Kocie imperium przy Torre Argentina

Kiedy marcowe słońce przybrało barwę ciemnej pomarańczy, Gajus Kotus przeciągnął się niedbale, zeskoczył z murku okalającego świątynię Juturny i zgrabnie pomaszerował w stronę Teatru Pompejusza. Pod kolumnadą trwało właśnie polowanie na myszy, realizujące jednocześnie obie części wprowadzonej przez niego samego zasady „myszy i igrzysk”. – Muszę uważać – pomyślał Gajus Kotus – dzisiaj idy marcowe.

Przeczucie nigdy go nie myliło. Ten szósty zmysł, który nie raz podpowiadał trop nadzwyczaj tłustej myszy, dziś wieszczył, że dzień id marcowych może nie być dla niego najszczęśliwszy. Szczególnie niepokojący był widok Burusa, młodego dachowca barwy – nomen-omen – burej. Kręcący się wokół ogon młodzika zdradzał szczególne poddenerwowanie, a zmrużone oczy wyglądały, jakby coś knuły. – Może niepotrzebnie go usynawiałem? – pomyślał Gajus Kotus o Burusie.

*

Rzym. Largo di Torre Argentina to średniej wielkości plac w samym centrum Wiecznego Miasta. W kilka minut dojdzie się stąd na Piazza Navona i Piazza Venezia. Jeszcze bliżej jest do Panteonu czy słynnego między innymi z wiersza Czesława Miłosza targu na Campo di Fiori.

Na obrzeżach placu znajdują się tureckie bary z kebabem (każdy z nich nosi niezbyt oryginalną nazwę Istanbul), liczne sklepiki pamiątkarskie i wiecznie zatłoczone przystanki autobusowe. Trzeba uważać, bo ścisk na przystankach oraz w jeżdżących po centrum Rzymu autobusach szczególnie upodobali sobie młodociani złodzieje. Zagadują człowieka o godzinę, a kiedy ten patrzy na zegarek albo ekran telefonu, szybkim ruchem wyciągają mu portfel z tylnej kieszeni spodni.

W środku zaś placu oko turysty cieszą ruiny czterech rzymskich świątyń. Najstarsza z nich poświęcona była Feronii, bogini płodności. Dwie kolejne upamiętniały zwycięstwa rzymskich legionów w bitwie pod Vercellae i w pierwszej wojnie punickiej. Największa świątynia służyła kultowi lar, zmarłych dusz chroniących domostwo od nieszczęść. Tuż obok świątyń znajdował się Teatr Pompejusza, przed którym w idy marcowe 44 roku p.n.e. śmiertelny cios otrzymał sam Juliusz Cezar. A dzisiaj ze wszystkich tych okazałych budynków pozostały tylko kolumny, niskie murki i fundamenty. To na nich rozpostarło się kocie imperium.

Torre Argentina, Rzym. Wprawne oko wychwyci kilka kotów wygrzewających się wśród ruin
Torre Argentina, Rzym. Wprawne oko wychwyci kilka kotów wygrzewających się wśród ruin

– Ten ogromny teren pod poziomem ulic jest naturalnym schronem dla bezdomnych kotów – tłumaczy Silvia Zerenghi, wolontariuszka z położonego obok placu kociego schroniska. – Zanim powstała nasza placówka, wielu ludzi zostawiało tu swoje czworonogi. Później nikt nie kontrolował kociej kolonii, która w naturalny sposób bardzo się rozrosła.

Dzisiaj podwładni Gajusa Kotusa są brutalnie pozbawiani możliwości reprodukcyjnych. Pracownicy schroniska sterylizują kotki i kastrują kocury. Oprócz tego, wolontariusze karmią i leczą czworonogi. Jednak jak długo utrzyma się taki stan rzeczy?

– Nie otrzymujemy żadnej pomocy publicznej – zapewnia Silvia Zerenghi. – Schronisko utrzymuje się jedynie z datków i sprzedaży pamiątek turystom. Chcielibyśmy pozostać jak najdłużej przy Torre Argentina, ale jesteśmy squatowcami i nie możemy być pewni przyszłości – dzieli się wątpliwościami wolontariuszka.

*

Dobrze wiedział, że zostały mu już tylko trzy z dziewięciu żyć. Sześciokrotnie wpadał pod autobus na pobliskim przystanku, próbując wykraść kabanosa któremuś z polskich turystów. Polscy turyści byli najlepsi, bo nie stać ich było na pizzę i zawsze przywozili ze sobą kabanosy kupione w podgarwolińskiej Biedronce.

Tego dnia Gajus Kotus nie oddał się wieczornemu polowaniu. Zamiast niego, zszedł parę metrów niżej do schroniska dla kotów z Torre Argentina. Może nie było to miejsce godne władcy, ale zapewniało pełne miski i dość wysoki poziom bezpieczeństwa. – Jaki śliczny srebrny kotek! – wykrzyknęła na jego widok Hiszpanka tradycyjnym dla Hiszpanek przepitym głosem, a Gajus Kotus uderzył ją za karę ogonem w nos, bo nie tak powinno się zwracać do cesarza.

Przytulne wnętrze schroniska. Tu spędzają czas koty po zabiegach albo te, którym na ulicy jest zbyt gorąco/zbyt mokro
Przytulne wnętrze schroniska. Tu spędzają czas koty po zabiegach albo te, którym na ulicy jest zbyt gorąco/zbyt mokro


Schronisko przy Torre Argentina oferuje możliwość „adopcji na odległość” dla wszystkich, którzy chcieliby wesprzeć jego działalność. Więcej tutaj.


A czy widziałeś już…

…kotogokuta?
…nieco większe kociaki w naturalnym środowisku?

2 komentarzy

  1. Gajus Kotus i Burus… Mistrzostwo świata! :-)

  2. Nigdy nie byłem w Rzymie, już wiem gdzie mam iść przy okazji wizyty :) bo to nie przypudrowane, osłabione zabytki nadają miastu prawdziwy charakter, ale właśnie takie miejsca jak to :) świetny artykuł.

Dodaj komentarz