(Szy)szkodniki drzewne, czyli o pustynnieniu polskich miast

Nie milkną głosy oburzenia po ekscesach ministra Szyszko w sprawie puszczy Białowieskiej. I słusznie. Ale co nam po puszczy, kiedy sami na potęgę wycinamy drzewa gdzie popadnie? Bo kruche, bo zasłaniają słońce, bo pylą… (Szy)szkodników jest więcej, niż jeden minister.

Mój znajomy od dłuższego czasu prowadzi nierówną walkę w sprawie wycinania drzew pod oknami jego bloku. Najpierw wycięto jedno, gałęziami dotykające okien mieszkań. Pozostał po nim tylko okrągły ślad wśród betonu. Teraz urzędnicy zabierają się za drugie drzewo. Bo starszy mieszkaniec z pierwszego piętra narzeka, że liście zasłaniają mu światło słoneczne w ciągu dnia, a on chciałby się opalać przed telewizorem.

Decyzja została już podjęta. I choć znajomy nie ustaje w wysiłkach – pisze pisma, odwiedza urzędy – na drodze stają mu urzędnicze znajomości. Mówi, że gdy tylko wyjdzie z urzędu, natychmiast dzwonią do niego z pretensjami ze spółdzielni mieszkaniowej.

Wkrótce więc na osiedlu zapanuje cisza i porządek. Nie będzie już tych wrednych ptaków, swoim śpiewaniem wyrywających mieszkańców ze snu o szóstej rano. Nie będzie podłych, śmiercionośnych pyłków. Nie będzie liści, które trzeba grabić jesienią. Pozostanie rozgrzany słońcem beton.

Śmiercionośna aleja drzew
Aleja drzew w Wielkopolsce. Trzeba ją wyciąć, bo jeszcze jakiś kierowca wyląduje na drzewie

Rewitalizacja, czyli wycinka

To teraz modne. Pomimo rosnącej popularności tak zwanego ekologicznego stylu życia, drzewa najwidoczniej zaczęły przeszkadzać mieszkańcom miast. W Poznaniu remont okolic Ronda Kaponiera, głównego przesiadkowego centrum stolicy Wielkopolski, pozostawił na sporym obszarze prawdziwą betonową pustynię. Nie ma tu ani jednego krzewu, drzewka, rabatki. Są płytki chodnikowe, asfalt i dużo szarości. Niemal wszystko w jednym kolorze. A przecież kiedyś było tu tak zielono.

W miasteczku moich dziadków „zrewitalizowano” rynek. „Rewitalizacja” polegała na położeniu hałaśliwej kostki brukowej (ruchu samochodów nie wstrzymano), postawieniu kolorowej fontanny w kształcie fallusa (latem całymi dniami okupują ją półnagie cygańskie rodziny) i wyrwaniu z korzeniami rozłożystych drzew. Owszem, posadzono na ich miejscu jakieś niewielkie gałązki, ale miną lata, zanim wyrosną z nich piękne dęby. A wtedy prawdopodobnie rynek doczeka się kolejnej „rewitalizacji”.

Drudzy moi dziadkowie mieszkają natomiast na wsi, coraz bardziej popularnej pod względem wypoczynkowym. Miastowi zjeżdżają tutaj tłumnie, kupują działki, żeby mieszkać bliżej natury… po czym wycinają z nich cały drzewostan. Zamiast tego sadzą wymyślne rabaty i brukują w ogrodzie ścieżki spacerowe. Natura jak się patrzy.

Dwa lata temu w Rybniku pod budowę supermarketu wycięto cały park. Historia odbiła się szerokim echem w mediach, zwłaszcza tych społecznościowych. Ale co z tego? Sprawa rozeszła się po kościach, a sklep notuje zapewne spore zyski.

Rybnicki park przed i po wycince. Fot. Teresa Kaźmierska (źródło: bryla.pl)
Rybnicki park przed i po wycince. Fot. Teresa Kaźmierska (źródło: bryla.pl)

Szczyt ekologii – sojowe latte

Pozostaje jeszcze kwestia tak zwanych alei drzew przy drogach. Krew mnie zalewa, kiedy słyszę wezwania do ich wycięcia z powodu bezpieczeństwa. Jadąc samochodem, wpadłeś na drzewo? To znaczy, że nie dostosowałeś prędkości do panujących na drodze warunków. Gdyby na miejscu drzewa stała matka z dzieckiem, też byś postulował ich wycięcie w pień? I nie mów, że matka siedzi z tyłu.

Nie zamierzam przywiązywać się do pni, ani prowadzić nachalnej indoktrynacji na deptakach miast. Po prostu się dziwię. Krytykujemy (słusznie!) ministra Szyszko(dnika), przejmujemy się (słusznie!) losem puszczy Amazońskiej wycinanej w celach przemysłowych przez Brazylijczyków. A sami jesteśmy wcale nie mniejszymi barbarzyńcami.

Historię z Rybnika oraz wycinkę puszczy Białowieskiej można chociaż tłumaczyć bezwzględnością rynku, wymogami krwiożerczego kapitalizmu, źle pojmowanym rozwojem… Jednak w większości przypadków drzewa padają, bo są po prostu niemile widziane. Zamykamy dziś kopalnie, bo węgiel jest nieekologiczny. Segregujemy śmieci, rozdzielając torebkę od herbaty na pięć różnych części (woreczek, fusy, sznureczek, etykietka i metalowa zszywka). Litrami pijemy sojowe latte w hipsterskich kawiarniach. A jednocześnie nie lubimy drzew, bo zasłaniają słońce i drapieżnie rzucają się na pijanych kierowców.

Dodaj komentarz