętam scenę, jak w 2010 roku siedzę na którymś z donieckich przystanków tramwajowych i z zapartym tchem przerzucam kolejne strony „Metro 2033” Dmitrija Głuchowskiego. Parę lat później podobnie do czytnika przykuła mnie inna powieść tego samego autora – „Futu.re”. Czytałem ją w każdym długodystansowym peruwiańskim autobusie, leżąc na tylnych siedzeniach i walcząc z wywołującymi mdłości górskimi zakrętami. Później nie zmierzyłem oka w powrotnym samolocie nad Atlantykiem. Ostatnią stronę „Futu.re” doczytałem dokładnie w momencie, gdy samolot lądował na madryckim lotnisku Barajas. Wstawało czerwone hiszpańskie słońce. Moje oczy były równie zaczerwienione od całonocnego czytania.

Właśnie tego typu literatura może się przydać w drodze – lekka, niewymagająca, wciągająca. Filozoficzne dzieła klasyków, wymagające skupienia i zadumy, nie sprawdzą się najlepiej, gdy w autobusie na cały regulator grzmią lokalne hity (patrz: 10 rzeczy, które doprowadzą cię do szału w Ameryce Południowej). Książka dla podróżnika powinna zresetować umysł i odwrócić uwagę od nużącego wielogodzinnego przejazdu. Dobrze, gdy rozdziały są krótkie, a czytanie można przerwać w dowolnym momencie.

OK, przyznaję. W jednej z podróży nie mogłem się oderwać od „Zmartwychwstania” Tołstoja.

Ale wracając do lekkich, przyjemnych i podróżniczych inspiracji:

Luis Sepúlveda, Express Patagonia

Cała moja miłość do Ameryki Południowej rozpoczęła się prawdopodobnie od tomiku „Express Patagonia” chilijskiego pisarza Luisa Sepúlvedy. Za pierwszym razem czytałem go we własnym łóżku, śniąc później o nierealnych wówczas podróżach przez dżungle i pustynie. Za drugim razem rozdziały o Santiago de Chile czytałem już w Santiago de Chile. Za trzecim razem fragment o Ekwadorze pochłaniałem w Ekwadorze. I choć świat się zmienił, a Ameryka Łacińska z czasów młodości Sepúlvedy odeszła bezpowrotnie, to lektura nadal wciąga i inspiruje. Sepúlvedą nakarmiłem też paru „nieczytających”, co powinno być chyba dobrą rekomendacją.

Serhij Żadan, Hymn demokratycznej młodzieży

W Donbasie zakochałem się po lekturze Serhija Żadana. Jego powieści określam mianem „literatury wódki i drogi”. „Hymn demokratycznej młodzieży” cytowałem już kiedyś na tym blogu, wspominając dawne podróże autostopowe. A potem przeczytałem go jeszcze raz i wróciłem do autostopowania. Dla przyjemności, nie oszczędności.

Filip Springer, Miedzianka. Historia znikania

Znana i lubiana „Miedzianka. Historia znikania” Filipa Springera to coś pomiędzy literaturą faktu a fascynującą powieścią. Rewelacyjna, świetnie napisana historia małego dolnośląskiego miasteczka, które z biegem lat przestało istnieć. Pochłonąłem na raz. Cudeńko.

Maciej Wasielewski, Jutro przypłynie królowa

„Jutro przypłynie królowa” Macieja Wasielewskiego urzekło mnie nie tyle stylem, ile tematyką. Oto historia malutkiej wysepki pośrodku oceanu, którą nawet w XXI wieku cechuje niemal całkowita izolacja od reszty świata. W zaledwie kilkudziesięcioosobowej społeczności, gdzie wszyscy znają się od dziecka, zaczyna regularnie dochodzić do gwałtów. Uciec nie ma dokąd, a gwałcicielem może być wujek, kumpel ze szkolnej ławy, własny ojciec. Że też jeszcze Hollywood nie podchwyciło tego tematu… A może podchwyciło? Rzadko oglądam filmy.

Stefan Grabiński, Demon ruchu

Stefan Grabiński jest dziś autorem niemal zapomnianym. A niesłusznie – przecież jego „Demon ruchu”, wydany w 1919 roku tomik opowiadań okołokolejowych, to przykład znakomitej literatury grozy. Upiorni maszyniści, tajemniczy pasażerowie, pociągi-widma… Dla miłośnika kolei to pozycja obowiązkowa. Albo doskonały prezent. Jako nastolatek połknąłem „Demona ruchu” w nocnym pociągu do Petersburga. Potem bałem się patrzeć za okno…

Etgar Keret, Rury

No i jest też Etgar Keret. Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł na podróż. Opowiadanka Kereta są króciutkie i nie wypełnią wielogodzinnego przejazdu rozklekotanym autobusem. Ale z drugiej strony, mało którego autora nie waham się polecić niemal każdemu. Bo to się po prostu musi podobać.

To moje ulubione książki z gatunku luźnych-wciągających-idealnych na podróż. Chętnie poznam Wasze propozycje. Chcecie coś polecić? Piszcie w komentarzach na blogu albo na Facebooku.

Pokażmy, że czytanie nie jest jeszcze passé.

Share and Enjoy

  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Email
  • Wykop
  • Kciuk
  • RSS

Donbaska międzynarodówka

Przedstawia się jako Ilia. Hiszpan, pod czterdziestkę, z lekka siwiejące włosy. Zdeklarowany komunista. Dopiero co wrócił z frontu, na którym strzelał do – jak mówi – „ukraińskich faszystów”.

Siedzimy na ostatnim piętrze centrum handlowego Złoty Pierścień w Doniecku. Za oknem widać kopalnie, hałdy i rozklekotane tramwaje. Na ulicach spokojnie, miasto żyje normalnie. Mieszkańcy przyzwyczaili się już do huku wystrzałów, jakie grzmią tu każdej nocy.

– Przyjechałem do Donbasu wiosną 2014 roku – zaczyna opowiadać Ilia. – Chciałem na własne oczy ujrzeć to, o czym jednostronnie piszą hiszpańskie media. Bo wojna informacyjna trwa w najlepsze, a ja nie wierzę w oficjalny przekaz – stwierdza.

Bezpośrednim powodem przyjazdu Hiszpana na daleką Ukrainę była tragedia w Odessie. 2 maja 2014 roku Ukraińcy obrzucali koktajlami Mołotowa budynek związków zawodowych, w którym zabarykadowali się prorosyjscy aktywiści. Według oficjalnych danych, zginęło wówczas czterdzieści osiem osób.

– To było dla mnie jak budzik – mówi Ilia.

Pojawił się w Donbasie jako dziennikarz, ale od początku nie skrywał swoich sympatii do separatystów. W Ługańsku pierwszy raz w życiu widział trupy leżące na ulicy – mówi, że ukraińska armia celowo strzelała do bloków mieszkalnych. Rozpoczął pracę dla niewielkiej socjalistycznej hiszpańskiej gazety. Nie otrzymał jednak odpowiedzi, kiedy chciał wysłać artykuł dla „El País”, największego hiszpańskiego dziennika. Według niego to efekt medialnego spisku i silnej antyrosyjskiej propagandy obecnej w państwach Europy zachodniej.

Noworosyjski Che Guevara

W październiku 2014 roku Ilia wyjechał na parę miesięcy do Hiszpanii, ale już w lutym roku następnego zdecydował się na powrót do Donbasu. Tym razem jako żołnierz. W rzeczywistości wojna okazała się dla niego nie tak straszna – bo największy strach wyzwala to, co nieznane, a sytuacja na froncie jest zupełnie jasna. Koło Doniecka mężczyzna przeszedł przyspieszone szkolenie, po czym trafił do stacjonującego w Ałczewsku batalionu Widmo pod dowództwem Aleksieja Mozgowoja.

Ałczewsk, billboard wspominający Aleksieja Mozgowoja

Ałczewsk, billboard wspominający Aleksieja Mozgowoja

– Mozgowoj był najbardziej romantycznym bohaterem tej naszej rewolucji – wzdycha Hiszpan. – Tylko on naprawdę chciał przywrócić władzę i sprawiedliwość ludową.

Aleksiej Mozgowoj to kontrowersyjna ikona, miejscowy odpowiednik Che Guevary. Buntownik wśród buntowników – walczył przeciwko ukraińskiej armii, jednocześnie sprzeciwiając się niektórym porządkom zaprowadzanym na terytorium Ługańskiej Republiki Ludowej. Socjalista, a zarazem skrajny konserwatysta, zawsze otoczony religijnymi symbolami. Zasłynął między innymi propozycją aresztowania kobiet odwiedzających puby i kluby nocne. „W domu siedzieć, pierogi lepić” oraz „pora przypomnieć sobie o swojej duchowości” – powiedział Mozgowoj w reakcji na gwałt na dwóch nastoletnich dziewczynach (jednego ze sprawców rozstrzelano na drodze samosądu, a drugiego wysłano na front, by „mógł odkupić swoje winy”).

Słynne stały się też telemosty Mozgowoja z przedstawicielami ukraińskiej armii i nacjonalistycznego Prawego Sektora. Mawiał, że wojna to nikomu niepotrzebne wyniszczanie ukraińskiego narodu, a jednocześnie opowiadał się za siłowym odłączeniem Donbasu od reszty Ukrainy.

Zginął w zamachu 23 maja 2015 roku. Do zorganizowania akcji przyznała się organizacja ukraińskich partyzantów Cienie (grupa mieszkańców Donbasu nie zgadzających się z polityką separatystów). Większość obserwatorów wiąże jednak zabójstwo z Kremlem i podległymi mu miejscowymi politykami, chcącymi pozbyć się niepokornego buntownika.

Skrajny konserwatyzm, symbolika Świętej Rusi i miłość do Związku Radzieckiego to częsta na tym terenie mieszanka poglądów. Po obu stronach frontu wojna wydobywa najrozmaitsze ideologiczne koszmary. W Doniecku na każdym kroku można kupić zapalniczki i pamiątkowe magnesy z portretem Stalina. Ukraińców nazywa się tu faszystami, ale Ilia przyznaje, że w oddziałach separatystów również walczy wielu bojowników z silnie nacjonalistycznymi poglądami. Według niego to normalne podczas wojny – na front przyjeżdża wielu awanturników, za których poglądy można się wstydzić.

Mogiła Aleksieja Mozgowoja w Ałczewsku

Mogiła Aleksieja Mozgowoja w Ałczewsku

Wielonarodowa armia separatystów

– Takich jak ja jest tu więcej – mówi Hiszpan. – Znam na przykład Chilijczyków, Brazylijczyków, to bardzo konserwatywne chłopaki.

Większość z nich służy właśnie w międzynarodowym batalionie Widmo. Edy Ongaro, pseudonim Bozambo, nie boi się występować pod nazwiskiem ani pokazywać twarzy. Przyjechał spod Portogruaro w północnych Włoszech i również, tak jak jego hiszpański kolega, jest zdeklarowanym komunistą. Po ewentualnym powrocie do Włoch grozi mu dziesięć lat więzienia, dlatego Bozambo złożył podanie o obywatelstwo Ługańskiej Republiki Ludowej.

Pozostać w Donbasie planuje również Michaił z Jakucka, pseudonim Sakkai. Wojna za Noworosję jest mu kulturowo bliższa niż Hiszpanowi i Włochowi, ale od rodzinnego miasta dzieli go aż siedem tysięcy kilometrów. Jednak nie tylko odległość powstrzymuje mężczyznę od kupienia powrotnego biletu na Syberię – z powodów rodzinnych w zasadzie nie ma dokąd wracać.

O Mozgowoju wypowiada się z nabożną czcią. O świecie Zachodu – z pogardą. Jednak porządki zaprowadzone w Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej poważnie Jakuta rozczarowały.

– Nie będzie już tutaj prawdziwie socjalistycznego państwa – mówi. – Nadal się o to bijemy, nadal wierzymy, ale wśród rządzących nie ma ideologicznych socjalistów.

Choć uważa się za komunistę, Sakkai ma żyłkę do interesów. Narzeka, że przez długi czas nie otrzymywał za walkę żadnej zapłaty. Wtedy skontaktował się ze sklepem sprzedającym odzież wojskową.

– Przysłali mi z Jakucka swoją flagę, żebym się z nią fotografował na froncie. Taka reklama. Mówili, że jak sfotografuję się z flagą pod Lisiczańskiem, to zapłacą każde pieniądze – śmieje się mężczyzna.

Lisiczańsk, stutysięczne miasto na północy Donbasu, pozostaje w rękach Ukraińców, Michaił będzie więc musiał obejść się smakiem. Przynajmniej na razie. Bo przecież silnie wierzy w ostateczne zwycięstwo. Żartuje nawet, że odwiedzi mnie w Poznaniu – przyjedzie na swoim czołgu, choćby bez zaproszenia.

Rosjanie jednak walczą

– A Polacy? – pytam Hiszpana. – Poznałeś tu jakichś Polaków?

Ilia rozczarowuje mnie odpowiedzią: Polaków osobiście nie poznał, choć mówi, że słyszał o ochotnikach znad Wisły walczących w armii separatystów. Zadaję więc pytanie o Rosjan. O regularną armię rosyjską, nie ochotników takich jak Jakut Sakkai.

– Powiedzmy sobie szczerze – odpowiada Ilia – Trzeba być idiotą, żeby wierzyć, że w Donbasie nie ma rosyjskich wojsk.

Szybko jednak dodaje, że on ich nie widział i dla nich nie walczył. Oraz że jego zdaniem po stronie Ukrainy również walczą najemnicy, których miałyby opłacać Stany Zjednoczone i Unia Europejska.

W przeciwieństwie do Włocha Bozambo, Ilia zaczyna już tęsknić za ojczyzną. Przed wyjazdem do Hiszpanii odczuwa jednak lęk – jeśli sąd udowodni mu udział w donbaskiej wojnie, prawdopodobnie czeka go więzienie. Dlatego kategorycznie nikomu nie pozwala się fotografować, zwłaszcza z bronią.

– Nie dla mnie reklamy na froncie ani zdjęcia z karabinami wrzucane na Facebooka – opowiada Hiszpan pod koniec rozmowy. – Rozumiesz, ja jestem idealistą. Dawniej zajmowałem się ekologią, ale walka z faszyzmem jest ważniejsza od ochrony wielorybów.


Tekst ukazał się na stronach Nowej Europy Wschodniej.

Share and Enjoy

  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Email
  • Wykop
  • Kciuk
  • RSS

„Chcesz coś skrobać? Kup se ziemniaka!” Ironiczna kampania społeczna staje się hitem

Co mają ze sobą wspólnego czarodziej Gandalf, UFO, wampir, jeż, ziemniak i odpady radioaktywne? Między innymi za ich pomocą przewoźnik tramwajowy z Brna uczy poprawnego zachowania w tramwaju. Kampania pod nazwą „To nie jest aż takie trudne” wystartowała w kwietniu i wywołuje dość duże zainteresowanie medialne.

Zabawne grafiki mają uczyć pasażerów poprawnego zachowania w środkach komunikacji publicznej. Brneński przewoźnik przygotował trzydzieści dwa wzory rysunków dotyczących różnych tematów, od niezbliżania się do krawędzi przystanku („Boli cię, kiedy dostaniesz z liścia? A co, jeśli przywali ci autobus?”) po niedozwolone w tramwaju przedmioty (napis głosi „Czasami wystarczy zwykły chłopski rozum”, na grafice widać jeża, śmieci, akumulator, węża i odpady radioaktywne).

Internet szybko podchwycił temat i przyczynił się do zwiększenia popularności przekazu. Ja też pojeździłem po Brnie w poszukiwaniach Gandalfa. Oto co udało mi się znaleźć:

"Czasami wystarczy zwykły chłopski rozum"

„Czasami wystarczy zwykły chłopski rozum”

"Jeśli masz potrzebę coś skrobać, to kup se ziemniaka. Noże nie służą do rysowania szyb"

„Jeśli masz potrzebę coś skrobać, to kup se ziemniaka. Noże nie służą do rysowania szyb”

"You shall not pass! Tramwaj ma pierwszeństwo!"

„You shall not pass! Tramwaj ma pierwszeństwo!”

"Czasami trzeba sobie przeklnąć, ale nie między ludźmi"

„Czasami trzeba sobie przeklnąć, ale nie między ludźmi”

"Już jedziesz, nie musisz jeszcze biegać"

„Już jedziesz, nie musisz do tego biegać”

"Palenie jest zabronione! Witaj w dwudziestym pierwszym wieku"

„Palenie jest zabronione! Witaj w dwudziestym pierwszym wieku”

"Gdybyś do nich przyjechał, też byś się czuł zagubiony... Pomagaj obcym znaleźć drogę, kiedy o nią pytają"

„Gdybyś do nich przyjechał, też byś się czuł zagubiony… Pomagaj obcym znaleźć drogę, kiedy o nią pytają”

"Nie śpisz w nocy? Kontrolerzy też nie"

„Nie śpisz w nocy? Kontrolerzy też nie”

"Nie wiesz dokąd teraz? A gdyby tak dalej od drzwi?"

„Nie wiesz dokąd teraz? A gdyby tak dalej od drzwi?”

"Kiedy wsiądziesz, impreza się kończy"

„Kiedy wsiądziesz, impreza się kończy”

"Słyszałeś to?! Nie?! Ciotka Marta ma nową..."

„Słyszałeś to?! Nie?! Ciotka Marta ma nową…”

"Boli cię, kiedy dostaniesz z liścia? A co, jeśli przywali ci autobus?"

„Boli cię, kiedy dostaniesz z liścia? A co, jeśli przywali ci autobus?”

"Nie kłóć się z grawitacją, ona zawsze wygrywa"

„Nie kłóć się z grawitacją, ona zawsze wygrywa”

"Nie lepiej byłoby się trzymać poręczy, a nie hamburgera?"

„Nie lepiej byłoby się trzymać poręczy, a nie hamburgera?”

Tramwaje w Brnie

Brnieńska sieć tramwajowa to prawie 140 km tras, na które codziennie wyjeżdża 11 linii. Zdecydowanym plusem tamtejszego systemu jest bardzo wysoka częstotliwość kursowania, zwłaszcza jak na niewielkie, niespełna półmilionowe miasto. Problemem może być jednak jakość taboru – po dziś dzień w Brnie nie kursuje ani jeden stuprocentowo niskopodłogowy ani klimatyzowany tramwaj.

Ósemka w drodze na Starý Lískovec pędzi estakadą, z której rozciąga się panorama na centrum Brna. Nad miastem wyrasta Petrov, czyli katedra pod wezwaniem św. Piotra i Pawła

Ósemka pędzie estakadą w drodze na Starý Lískovec. Nad miastem wyrasta Petrov, czyli katedra pod wezwaniem św. Piotra i Pawła

To nie pętla, lecz wielotorowa magistrala tramwajowa w centrum miasta

To nie pętla, lecz wielotorowa magistrala tramwajowa w centrum miasta

Przyczajona Tatra, ukryta druga Tatra. Pętla Technologický Park

Przyczajona Tatra, ukryta druga Tatra. Pętla Technologický Park

Piątka przemyka przez Plac Mendla

Piątka przemyka przez Plac Mendla


Zobacz też inne tramwajowe tematy:

Krzywy Róg – tramwajem przez najdłuższe miasto Europy

Odessa, tramwaj bagienny

Tramwaj niejedno ma imię

Oraz pozostałe zdjęcia tramwajowe na Facebooku


Ten materiał by nie powstał, gdyby nie kolega, który od wielu lat udziela mi gościny w Brnie. Wielkie dzięki, Wojtku!

Share and Enjoy

  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Email
  • Wykop
  • Kciuk
  • RSS