Safari!

Czy może być coś piękniejszego, niż widok lwa skradającego się przez sawannę o poranku? Safari to niezwykła przygoda, która wcale nie musi być zabójczo droga.

Lwy o poranku, nosorożce o zachodzie. Antylopy, biegnące po marsjańsko czerwonej ziemi. Żyrafy, które stoją przy drodze i znudzonym wzrokiem wodzą za przejeżdżającymi tuż obok kierowcami. Wyjadane przez sępy truchła bizonów. Oraz żywe bizony, taplające się w błocie przy wodopoju. Ledwo wystające z wody oczy hipopotama.

Trudno mi pisać o safari, bo to jedna z najpiękniejszych, najbardziej ekscytujących przygód, jakie spotkały mnie w życiu. Absolutnie uzależniający stan bezkrawych fotograficznych łowów na wielkie zwierzęta, znane nam wszystkim z filmów marki „czytała Krystyna Czubówna”. Ale zarazem nie ma w tym wielkich reporterskich opowieści, fascynujących zwrotów akcji ani nawet konkretnej historii.

Jest za to środowisko prawdziwie naturalne. Miejsca, w których możemy się tylko przyglądać, jak działają bezlitosne prawa przyrody. Wielkie przestrzenie, nieskrępowane żadnymi płotami ani drutami kolczastymi, co w Południowej Afryce jest rzadkością.

Dzięki sztywnym regułom i dużym obszarom, parki narodowe pozostają najlepszym miejscem do obserwacji życia zwierząt. Interakcja człowieka z naturą ograniczona jest do minimum.

Lew skradający się bladym świtem przez sawannę to niezapomniany widok
Lew skradający się bladym świtem przez sawannę to niezapomniany widok

Cywilizacja w dziczy

Zdjęcia prezentowane w tym artykule pochodzą z parku narodowego Hluhluwe Imfolozi (najstarszy park Afryki) oraz parku narodowego Krugera (jeden z największych parków na kontynencie, wielkością porównywalny do obszaru województwa dolnośląskiego).

Każdy taki park pokryty jest siecią asfaltowych lub gruntowych dróg, po których poruszają się samochody z turystami. Drogi pokrywają obszar parku wystarczająco gęsto, by ruch turystyczny mógł się rozproszyć, a wystarczająco rzadko, by zwierzęta miały przestrzeń tylko dla siebie. W przypadku najpopularniejszej części parku Krugera, odległość między drogami wynosi około dziesięciu kilometrów.

Co kilkanaście/kilkadziesiąt kilometrów znajdują się obozy, oddzielone od dzikiej sawanny płotami pod napięciem. To jedyne miejsca, w których można rozprostować nogi, zjeść coś ciepłego i pójść do toalety. W przypadku większych obozów można też skorzystać z usług stacji benzynowej, poczty, hotelu lub campingu, bankomatu, kawiarenki internetowej, pralni, pola golfowego, czy… lotniska. Pełen zestaw usług dla najbogatszych ludzi świata, którzy bez wątpienia poprawiają kondycję południowoafrykańskiej gospodarki. Jednak za bramami obozu rozpoczyna się już dzicz.

Obowiązuje w niej kilka zasad, za złamanie których grożą srogie kary. Po pierwsze – nie wolno wysiadać z samochodu poza wyznaczonymi punktami. Po drugie – nie wolno zjeżdżać z wyznaczonych dróg. Po trzecie – ograniczenie prędkości wynosi 50 km/h dla dróg asfaltowych i 40 km/h dla dróg gruntowych. Po czwarte – park czynny jest od szóstej rano do osiemnastej i ani minuty dłużej (najpóźniej do osiemnastej trzeba wyjechać z parku lub przekroczyć bramę obozu). Reguły te mogą się oczywiście różnić w zależności od konkretnego parku i pory roku.

Zwierzęta mają zawsze pierwszeństwo na drogach. Tu desant pająkoształtnych map na jeden z głównych traktów parku Krugera
Zwierzęta mają zawsze pierwszeństwo na drogach. Tu desant pająkoształtnych map na jeden z głównych traktów parku Krugera

Korki na sawannie

A kiedy turyści wjadą już w dzicz, wyjmują aparaty ze swoimi ultradługimi białymi obiektywami. Najpierw polują na wszystko, co się rusza. Po dwóch godzinach odpuszczają sobie stada antylop. Drugiego dnia przestają fotografować żyrafy i słonie, zadowalając się jedynie ich obserwacją. Ale ciągle szukają tego, co najrzadsze – wielkich kotów.

Lew może być zatem czynnikiem potencjalnie korkotwórczym. Jeżeli gdzieś przy drodze przechadza się lwica, zatrzymują się przy niej kolejne samochody. Rozemocjonowani turyści przekazują sobie przez okna informacje. – Patrz na lewo – mówi Hans z Dusseldorfu do Jessiki z Cincinnati – tam, za tym dużym krzakiem. Leży.

Jeżeli droga należy do tych głównych, może całkowicie zablokować się w ciągu kilkunastu minut. Liczy się lew, a nie przepustowość szlaku. Kolejne dojeżdżające samochody pogłębiają tylko komunikacyjny klincz. Ale nikt nie trąbi, bo to mogłoby spłoszyć zwierzęta.

– Posuń się wreszcie – mówi Jessica z Cincinnati do Denisa z Moskwy – już widziałam lwa, chcę wyjechać.

– Sama się posuń. Swoim chłopakiem – cichutko odszeptuje Denis. – Ty widziałaś, a mi zasłania gałąź.

Żeby ułatwić bezkrwawe polowanie, w każdym obozie znajduje się mapa parku, na której turyści kolorowymi szpilkami zaznaczają miejsca pojawienia się najrzadszych zwierząt.

Słonie są dość powszechne, więc nie wytwarzają wielkich korków
Słonie są dość powszechne, więc nie wytwarzają wielkich korków

Głównym celem niemal każdego turysty jest zobaczenie w środowisku naturalnym tak zwanej wielkiej piątki zwierząt afrykańskich. W jej skład wchodzi lew, słoń, bawół, lampart i nosorożec. Naprawdę w międzynarodowym ruchu turystycznym liczą się więc tylko te parki, które mogą poszczycić się wielką piątką na swoim terenie.

O safari lepiej opowiedzieć zdjęciami, niż słowami. Poniżej znajdują się moje fotografie zrobione przez okno samochodu w dwóch południowoafrykańskich parkach narodowych. Za zdjęciami znajduje się część praktyczna – czyli „czy safari musi być śmiertelnie drogie?”

Bawół afrykański to jedno ze zwierząt wchodzących w skład <em>wielkiej piątki</em>
Bawół afrykański to jedno ze zwierząt wchodzących w skład wielkiej piątki
Kolejnym z nich jest - rzecz jasna - słoń
Kolejnym z nich jest – rzecz jasna – słoń
A także nosorożec - tutaj para uroczych nosorożców odpoczywa w resztkach wysychającego błota
A także nosorożec – tutaj para uroczych nosorożców odpoczywa w resztkach wysychającego błota
W <em>wielkiej piątce</em> jest też lew, choć nie każdy lew od razu staje się wielki
W wielkiej piątce jest też lew, choć nie każdy lew od razu staje się wielki
No i lampart - tutaj złapany podczas zabawy z kumplem bawołem
No i lampart – tutaj złapany podczas zabawy z kumplem bawołem
Żyrafy są wszechobecne, ale nigdy się nie nudzą
W przeciwieństwie do różnych antylop i antylopek – tych jest w parkach narodowych zawsze pod dostatkiem (jak przystało na podstawowy rodzaj pożywienia)
Jedną z antylop jest kudu, łatwo rozpoznawalne po wielkich zakręconych rogach
Jedną z antylop jest kudu, łatwo rozpoznawalne po wielkich zakręconych rogach
Paskowany koń
Paskowany koń
Na postojach trzeba zwracać baczną uwagę na małpy-złodziejki. Wystarczy chwila nieuwagi i już jedzenie (albo co gorsza kluczyki od samochodu) biegną wraz z małpą na wysokie drzewo. Na zdjęciu widoczne resztki ciastka imbirowego, które małpa wyrwała mi bezpośrednio z ręki
Na postojach trzeba zwracać baczną uwagę na małpy-złodziejki. Wystarczy chwila nieuwagi i już jedzenie (albo co gorsza kluczyki od samochodu) biegną wraz z małpą na wysokie drzewo. Na zdjęciu widoczne resztki ciastka imbirowego, które małpa wyrwała mi bezpośrednio z ręki
Żyrafy nie kradną ciastek, zadowalają się liśćmi
Żyrafy nie kradną ciastek, zadowalają się liśćmi
Sęp czyha na każde niepowodzenie i kawałek padliny
Sęp czyha na każde niepowodzenie i kawałek padliny
Zabawołowienie
Zabawołowienie
Żyrafa pośród wyschniętego środowiska wczesnej afrykańskiej wiosny
Żyrafa pośród wyschniętego środowiska wczesnej afrykańskiej wiosny
Nosorożec chowający się w krzakach
Nosorożec chowający się w krzakach
Guziec to pierwowzór Pumby z "Króla lwa"
Guziec to pierwowzór Pumby z „Króla lwa”
Żyrafa - mistrzyni kamuflażu
Żyrafa – mistrzyni kamuflażu
Żadnego zwierzęcia nie spotyka się na safari tak często, jak impali
Żadnego zwierzęcia nie spotyka się na safari tak często, jak impali
Zebry o zachodzie słońca. Kończy się dzień, czas wyjeżdżać z parku
Zebry o zachodzie słońca. Kończy się dzień, czas wyjeżdżać z parku

Safari w praktyce

Czy safari musi być drogie? Nie, jeśli zorganizuje się je samemu.

Oczywiście istnieją w parkach możliwości wydania naprawdę wielkich pieniędzy. Nocleg w luksusowej chacie pośrodku buszu może kosztować nawet koło dziesięciu tysięcy złotych za osobę. Za oknem spacerują nosorożce, a bogaty turysta siedzi w klimatyzowanym pomieszczeniu i popija najdroższego szampana.

Drogie mogą być też zorganizowane wycieczki w przygotowanej dla turystów z aparatami ciężarówce. Drogie i nudne – bo przecież nie ma się wówczas żadnej swobody w wybieraniu trasy.

Dlatego najlepiej pojawić się w parku z własnym samochodem. Podróż do Afryki Południowej i tak wymaga wynajęcia auta, bo transport publiczny w RPA praktycznie nie istnieje. Na pocieszenie dodam, że koszt wynajęcia zarówno samochodu, jak i paliwa, jest raczej niższy niż w krajach europejskich.

Samochód, którym przemieszczaliśmy się po Afryce Południowej
Samochód, którym przemieszczaliśmy się po Afryce Południowej

Kiedy już będziemy mieli samochód, nie powinno być problemem władowanie do bagażnika własnego namiotu. To zdecydowanie najbardziej budżetowa opcja podróżowania po parkach narodowych. Cena za miejsce namiotowe w jednym z obozów powinna wynieść około stu złotych za dwie osoby. Doliczając opłaty za wjazd do parku (około 100 złotych za osobę dziennie w przypadku parku Krugera), wynajem samochodu i paliwo, doba spędzona na safari nie powinna kosztować więcej niż 200 zł/os.

Dużo? Chyba nie, porównując ten wynik z niebotycznymi cenami wycieczek zorganizowanych. Czy choćby kosztem noclegu w dowolnym mieście zachodniej Europy…

Chłodny poranek na campingu w obozie Berg-en-Dal (park Krugera). Największym problemem okazała się niezwykle twarda ziemia, uniemożliwiająca porządne przytwierdzenie namiotu
Chłodny poranek na campingu w obozie Berg-en-Dal (park Krugera). Największym problemem okazała się niezwykle twarda ziemia, uniemożliwiająca porządne przytwierdzenie namiotu
Wbrew pozorom, nawet jedzenie na terenie obozów nie jest zabójczo drogie. Taki bezbułkowy hamburger z frytkami w restauracji na terenie parku Krugera można dostać za niecałe 30 złotych. To oczywiście nadal nie jest cena z baru mlecznego, dlatego przed wjazdem do parku lepiej zaopatrzyć się w dużą ilość materiału na kanapki
Wbrew pozorom, nawet jedzenie na terenie obozów nie jest zabójczo drogie. Taki bezbułkowy hamburger z frytkami w restauracji na terenie parku Krugera można dostać za niecałe 30 złotych. To oczywiście nadal nie jest cena z baru mlecznego, dlatego przed wjazdem do parku lepiej zaopatrzyć się w dużą ilość materiału na kanapki

Na pewno lepiej przeznaczyć te pieniądze na safari pod odkrytym niebem w wielkim parku narodowym, niż na wizytę w jednym z szemranych turystycznych ogrodów zoologicznych, gdzie „można pogłaskać lwa”.

I jeszcze jedna porada na koniec: lepiej nie drażnić słoni, bo, jak udowadniają rozliczne przypadki, samochodowa karoseria nienajlepiej chroni przed ich ciężarem.


Zobacz też:

Akarmara. Ruskie safari
Dziewięć nieznanych ciekawostek z Południowej Afryki
Johannesburg: miasto (kradzionego) złota
Najwyższy slums świata
„Ofiara lwa”
  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Email
  • Wykop
  • Kciuk
  • RSS

3 komentarzy

  1. Fajna relacja. Cóż tania impreza to to nie jest niestety, ale jak już tam się przyleci i ma na to fundusze to jak widać zdecydowanie warto:)

    1. Naprawdę „nie jest to tania impreza”? Podałem koszt około dwustu złotych dziennie, wliczając w to transport i nocleg!
      OK, dwieście złotych to nie trzydzieści, ale porównaj to sobie z kosztami wycieczki do Paryża, Rzymu, Aten czy innego Londynu. Moim zdaniem koszt jednodniowego pobytu w mieście zachodniej Europy łatwo przekroczy 200 pln (wliczając atrakcje), a te euroatrakcje, zaręczam Ci, są niczym w porównaniu do całodniowej jazdy przez afrykańskie bezdroża :)

  2. Miałem na myśli koszt całego wyjazdu, łącznie z samolotem. A dwa na pewno jest tańsza w porównaniu do zorganizowanego wyjazdu.

Dodaj komentarz