Zaporoski zombie-land

Według internetowych relacji sklep spożywczy w Stepnogorsku nie istnieje. Nie ma w nim świeżego chleba, półek pełnych wódki, dwóch lodówek z lodami na patyku.
– Wie pani, co piszą o was w Internecie? – pytam sprzedawczynię w średnim wieku (której nie powinno tu być).
– Tak, że Stepnogorsk to miasto duchów.
– Mało tego, spotkałem się nawet z określeniem zombie-land.
– No i słusznie, my wszyscy dawno umarliśmy. Niech pan jeszcze dopisze, że polujemy na miejscowe psy i zjadamy je na surowo…

Internet: „Zaporoski Silent Hill. Stepnogorsk to niewielkie miasteczko, (…) które pojawiło się na mapie w 1918 roku pod nazwą Suchoiwanowka, a Stepnogorskiem zaczęto je nazywać od 1987 roku. Teraz coraz częściej mówi się o nim jednak zombie-land, miasto-widmo i tak dalej. Turyści raczej nie znajdą tu niczego ciekawego, chyba że mamy na myśli stalkerów, którzy zainteresują się mrożącym krew w żyłach pejzażem. Wśród tego typu społeczności nasz niewielki Stepnogorsk wyróżnia się jako niezwykle interesujący obiekt. (…) Patrząc na zdjęcia można pomyśleć, że zaraz gdzieś z oddali odezwie się smutne wycie samotnego upiora…”

Rzeczywistość: „Tak, tak, co pewien czas pojawiają się tutaj tacy jak pan. Odkrywcy albo lokalni dziennikarze. Jedna dziewczyna nawet z Kijowa do nas przyjechała! Nie, naprawdę? Co też pan mówi… z Polski?! No to długa droga, a raczej nic ciekawego pan tu nie zobaczy. Może faktycznie parę lat temu było tu mniej ludzi, bo w niektórych blokach odłączyli wodę, a gazu do dzisiaj u nas nie ma, wszyscy na prądzie gotują. Ale Stepnogorsk to miłe miasteczko, ja sama dopiero co z Zaporoża przyjechałam, bo mam małe dziecko. Tu jest miły, wiejski klimat. I dwa przedszkola. Podpowiem panu, że tacy jak pan zazwyczaj idą fotografować niedobudowany dom socjalny. Połowę budynku oddano do użytku, ludzie normalnie w nim mieszkają, ale druga część nie została ukończona… I jak przyjeżdża dziennikarz, to fotografuje tę pustą część, a zamieszkałą w ogóle się nie interesuje.”

Faktycznie, z internetowych relacji kojarzę bryłę czteropiętrowego bloku straszącego pustymi wyrwami na okna. Po powrocie do domu zwrócę uwagę, że zdjęcia wykadrowane były specjalnie tak, aby oglądający mógł zobaczyć tylko to, czego szukał. Do tego odpowiednia obróbka zdjęcia, desaturacja, ciemne kolory… i już mamy prawdziwe miasto-widmo.

Miały tu ponoć straszyć całe kwartały opuszczonych bloków mieszkalnych
Miały tu ponoć straszyć całe kwartały opuszczonych bloków mieszkalnych

Oczywiście w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Faktem jest, że przyszłość Stepnogorska zawisła na włosku, gdy w pobliskich kopalniach wstrzymano wydobycie rudy manganu. To do nich wiodła przechodząca przez miasteczko linia kolejowa, a specjalnie dla górników zbudowano dwa kwartały bloków z wielkiej płyty. Początek lat dziewięćdziesiątych oznaczał więc dla miejscowych krach, utratę pracy, wstrzymanie rozwoju rosnącego do tej pory miasteczka. Jednak który z regionów byłego Związku Radzieckiego nie doświadczył wówczas podobnych problemów?

Wdrapuję się na dach niedobudowanego dziewięciopiętrowego bloku mieszkalnego. Rozciąga się stamtąd znakomita panorama na cały Stepnogorsk i okolice. Widać osiedle, plątaninę anten satelitarnych, pobudowane z wraków starych autobusów garaże, bezkresne pola słonecznika. Towarzyszy mi gromadka miejscowych ośmio-dziesięciolatków, bawiących się na wysokości gdy mama nie patrzy.
– Starsi często przynoszą tutaj bulbulator.
– Co to jest bulbulator?
– No wie pan… Jak się bierze butelkę i tam się no… Pali trawę… Tak przez wodę, to jest właśnie bulbulator.
– A wy też tu palicie trawę?
– (Zgodnym chórem) Niee, my jesteśmy za mali.
– Wiecie, przyjechałem tu w ogóle, bo przeczytałem, że Stepnogorsk…
– …to miasto duchów, wiemy, wiemy – kończy za mnie rozbawiona czereda.

1335b

A przecież w opuszczonych miastach nie bawią się dzieci. Nie wisi pranie. Nikt nie ogląda telewizji, nie sprzedaje lodów o smaku arbuzowym, nie przykleja sobie nazwy miasta na tylną szybę samochodu. Duchy nie potrzebują dwóch działających przedszkoli, szkoły, szpitala, bankomatu, poczty, kilkunastu sklepów i dwóch aptek.

Czy parę lat temu mógł Stepnogorsk bardziej przypominać rzeczone miasto widmo? Wątpliwe. Być może niektóre rodziny wyjechały, odstraszone brakiem pracy i problemami w dostawach wody, jednak nie jest możliwe, żeby w ciągu kilku lat przemienić zombie-land w całkiem zadbane i sielskie miasteczko. Sklepowy asortyment jest tutaj skromny, ale nie odstaje od wyposażenia innych sklepów na ukraińskiej prowincji. W centrum, czyli przy przystanku autobusowym, na zadbanych skwerach rosną kwiaty. Całkiem tu żywo, a mieszkańcy nie zjadają jednak psów na surowo – to był chyba tylko taki żart.

Stepnogorsk - miasto duchów...
Stepnogorsk – miasto duchów…
...a może jednak nie? Wiele zależy od perspektywy.
…a może jednak nie? Wiele zależy od perspektywy.

Opuszczona kopalnia jest w trakcie rozbiórki, nie stanowi więc już atrakcji dla eksploratorów opuszczonych przestrzeni. Wiąże się z nią jednak krótka historia, którą dobrze opowiada mi się w towarzystwie.

Słońce naprawdę nieźle grzało podczas mojej wizyty w Stepnogorsku. Do kopalni jest z miasteczka około sześciu kilometrów w jedną stronę, więc wyczerpujący marsz w trzydziestokilkustopniowym upale nie wydawał mi się szczególnie atrakcyjny. Jak jednak dojechać na miejsce, jeśli po wąskiej polnej drodze nikt się nie przemieszcza, a jedyny tutaj taksówkarz nie pracuje w niedziele?

Miejscowi skrzyknęli się i znaleźli mi transport pod postacią głuchoniemego miejscowego żulika na motorze. Niepełnosprawny umysłowo, lekko podchmielony, od dawna bez prysznica, ale wiecznie uśmiechnięty; taki, co to muchy by nie skrzywdził, a w wiosce zawsze pomoże. Tu za piwko przeniesie lodówkę, tu popilnuje krowy…

Komunikacja na migi okazała się jednak niewystarczająco sprawna, bo zdążyliśmy ujechać dobre trzydzieści kilometrów po lokalnych dziurawych drogach, zanim pasąca krowę babuszka powiadomiła mnie, że kopalnię minęliśmy pół godziny wcześniej. Spędziłem ponad godzinę łapiąc odżywczy w tym upale wiatr, pachnący wsią, pyłem i potem kierowcy. Niestety, wśród ruin kopalni nie było czego szukać, a cała historia zakończyła się niewielkim wypadkiem, rozoraną nogą i pociętym butem. Jak jednak nie kochać takich przygód?


O prawdziwym opuszczonym mieście czytaj tutaj:

2 komentarzy

  1. Так вот где тебя познакомили с „бульбулятором” ))

  2. buba says: Odpowiedz

    To tak jak Lipniażka. Pojechałam do miasta duchów a sie okazało, ze nie bardzo jest jak wejsc do klatek schodowych bo wszedzie sie kręcą ludzie i patrzą wilkiem czy kartofli nie kradne ;)

Dodaj komentarz