A u nas biją Murzynów

Obsesyjne poszukiwanie „bicia Murzynów” w Polsce stało się popularne. Ale takie zachowanie rodzi rasizm, zamiast go zwalczać.

Jest powiedzenie, które doczekało się nawet niewielkiego wpisu na Wikipedii. „A u was biją Murzynów!” mawiało się kiedyś, chcąc gładko przejść nad zarzutami dotyczącymi nas samych i przenieść temat na problemy naszego rozmówcy (wersja przedszkolna: „ty bardziej”). Często kojarzy się ten cytat z okresem komunizmu, kiedy to w naszych sklepach brakowało nawet papieru toaletowego, ale za to w USA „bili Murzynów”. Później owo bicie straciło jednak swój polityczny charakter i przeszło do języka codziennego jako określenie kiepskiej wymówki, wykrętu logicznego stosowanego podczas trudnej rozmowy.

Dzisiaj należałoby stworzyć jego nową wersję: „a u nas biją Murzynów”. Mamy bowiem do czynienia z nowym zjawiskiem społecznym, które najprościej jest chyba ująć jako obsesyjne kalanie własnego gniazda. I to pod płaszczykiem dobrych intencji. Gdzie są socjologowie?!

[jeżeli w tym momencie wydaje Ci się, że wiesz, co chcę powiedzieć, to jednak mocno zachęcam do przeczytania tekstu w całości]

Nie ma tygodnia, żeby w mediach (tych tradycyjnych i społecznościowych) nie pojawiła się nowa łzawa historia o dyskryminowanym gdzieś w Polsce imigrancie. Internauci chętnie udostępniają takie opowieści. Wklikują pod nimi wykrzykniki i groźne buźki, piszą o hydrze faszyzmu, która podnosi łeb. Wyrażają nienawiść do tego dzikiego kraju, w którym biją Murzynów.

Ale czy rzeczywiście biją?

W zeszłym roku przejechałem autostopem pół kraju z kolegą mulatem. Polakiem urodzonym w Polsce dwadzieścia pięć lat temu. I zapewniam, że jeszcze nigdy autostop w Polsce nie szedł mi tak gładko. Dwie, trzy minuty przy drodze – i już zatrzymuje się kolejny kierowca. Widocznie tradycyjna gościnność w narodzie nie ginie (ja sam dla obcokrajowców w Polsce jestem nawet milszy i to nie ze względów na polityczną poprawność; to na tej samej zasadzie, dlaczego przed przyjściem znajomych sprzątam mieszkanie).

Koledze co prawda współczuję, bo pierwszym pytaniem w każdym samochodzie było „skąd przyjechałeś”, ale to odrębny temat.

Autostop w okolicach Kościana

Na jednym z odcinków zabrało nas do samochodu dwóch skinów. Para skinów – chłopak i dziewczyna. Ogolone głowy, białe glany, wytatuowane krzyże celtyckie. I co? I dowieźli. W miłej atmosferze, po pierwszych niemrawych piętnastu minutach.

Bo tak naprawdę wiele problemów i uprzedzeń znika w sytuacji bezpośredniego kontaktu. Co innego mówić o ogólnym zjawisku, wyrażać poglądy na temat pewnych tendencji, a co innego – spotykać się z człowiekiem twarzą w twarz.

Poznań, wczesne lata dziewięćdziesiąte. Ja leżę po prawej stronie, a obok mnie siedzi Linda, jedna z najlepszych moich koleżanek z tamtego okresu życia

To nie jest oczywiście tak, że problem z rasizmem w ogóle nie występuje. Ale…

Czytam właśnie książkę niemieckiego reportera Güntera Wallraffa, który słynie z wcielania się w role różnych grup społecznych. Rozdział, w którym Wallraff przebiera się za Murzyna, jest rozczarowujący. Dostajemy bowiem kilkanaście dość banalnych historii o tym, jak starsza pani krzywo spojrzała na ulicy, a urzędnik nie był wystarczająco pomocny.

W pewnym momencie Wallraff, nadal przebrany za czarnoskórego, odwiedza po meczu nocny klub kibiców lokalnej drużyny. Wchodzi w bardzo hermetyczne środowisko, niechętne jakimkolwiek obcym, niezależnie od ich koloru skóry. Zamawia piwo, po czym… postanawia poderwać dziewczynę, którą obrał sobie już za cel jeden z kibiców. Następnie „czarnoskóry” reporter jest wielce zdziwiony wyrzuceniem go z klubu i groźbami kierowanymi przez podpitych kibiców. A ja jestem niemal pewien, że biały „obcy” skończyłby w takim przypadku dużo gorzej.

Gdyby dziennikarz rzeczywiście chciał pokazać, jak w Niemczech traktuje się obywateli o wyglądzie imigranta, powinien podać dokładniejszą statystykę wykonywanych prowokacji. Ilu ludzi zareagowało wrogo, a ilu przyjacielsko? Mamy przecież tendencję do wyolbrzymiania negatywnych zjawisk, nie zwracając jednocześnie zbytniej uwagi na te pozytywne i neutralne. Jeśli co druga osoba reagowała negatywnie, wówczas jest to problem. A jeśli co trzysetna – wtedy książka diametralnie zmienia swoją wymowę. W końcu, nie oszukujmy się, biali ludzie też stykają się z przejawami nieuprzejmości na ulicach. Tak wygląda świat.

Podobnie bezsensowna jest większość tekstów o „biciu Murzynów” w Polsce. Matka pół-arabskiej ośmiolatki krzyczy na cały kraj „moja córka nie jest terrorystką!” bo jej córkę zwyzywały dzieci na placu zabaw (dzieci, które zazwyczaj nie mają litości dla nikogo). Z kolei pracownik lotniska spytał irańską reżyserkę „gdzie twoja burka”. Czy gdyby spytał Peruwiankę „gdzie twoja lama” też wybuchłby skandal na pół kraju? Dalej – w jednym z dalekobieżnych autobusów czarnoskóry pasażer nie został wpuszczony na pokład. Po paru dniach medialnej nagonki na Polaków-faszystów okazało się, że pasażer nie chciał zapłacić za przewóz nadmiarowego bagażu, a kierowca i przewoźnik byli z Łotwy, więc cała teoria o faszyzmie podnoszącym łeb znowu… wzięła w łeb.

Teraz meritum: obsesyjne doszukiwanie się „bicia Murzynów” jest bardzo szkodliwe na kilku poziomach.

Po pierwsze, odwraca uwagę od rzeczywistych problemów. Te się oczywiście zdarzają, ale są nieco bardziej poważne niż zwyzywanie dziecka przez rówieśników w piaskownicy.

Po drugie, jest przeciwskuteczne. Budzi w narodzie (słuszną) irytację, a nie zadumę.

Po trzecie, jest świadectwem rosnącej zbiorowej obsesji/paranoi na punkcie własnych niedoskonałości i niższości swojej kultury czy narodu. Jeszcze raz pytam – gdzie są socjologowie?

Odkryję na koniec smutną prawdę: generalnie w życiu nie wszyscy są dla siebie mili. Dlaczego prasa nie opisała jeszcze przypadku ekspedientki, która oszukała mnie wczoraj w sklepie?

Wszystkim reporterom malującym się na czarno proponuję natomiast wizytę w Johannesburgu, Paryżu albo generalnie Czarnej Afryce. Mogą wówczas zobaczyć jak wygląda rasizm, nie kłopocząc się zbytnio, że spadnie im przyklejone do głowy afro.

1 komentarz

  1. Lechu says: Odpowiedz

    Bardzo dobry tekst!

Dodaj komentarz