Pociągiem z miasteczka Bełz

“Miasteczko Bełz,
kochany mój Bełz.
W poranne gazety ubrany
spokojnie się budzi Bełz.”

O 7:45 ciężko wejść do trolejbusu linii dwa. Zapchany po brzegi, aż konduktorce ciężko sprzedawać bilety. Wśród pasażerów dominują starsze kobiety z wielkimi kraciastymi torbami. Wszystkie jadą do końca, na przystanek przy dworcu kolejowym Bielce-Slobozia.

To właśnie znane ze starej piosenki żydowskiej miasteczko, “majn sztetełe Bełz”. Dziś – drugie co do wielkości miasto Mołdawii, Bielce.

“Wypiękniał nasz Bełz,
w ogrodach, na drogach bez…”

Po żydowskiej przeszłości nie ma już w Bielcach śladu, podobnie jak po rosnących bzach, wspomnianych w tekście przetłumaczonym przez Agnieszkę Osiecką. Miasto jest smutnym skupiskiem radzieckich szarych bloków, do których prowadzą dziurawe drogi i niemal nieistniejące chodniki. Po krótkotrwałym deszczu nierówności zamieniają się w zdradzieckie błotniste bajora. Nie zjawiają się tutaj turyści, a niewielu już młodych widzi swą przyszłość w upadającym “miasteczku Bełz”.

Kilka minut po ósmej pasażerowie trolejbusu wysypują się z pojazdu na ostatnim przystanku. Przed dworcem gwar – tam sprzedają rozgrzewającą herbatę, gdzie indziej placki z nadzieniem, nazywane tu po rumuńsku plăcintă. Przy peronie czekają już dwie starodawne jednostki spalinowe D1 produkcji węgierskiej. Jedna pojedzie do położonego na południowy wschód Ungheni, celem drugiej będzie maleńka wioska Mateuţi. Po ich odjeździe dworzec w Bielcach opustoszeje aż do późnych godzin popołudniowych.

Pociąg do Mateuţi przy peronie dworca Bălți-Slobozia
Pociąg do Mateuţi przy peronie dworca Bălți-Slobozia

Maszynista Rusłan odpoczywa przed podróżą.

– Pochodzę z rodziny kolejarzy – opowiada. – Dwanaście lat temu podliczono, że moi krewni i ja przepracowaliśmy łącznie 575 lat na kolei. A od tego czasu to spokojnie trzeba by doliczyć jeszcze ze sto. Albo i sto pięćdziesiąt.

– Trudno wyobrazić sobie bardziej rosyjskie imię niż Rusłan – zauważam.

– No bo my jesteśmy jeszcze radzieccy – śmieją się maszynista z pomocnikiem. – Ten tu, młody, on to jest Siergiej. Też raczej mało mołdawsko.

– A mówicie w ogóle po rumuńsku?

– Parę słów, tylko takie uliczne dialogi. My tu wszyscy rozmawiamy ze sobą po rosyjsku, to i nie ma sensu się uczyć nowego języka.

Maszynista Rusłan
Maszynista Rusłan

Skład ma już kilkadziesiąt lat i powoli zaczyna zżerać go rdza. Siedzeniami są szerokie drewniane ławki. Zamiast toalety – dziura w podłodze. Zaraz po odjeździe pociąg zatapia się w czasie, brnie wśród mołdawskich pól z prędkością przez większość trasy nie przekraczającą 30 km/h. Do Mateuţi, położonego zaledwie o sto kilometrów od Bielc, dojedzie po czterech godzinach jazdy, lepkiej od zastygłych w powietrzu minut.

Przed dziesiątą docieramy do Florești. Wymiana pasażerów jest tu spora, bo na trasie nie ma więcej miasteczek – same wioski, a we Florești jest chociaż targ, kilka bloków, radziecki samolot postawiony w charakterze pomnika. Wysiada tu większość babin z siatami, a także gromada kolejarzy, którzy grą w karty umilali sobie podróż po zakończeniu dwunastogodzinnej służby.

Pasażerowie wsiadający w Mărculeşti
Pasażerowie wsiadający w Mărculeşti
Krótki postój we Florești
Krótki postój we Florești

Między Ghindești a Șoldănești pociąg wije się na łukach wśród niewielkich wzniesień. Pejzaż jest tutaj sielski – skaliste płaskowyże wznoszą się nad położonym w dolinie torem. Gdzieniegdzie pojawiają się drewniane chatynki, stada gospodarskich zwierząt, wędrujący wzdłuż linii kolejowej pasterze kóz. Brak w Mołdawii spektakularnych widoków, cennych zabytków, dużych miast. Tak naprawdę niewiele się tu zmieniło od czasów sowieckich, nawet pociąg z drewnianymi ławkami od lat ten sam. Co prawda Rumuni wyremontowali niedawno parę dieslowskich jednostek, nadając im bardziej nowoczesny wygląd i wymieniając siedzenia, ale z powodu problemów prawnych składy szybko zostały wycofane i teraz rdzewieją w krzakach pod Kiszyniowem.

O wpół do pierwszej maszynista Rusłan hamuje przy peronie w Mateuţi. Dalej nie pojedzie, choć zaledwie dwa kilometry na wschód, zaraz za mostem na rzece Dniestr, wyłaniają się bloki ponad pięćdziesięciotysięcznej Rybnicy. Niegdyś jedno z większych miast północnej Mołdawii, dziś jest pod kontrolą separatystycznej republiki Naddniestrza. Linia kolejowa, podobnie jak relacje rodzinne wielu Mołdawian, została nagle przecięta ostrzem sierpa, a dobita młotem z naddniestrzańskiego godła (po dziś dzień korzysta się tu z radzieckiej symboliki).

– Naddniestrze nie jest dla nas wielkim problemem – lekceważąco macha ręką Rusłan. – To jednak uciążliwe, te ciągłe formalności, kaprysy pograniczników, kiedy chcemy tylko odwiedzić swoich bliskich po drugiej stronie rzeki.

Do Mateuţi dojadą tylko dwa pociągi dziennie – południowy i wieczorny. W stronę Bielc odjazd o piętnastej i trzeciej nad ranem. Przejazd całą trasą kosztuje równowartość około trzech złotych.

Zaraz za kabiną maszynistów znajduje się wagon silnikowy
Zaraz za kabiną maszynisty znajduje się wagon silnikowy


6 komentarzy

  1. Michał says: Odpowiedz

    O, to cenna relacja. Wybieramy się tam na wakacje na rowerach, i przewidujemy przejechanie się w D1. Jak widzisz szanse wpakowania się z 3 rowerami?
    pozdrawiam, Michał

    1. Raczej bezproblemowo. Przedsionki są ciasne, ale frekwencja w pociągu nie powala, więc zawsze można zmieścić rowery pomiędzy ławkami. Ewentualnie poprosić obsługę, żeby schowała rowery do kanciapy pomiędzy przedziałem a silnikiem (jest tam taki mały schowek). Fajny plan!
      Odwzajemniam pozdrowienia :)

  2. JZ says: Odpowiedz

    Jak zwykle, z przyjemnością przeczytałem Twój wpis. Zazdroszczę szczerze podróży w te strony. Ja do nich dopiero dojrzewam.
    Pozdrawiam serdecznie :)

  3. Paweł says: Odpowiedz

    Tekst świetny ale w jednym miejscu się nie zgodzę!

    “Brak w Mołdawii spektakularnych widoków ”

    ….a Orheiul Vechi nad zakolem rzeki Raut? :)

  4. ms says: Odpowiedz

    Niedaleko Mateuţi znajduje się niewielkie miasteczko Rezina. Doń kursuje marszrutka z Gara Mateuţi, a stamtąd już rzut beretem do bardzo ciekawego kompleksu monastyrów Saharna z cudowną wodą i pięknymi krajobrazami, tanim spaniem (za prycz, śniadanie i obiadokolację w mnisim refektarzu z obsługą klasztoru zapłaciliśmy 20 lejów, wtedy (2013) ok. 4-5 złotych). Mołdawia jest bardzo interesującym, spokojnym i pełnym piękna krajem!

  5. Nie wszystkie marszrutki w Mateuţi zajeżdżają pod dworzec, niektóre obsługują tylko przystanek przy drodze w dolinie poniżej stacji.

Dodaj komentarz