Karabach – kobietom wstęp wzbroniony

Słyszałem, że przed chwilą przekląłeś przy mojej siostrze. Gdybyś nie był moim gościem, dostałbyś po mordzie. Wiem, że ja też przy niej przeklinałem. Ale mi wolno, bo jestem jej bratem – tobie nie.

Nazywam się Artak, jestem Ormianinem i mieszkam w wiosce Patara, godzinę jazdy od Stepanakertu. Nasze góry są najpiękniejsze na świecie. Powinieneś przyjechać tu latem.

Mam 25 lat i jestem głównym żywicielem rodziny. Ojciec zginął na wojnie z Azerami, miałem wtedy tylko dwa latka. Ale jego krew nie została przelana na marne – dziś żyjemy w naszym, ormiańskim Karabachu. Widziałeś te wszystkie krzyże przy drogach? To chaczkary, świadectwo pradawnej obecności Ormian na tych ziemiach.

Wojna nigdy się nie skończyła – co tydzień ktoś ginie na froncie, jakieś czterdzieści kilometrów stąd. Ale starczy o tym. Zapraszam cię do swojego domu.

Kolorowe pranie próbuje urozmaicać ponurą rzeczywistość podwórka w Stepanakercie
Kolorowe pranie próbuje urozmaicać ponurą rzeczywistość podwórka w Stepanakercie

Izba, w której mieszkał Artak z rodziną, niewiele zmieniła się od dziesięcioleci. Centrum wszystkiego stanowił piec – w zimowych miesiącach zapewniający zarówno ogrzewanie, jak i możliwość zaparzenia tradycyjnej kawy. Obok pieca, pod rurą odprowadzającą dym na zewnątrz, stało łóżko, gdzie ostatnie lata życia spędzał dziadek, dziewięćdziesięcioośmioletni weteran bitwy pod Stalingradem. Najwidoczniej nie przeszkadzał mu stojący nad wezgłowiem łóżka stary radziecki telewizor, w którym matka Artaka oglądała łzawe seriale i programy publicystyczne o skandalach obyczajowych.

Łazienki nie było, jeśli nie liczyć dziury w ziemi, w drodze do której trzeba było zejść po schodach na ubłocone podwórko. Najważniejsze jednak, że był Internet.

To dzięki sieci poznałem Artaka. Wkrótce potem internetowe znajomości pozwoliły chłopakowi spełnić marzenie o kilkumiesięcznym wyjeździe na wymianę do Europy Zachodniej.

Unowocześniłem wieś. Założyłem profile na portalach społecznościowych, gdzie postuję nowości i zdjęcia z Patary. Najbardziej podoba się to naszej diasporze, bo mnóstwo dawnych mieszkańców wyjechało do Rosji, do Stanów. Teraz przez Internet oglądają miejsca, które pamiętają z dziecięcych zabaw.

Najwięcej problemu mam z robieniem zdjęć mieszkańcom. Jestem swój, wszyscy mnie tu znają, pełnię obowiązki sołtysa, ale nie mam prawa wyciągnąć aparatu na wieczornych spotkaniach przy Backgammonie. Zlinczowaliby mnie. Tak już tu jest, co poradzisz. W sumie lubię te nasze tradycje.

Stepanakert - kolorowy świat kobiet urozmaica szarobury świat ormiańskich mężczyzn
Stepanakert – kolorowy świat kobiet urozmaica szarobury świat ormiańskich mężczyzn

Gdy kobiety spełniły swe tradycyjne role, to znaczy ugotowały kilkudaniowy obiad, podały do stołu i wyniosły naczynia gdzieś za dom, a mężczyźni również zadośćuczynili obowiązkom nakładanym na nich od pokoleń, to znaczy wystarczająco nawodzili wzrokiem za krzątającymi się kobietami, dziewiętnastoletnia Anusz, siostra Artaka, zaczęła tańczyć. Najpierw do tradycyjnej ormiańskiej piosenki, potem do któregoś ze współczesnych rosyjskich hitów o miłości, wreszcie jako trzecia poleciała Lady Gaga.

– Ładna ta twoja siostra. Nie jesteś o nią zazdrosny? – pytam prowokująco.
– Oczywiście, że jestem – odpowiada Artak. – Ma dopiero dziewiętnaście lat, muszę ją chronić przed mężczyznami.
– Po co?
– Bo raz użyta kobieta już sobie męża nie znajdzie, żaden takiej nie zechce.
– Potworność.
– Mów sobie co chcesz, według naszych zasad jest wtedy kurwą.

Matka Artaka kładzie przed nami deser, tytu lawasz – kwaskowate placuszki robione z zaschniętego soku śliwkowego. Rozmowę słyszy, ale się do niej nie wtrąca. Pewnie miałaby coś do powiedzenia – od kiedy ojciec jej dzieci zginął trafiony azerską kulą, nie pojawił się przy niej żaden inny mężczyzna. I żaden się nie pojawi, bo kobieta oddana jest po grób nieżyjącemu od dwudziestu paru lat mężowi. Trzeba zresztą przyznać, że zupełnie o siebie nie dba – ma zgrubiałe ręce, cienkie siwe włosy, wyraźny nieogolony wąsik. Wygląda na starszą o dobre piętnaście lat.

– A ty? – kontynuuję dopytywanie Artaka.
– Co ja?
– No, ty możesz spotykać się z kim chcesz?
– Mogę, choćbym i miał żonę. Facet ma pełną swobodę, to kobiety trzeba chronić. Pamiętasz jak w samochodzie zakląłeś przy mojej siostrze?
– Pamiętam, ty też to robiłeś.
– No bo ja mogę. Przecież ona zna rosyjskie przekleństwa i też ich używa w rozmowie z koleżankami. Ale to co innego. Ty, jako obcy mężczyzna, nie możesz pozwolić sobie na takie chamstwo. Oczywiście wiem, że jesteś z innej kultury, nie znasz miejscowych zwyczajów – dlatego nie dostałeś po mordzie. Ale uważaj na takie sytuacje w Karabachu.
– Przepraszam. To jednak straszne, że możecie zdradzać żony jak wam wygodnie.
– Mnie to nie przeszkadza – uśmiecha się Artak.

Robienie zakupów w sklepach spożywczych to również element kobiecego świata
Robienie zakupów w sklepach spożywczych to również element kobiecego świata
Genderowa rzeźba w centrum Stepanakertu
Genderowa rzeźba w centrum Stepanakertu
Rodzina restauratorów z Górskiego Karabachu
Rodzina restauratorów z Górskiego Karabachu

Wieczorem gospodarz zabrał mnie na spotkanie wiejskiego klubu. Do starej stodoły naznoszono stoły i ławy. Trzydziestu mężczyzn, racząc się mocnym samogonem, czarną herbatą i duszącymi papierosami, grało w Backgammona, karty, kości. Byli tu wszyscy – miejscowi rolnicy, żołnierze na przepustce (w Karabachu niemal co trzeci napotkany na ulicy mężczyzna służy w wojsku), młodzi i starzy. Specjalne reguły nie obowiązywały – ważne, żeby po pijaku nie wszczynać awantur.

Co istotne – nie można było robić zdjęć ani przyprowadzać ze sobą kobiet.


odwiedź mnie kiedyś
mój czas się nie kończy
i widok mam z tych najpiękniejszych
ponad chmury i miasto
w Górskim Karabachu

w enklawie, którą wybrałem
tam się ukrywam
w Górskim Karabachu


Zobacz też:

Agdam – życie po apokalipsie
Diabelski młyn w Oczamczirze (2016)

Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz