Choquequirao – raj utracony?

Aby dojść do ruin inkaskiego miasta Choquequirao, trzeba przekroczyć jeden z najgłębszych kanionów świata, przedostać się nad huczącą rzeką za pomocą rachitycznego wagonika zawieszonego na linie, trzy dni maszerować przez dżunglę, pustynię i wysokie góry. Ale warto. Podróżników, którzy dotrą na szczyt, czeka niepowtarzalny widok zatopionych we mgle i ciszy ruin inkaskiego miasta.

Choquequirao widziane z daleka
Choquequirao widziane z daleka

Trzydzieści kilometrów dalej znajduje się Machu Picchu, jeden z symboli Ameryki Południowej – miasto mniejsze, ale nieporównywalnie słynniejsze. Nigdy tam nie dotarłem. Odstraszyły mnie ceny wejścia i wszechobecna komercja. Jakie wrażenie może robić „zaginione miasto”, gdy w jednej chwili odwiedza je kilka tysięcy turystów?

Nie, nie jestem podróżniczym snobem i chwalipiętą. Wręcz przeciwnie – zawsze śmieję się z przejawów turystycznej megalomanii. Rozumiem, że istnieją zarówno ludzie żądni przygód, dla których wymarzoną podróżą będzie wyprawa z maczetą przez dziewiczą dżunglę, jak i urlopowicze, którzy po roku ciężkiej pracy pragną z rodziną odpocząć na plaży w Hurghadzie. Machu Picchu z pewnością jest piękne, mnie jednak turystyczny zgiełk zupełnie nie interesuje.

Problem w tym, że za chwilę nie będzie dla niego alternatywy. Peruwiański rząd planuje budowę turystycznej kolejki linowej, która doprowadzi do położonego w głuszy Choquequirao cywilizację. Z dnia na dzień ruiny miasta wypełnią się gwarem, krzykiem dzieci, butelkami po Coca-Coli. Czas dotarcia do tego archeologiczno-przyrodniczego raju zostanie zredukowany z trzech dni do zaledwie piętnastu minut.

Obok miasta znajdują się inkaskie tarasy uprawne
Obok miasta znajdują się inkaskie tarasy uprawne
Choquequirao znajduje się na wysokości 3050 metrów. A do szczytu jeszcze daleko...
Choquequirao znajduje się na wysokości 3050 metrów. A do szczytu jeszcze daleko…

Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji

To przepiękne miejsce zostanie dla świata odkryte po raz czwarty. Inkowie wynieśli się stąd po cichu w czasach hiszpańskiej inkwizycji (jak wiemy, nie da się na nią przygotować). Pierwszym Europejczykiem, który odwiedził opuszczone już wtedy miasto, był w 1710 roku Hiszpan Juan Arias Díaz. Niewielu współczesnych mu ludzi interesowały jednak znaleziska o charakterze czysto archeologicznym, dlatego większą sensację wzbudziło ponowne odkrycie Choquequirao w 1909 roku przez amerykańskiego podróżnika Hirama Binghama. Prace archeologów ruszyły tutaj w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku.

Gdy na płaskowyżu obok miasta stanie górna stacja kolejki linowej, po raz pierwszy od czterystu lat Choquequirao znów zatętni życiem. Na turystów czeka dwanaście zróżnicowanych sektorów. Niektóre z nich zawierają miejską zabudowę, domy mieszkalne, magazyny. Inne, oddalone nawet o parę godzin wspinaczki od centrum miasta, to pobudowane na stromych zboczach gór tarasy irygacyjne. Warto zwrócić uwagę na kamienne płaskorzeźby zdobiące niektóre ściany. Trzeba tylko uważać, by przez nieuwagę nie nastąpić na plączącego się pod nogami wielkiego ptasznika.

Nieodwiedzone przeze mnie Machu Picchu nie bez powodu zaliczane jest do listu siedmiu cudów świata nowożytnego. Budynki i układ urbanistyczny zachowały się naprawdę znakomicie, a słynny widok na miasto z monumentalną górą Huayna Picchu w tle musi robić ogromne wrażenie. W Choquequirao nie da się zrobić tak spektakularnych zdjęć – głównym atutem tego miejsca jest jednak jego tajemniczość.

Zaraz za ruinami Choquequirao znajduje się potężny kanion rzeki Apurímac
Zaraz za ruinami Choquequirao znajduje się potężny kanion rzeki Apurímac
Transport towarów w Andach, rok 2013
Transport towarów w Andach, rok 2013

Obolałe stopy

Minęły już cztery lata, od kiedy do krwi zdarłem sobie stopy na szlaku do Choquequirao. Pomimo upływu czasu dobrze pamiętam tamto zmęczenie. Trasę z wioski San Pedro de Cachora, obliczaną zazwyczaj na cztery-pięć dni marszu, pokonałem w trzy doby. Zapewne da się i szybciej. Ja nigdy się za wyczynowca nie uważałem, więc przyznaję otwarcie, że zdarzało mi się utknąć na szlaku, wypluwając płuca i obiecując sobie, że to na pewno ostatnia taka wyprawa w góry.

Piekielny był zwłaszcza pierwszy dzień. Wstałem o trzeciej nad ranem i wyszedłem na długo przed pierwszymi promieniami wschodzącego słońca. Marsz trwał do późnych godzin wieczornych – dopiero koło 21 znalazłem przy szlaku chatę, której gospodarze za niewielką opłatą pozwolili mi położyć się w pomieszczeniu gospodarczym. Ale ciało domagało się snu już znacznie wcześniej. Ostatni etap podróży przerywały krótkie drzemki przy szlaku. Siadałem na kamieniu, budziłem się znienacka dziesięć minut później, porywałem plecak i dalej szedłem w nielitościwym upale. Mara, senny koszmar, urojenie.

Trasa do ruin miasta jest męcząca, bo wymaga zejścia na samo dno kanionu rzeki Apurímac, dwukrotnie głębszego od Wielkiego Kanionu Kolorado (w niektórych miejscach skały wznoszą się nawet na trzy kilometry ponad lustro wody). Po drodze zmęczonych podróżników mijają objuczone towarami muły, będące jedynym sposobem transportu towarów do leżących po drodze wioseczek Santa Rosa i Marampata. Poczta, leki, żywność, butelkowana woda, a czasem także plecaki turystów – wszystko dociera tutaj na grzbiecie muła, bo ścieżka przez góry jest zbyt kręta i kamienista dla nowocześniejszych rodzajów transportu. Poza tym jedynym sposobem przeprawy przez rzekę jeszcze w czasie mojej wyprawy była tak zwana oroya, niewielki wagonik zawieszony na linie. Mostu nie było; został zbudowany dopiero niedawno.

Przeprawa przez rzekę Apurímac
Przeprawa przez rzekę Apurímac
Peruwiańczycy przeprawiają się w wagoniku nad wzburzoną rzeką. Ten widok przeszedł już do historii - na Google Maps widnieją zdjęcia nowego mostu
Peruwiańczycy przeprawiają się w wagoniku nad wzburzoną rzeką. Ten widok przeszedł już do historii – na Google Maps widnieją zdjęcia nowego mostu

Machu Picchu w ciągu dwóch dni odwiedza pięć tysięcy turystów (byłoby i więcej, gdyby nie ustanowione limity). Tyle osób dociera do Choquequirao w ciągu roku. Podczas marszu po górach, dziennie spotykałem na szlaku nie więcej niż dziesięć-piętnaście osób. Rolę prymitywnego górskiego schroniska pełnią dla nich wioski Santa Rosa i Marampata. Można się tam przespać (na ziemi), zjeść pożywny obiad, zerwać z drzewa dojrzałą chirimoyę i kupić kolejne litry szybko wyczerpującej się wody mineralnej.

Czy tym razem miejscowi przygotowani są na inne brutalne wtargnięcie cywilizacji? Czy kolejka linowa na dobre przetnie ciszę panującą nad kanionem? Lepiej nie czekać na odpowiedź i, póki czas, samemu wybrać się do ostatniego z zapomnianych miast Inków.

San Pedro de Cachora, początek... i koniec szlaku do Choquequirao
San Pedro de Cachora, początek… i koniec szlaku do Choquequirao
Kanion Apurímac trudno objąć nawet obiektywem szerokokątnym
Kanion Apurímac trudno objąć nawet obiektywem szerokokątnym
W "centrum" miasta
W „centrum” miasta
Choquequirao
Choquequirao
Pasące się przy szlaku muły
Pasące się przy szlaku muły
Tam, gdzie słońce pada przez większą część dnia, roślinność jest raczej półpustynna
Tam, gdzie słońce pada przez większą część dnia, roślinność jest raczej półpustynna
Na zacienionych stokach rozrasta się dżungla
Na zacienionych stokach rozrasta się dżungla
Przyszłość Choquequirao spowija mgła. Póki co budowa kolejki opóźnia się ze względów polityczno-finansowych. Kiedy miejsce ostatecznie straci swoją tajemniczość?
Przyszłość Choquequirao spowija mgła. Póki co budowa kolejki opóźnia się ze względów polityczno-finansowych. Kiedy miejsce ostatecznie straci swoją tajemniczość?

Zobacz też:

Boliwijski targ czarownic – z wizytą w sklepiku diabła
Nie tylko sushi, czyli surowa ryba na stole
Consonno – cisza w „mieście zabawek”

Zapraszam też do polubienia Stacji Filipa na Facebooku.

Dodaj komentarz