Consonno – cisza w “mieście zabawek”

Kiedy hrabia Mario Bagno tworzył w swej głowie obraz Consonno, z pewnością wyobraził je sobie jako miejsce pełne kolorów, świateł, oszałamiających widoków. Słowem – alpejskie Las Vegas. Rzeczywiście, rozciągająca się stąd panorama na ośnieżone szczyty i szerokie doliny zapiera dech w piersiach, a wielobarwne wykusze orientalnych pawilonów po dziś dzień cieszą oko swym banalnie kiczowatym urokiem. Tylko ta cisza… Consonno od wielu lat przypomina raczej “miasto duchów” niż “miasto zabawek”. Historia upadku tego miejsca przypomina, że karma prędzej czy później wraca do każdego z nas.

Zanim hrabia Bagno, którego nazwisko nie wydaje się być tylko przypadkiem, wpadł na pomysł budowy górskiego parku rozrywki, Consonno było niewielką, spokojną i niemal odciętą od świata wioską. Na początku lat dwudziestych XX wieku mieszkało tu niespełna trzysta osób. Jedyna droga prowadząca do położonego w dolinie miasteczka Olginate była dostępna tylko dla piechurów i bagażowych mułów. Mało kto zapuszczał się na strome zbocza zalesionej góry, więc społeczność wioski żyła w spokoju od czasów średniowiecza.

Początek końca miejscowej idylli miał miejsce 8 stycznia 1962 roku. Tego dnia Mario Bagno, zwany dziś “ekscentrycznym milionerem”, za dwadzieścia dwa i pół miliona lirów nabył teren wioski, zmuszając wszystkich mieszkańców do przesiedlenia. Wkrótce potem buldożery zrównały z ziemią niemal wszystkie budynki i kilkaset lat historii Consonno. Ocalał jedynie kościół, w którym zaledwie cztery lata wcześniej wizytę złożył arcybiskup Mediolanu Giovanni Battista Montini, przyszły papież Paweł VI.

Równając z ziemią średniowieczną wioskę, hrabia Bagno musiał zajść za skórę miejscowym duchom, bo wkrótce po oddaniu do użytku “miasta zabawek” Consonno nawiedziło kilka nieszczęść. Lokalne władze niezbyt przychylnie patrzyły na przedsięwzięcie hrabiego, rzucając mu kłody pod nogi. Jednak najpoważniejszym problemem okazała się lawina, która w 1976 roku zniszczyła jedyną drogę prowadzącą na szczyt góry. Zwały ziemi odcięły zarówno zaopatrzenie, jak i dojazd dla odwiedzających, czym zmusiły hrabiego do zamknięcia działalności Consonno. I choć po paru latach przerwy miejsce ponownie zostało otwarte, tym razem jako ośrodek wczasowy dla emerytów, “alpejskie Vegas” nigdy już nie miało wrócić do lat swej świetności. Stopniowo niszczało, coraz bardziej pustoszało, aż do śmierci hrabiego w 1995 roku i ostatecznego zamknięcia.

Krzyżyk na historii Consonno postawili młodzi fani muzyki techno, którzy latem 2007 roku urządzili tam trzydniową imprezę w stylu rave, pod wpływem narkotyków tworząc na ścianach setki malunków i niszcząc wszystko, co napotkali na swej drodze. Skala spontanicznej imprezy była na tyle duża, że w Internecie odnaleźć można relacje o zagubionych policjantach, stojących w rzędzie i bojących się interweniować.

Dziś podróżnego nie wita już kręcąca się karuzela. Entuzjastyczne napisy na bramach wieńczących drogę do Consonno całkiem zardzewiały. Niegdyś wywoływały uśmiech na spragnionych rozrywki twarzach; dziś unosi się nad nimi aura ironii. “W CONSONNO ZAWSZE JEST ŚWIĘTO”, “NIECH ŻYJE CONSONNO – WIOSKA SZCZĘŚCIA” – głoszą litery. W tle wyłania się coraz bardziej niszczejący minaret.

"W CONSONNO JEST ZAWSZE ŚWIĘTO"
“W CONSONNO JEST ZAWSZE ŚWIĘTO”

Żeby się tu dostać, trzeba pokonać kilkanaście zakosów stromo biegnącej asfaltowej drogi. Piesza wędrówka zajmuje koło dwóch godzin. Jazda samochodem – niespełna dwadzieścia minut, ale szosę otwiera się tylko na niedziele, kiedy to w ocalałym z pogromu wioski niewielkim kościółku odprawiana jest msza. Szkielet dawnego “miasta zabawek” odżywa wówczas na parę godzin – w celach turystycznych zjeżdżają tu rodziny z okolicy, zwabione pięknymi widokami i legendą o niezwykłym śnie szalonego milionera. Niektórzy przyjeżdżają w odwiedziny do leżących na wiejskim cmentarzu zmarłych.

Niestety, budynki postawione przez hrabiego Bagno mają być, według planów miejscowych władz, zburzone z powodów ekologicznych. To jedna wersja. Inna plotka mówi natomiast o odbudowie Consonno i przywróceniu mu funkcji rozrywkowej. Przyszłość pokaże, czy którekolwiek z tych dwóch obecnych w Internecie przewidywań się sprawdzi.

Szykując się do drogi powrotnej, zwracam uwagę na kilkunastu Hindusów, którzy na dachu głównego pawilonu rozłożyli kamery i sprzęt oświetleniowy. Jeden z nich, farbowany blondyn z postawionymi na żel włosami, ekstatycznie rapuje coś w egzotycznym języku. Zdaję sobie sprawę, że widoczne w tle orientalne łuki, wysoki minaret i ośnieżone szczyty bardziej przypominają pejzaż podnóża gór Hindukuszu niż Alpy.
– Klip będzie gotowy na przełomie stycznia i lutego – mówi Jaswinder Bhatti, reżyser. – To piękne miejsce, idealne do naszej pracy. W ogóle nie wygląda jak Włochy.

W jednym z opuszczonych budynków straszy rysunek przedstawiający Consonno za czasów świetności
W jednym z opuszczonych budynków straszy rysunek przedstawiający Consonno za czasów świetności
Ciężarówka Officine Meccaniche CL 51 przypomina, że kiedyś we Włoszech obowiązywał ruch lewostronny. Choć oficjalnie zniesiono go w latach 20. XX wieku, nawet trzydzieści lat później prowincja jeździła po lewej stronie drogi
Ciężarówka Officine Meccaniche CL 51 przypomina, że kiedyś we Włoszech obowiązywał ruch lewostronny. Choć oficjalnie zniesiono go w latach 20. XX wieku, nawet trzydzieści lat później prowincja jeździła po lewej stronie drogi
Drabiny i balustrady - widok ze szczytu minaretu
Drabiny i balustrady – widok ze szczytu minaretu

1 komentarz

  1. Agata says: Odpowiedz

    Super!

Dodaj komentarz