„Rekpieskat in pace” – reportaż z cmentarza dla zwierząt

Terier Petit Jacques spoczął pod marmurowym nagrobkiem w kształcie serca. Pamięć o mieszańcu Chrupciu wyrażono wierszem: „był mały, lecz głos miał jak lew / bywał też groźny, kiedy brał go gniew”. Podwarszawski cmentarz dla zwierząt zawiera już prawie 15 000 grobów domowych ulubieńców.

Spoczywają tu chomiki, tchórzofretki, króliki, a także legwan Kortez i żółw zawiasowy Tuptuch („Nasz zawiasek” – napisali właściciele na płycie nagrobnej). Jednak wśród pochowanych zwierzaków dominują psy i koty. A wśród odwiedzających – emeryci. Siwe głowy, w niektórych dłoniach laski. Tego dnia przyjechali tu nadzwyczaj tłumnie. Jest 1 października, słoneczna niedziela. Na cmentarzu dla zwierząt Psi Los w Koniku Nowym pod Warszawą obchodzi się dziś Dzień Pamięci o Zwierzętach.

Petit Jacques spoczywa pod granitowym sercem
Petit Jacques spoczywa pod granitowym sercem
Kundelek odwiedza braci na cmentarzu
Kundelek odwiedza braci na cmentarzu

Importowany granit dla zwierzaka

– Co tydzień tu przyjeżdżam. W każdą niedzielę – mówi starszy mężczyzna, właściciel pręgowanej kotki Niki (1996-2010). – Już siedem lat minęło, ale ja nadal czuję potrzebę.
– Blisko pan mieszka? – pytam.
– Na Bródnie, trzydzieści kilometrów stąd. To chyba nie tak blisko.
– Czasu pan nie szczędzi. Pieniędzy też – zauważam, patrząc na mogiłę kotki: to półmetrowe granitowe serce, ozdobione zdjęciem zwierzęcia i żałobnym „Na zawsze pozostanie w naszej pamięci”. Płytę zdobią trzy wielkie znicze i pięć kwiatowych bukietów. Z tyłu terkoczą na wietrze dwa kolorowe wiatraczki.
– Kamieniarz w Warszawie chciał 1700 złotych za taki pomnik. A ja sprowadziłem granit z Dolnego Śląska i zapłaciłem 600.
– Ja granit na grób mamy też ściągałam spod Strzegomia – uśmiecha się kobieta obok.

Trzy kwatery dalej swoje koty pochowała blondynka w średnim wieku. Jest dużo skromniej – z usypanej ziemi wystają tylko dwie tabliczki z imionami. Michalina i Filipek. Właścicielka jednak przekonuje, że postawienie większego nagrobka to tylko kwestia czasu. Zapytana o historię Filipka, zaczyna opowieść: miał 10 dni, kiedy pojawił się u niej w domu, początkowo miał zostać wydany, bo była już dwuletnia wówczas Michalina, ale tak jakoś został, no i do teraz nie mogą się rozstać…

– Ja zapłaciłem 600 złotych. Plus zdjęcie, plus transport, plus napis. I tak dużo taniej, niż na Bródnie – słychać urywek kolejnej rozmowy.

Nagrobek kotki Niki tonie w kwiatach
Nagrobek kotki Niki tonie w kwiatach

Opiekun i biznesmen

Jest maj 1991 roku. Witold Wojda kupuje gazetę. W niej, prócz codziennych problemów tworzącego się państwa, znajduje historię, która podsuwa mu do głowy pomysł. – To był list kobiety, której odszedł piesek. Specjalnie zapłaciła służbom komunalnym za utylizację zdechłego zwierzaka, a śmieciarze na jej oczach wrzucili ukochanego pupila do śmieciarki. Wtedy pomyślałem, że trzeba zorganizować zwierzęcy pochówek kulturalnie i humanitarnie. Założyłem cmentarz dla zwierząt, który działa do dziś – mówi Wojda.

Na początku emocjonalnie przeżywał każdy pochówek. – Przychodzili ludzie, opowiadali, jak piesek skakał, jaki był najpiękniejszy… I trzeba było z nimi porozmawiać, wysłuchać tych wszystkich historii. Taka moja rola. Każdy potrzebuje otuchy po śmierci kogoś bliskiego. Nieważne, czy to człowiek, czy zwierzę – przekonuje pomysłodawca pierwszego polskiego cmentarza dla zwierząt. Po czym dodaje, że pies-przyjaciel nigdy nie zawiedzie, a z ludźmi to może być różnie.

Wojda potwierdza, że prowadzenie zwierzęcego cmentarza to także całkiem dochodowy biznes. Coroczna opłata za utrzymanie miejsca kosztuje siedemdziesiąt złotych. Na pochówek trzeba wydać od dwustu pięćdziesięciu do czterystu złotych, w zależności od rozmiaru zwierzęcia. Łatwo policzyć, że przy niemal piętnastu tysiącach grobów robi się z tego niemała suma. – Nie są to może milionowe biznesy, ale spokojnie z tego żyjemy – przyznaje Wojda. On sam przeszedł już na emeryturę (rodzinny interes prowadzą synowie), ale pozostał symbolem tego miejsca i utrzymuje przyjacielskie kontakty z wieloma klientami. Naszą dziesięciominutową rozmowę kilkukrotnie przerywają goście, chcący uściskać pana Witolda.

"Rekpieskat in pace" - czyli słynne R.I.P. w wersji psiej
„Rekpieskat in pace” – czyli słynne R.I.P. w wersji psiej

Słowem, był zawsze miły

W przeciwieństwie do ludzkich cmentarzy, Psi Los zachwyca, a czasami przeraża, wielością nagrobkowych form. Niektóre zwierzaki spoczywają pod zwykłymi polnymi kamieniami z wyrytym prostym napisem. Inne, tak jak Nika, dostąpiły zaszczytu posiadania wystawnych granitowych grobów, obudowanych kapliczek, nagrobnych pomników, czy wręcz niewielkich mauzoleów.

Na kamieniu upamiętniającym Fruzię Kazimierską (1996-2010) wyryto „rekpieskat in pace” (sparafrazowane łacińskie requiescat in pace – niech spoczywa w pokoju). A trzy kamienne płyty nagrobne psa Chrupcia, porośnięte mchem i przysypane jesiennymi liśćmi, przypominają raczej mogiłę wieszcza. Tylko poemat jakby mniej dostojny: „był miły, gdy szczekał / gdy na mnie cierpliwie czekał / gdy na spacerze gdzieś znikał / gdy drzemał koło koszyka / słowem, był zawsze miły”.

Im głębiej między drzewa, tym więcej patosu. Sentencje po łacinie, włosku, francusku. Fantazyjne imiona – Michał Anioł, Petit Jacques, Baron Janko Abakus. Dokładne wyliczenia: „dałaś nam 4671 dni szczęścia”.

Według socjologa Piotra Nyrkowskiego, stawianie zwierzętom okazałych grobów jest efektem dużo dłuższego i bardziej złożonego procesu: – Nastąpiło przemianowanie naszego systemu wartości względem zwierząt – twierdzi Nyrkowski.

Dawniej skupialiśmy się na realizacji podstawowych potrzeb, takich jak pożywienie, czy dach nad głową. Zwierzęta dostarczały wówczas mięsa i innych surowców, spełniały też funkcje gospodarskie. Wraz z rozwojem społeczeństwa, rolą zwierząt coraz częściej stawało się dostarczanie ludziom rozrywki, na przykład w cyrkach. Dzisiaj potrzeby pierwszego rzędu mamy zapewniony w sposób oczywisty, a domowi pupile spełniają już bardziej złożone role – na przykład dają komfort psychologiczny i poczucie więzi.

– Skutek jest taki, że funkcja zwierząt bywa przeceniana. Nadajemy naszym zwierzakom cechy, których w rzeczywistości nie posiadają. Dobrym przykładem tego przerysowania, często wkraczającego na pole kiczu, jest właśnie stawianie zwierzętom okazałych nagrobków – uważa socjolog. I dodaje: – Tego typu przewartościowanie pewnych elementów jest charakterystyczne dla nowoczesnych społeczeństw dobrobytu.

"Słowem, był zawsze miły"
„Słowem, był zawsze miły”

Pies ratuje rodzinne więzi

O próbę scharakteryzowania zjawiska z psychologicznego punktu widzenia proszę Tomasza Zarębskiego, psychoterapeutę i filozofa. – Czy zjawisko silnego przywiązywania się do zwierząt można łączyć z procesami rozpadu tradycyjnej formy wielopokoleniowej rodziny? – pytam.

– Wykroczyłbym poza zagadnienie rodziny. Mamy do czynienia z ogólnym kryzysem wspólnotowości, czyli rozpadem więzi międzyludzkich w wielu dziedzinach życia. Ludzie mieszkający w miastach mają coraz mniej bezpośrednich kontaktów z innymi osobami. Jako przykład weźmy mieszkanie w bloku i sąsiadów, którzy coraz częściej nic o sobie nie wiedzą – zwraca uwagę Zarębski.

Dlatego przyczyną chowania zwierzaków pod okazałymi nagrobkami bardzo często może być po prostu samotność. Budowanie relacji z drugim człowiekiem jest skomplikowanym przedsięwzięciem, twierdzi psychoterapeuta. Kontakty z psem są natomiast dużo prostsze. Dzięki zwierzakowi można przynajmniej w jakimś stopniu zastąpić osobę, której zabrakło – dzieci, małżonka, przyjaciół. Może dlatego większość osób, które przywiązują się do zwierząt tak bardzo, że odwiedzają je często nawet po śmierci, to emeryci.

– Wspomniałbym jeszcze o tym, że zmarły pies może być częścią narracji rodzinnej. Staje się pewnego rodzaju symbolem funkcjonowania rodziny, elementem łączącym poszczególnych jej członków. Stąd potrzeba jego efektownego pochówku i regularnych odwiedzin. Poprzez pielęgnowanie pamięci o psie, dbamy tak naprawdę o relacje rodzinne – przypuszcza Tomasz Zarębski.

Na cmentarzu dla zwierząt spoczywają nie tylko psy i koty...
Na cmentarzu dla zwierząt spoczywają nie tylko psy i koty…

Wiatraczki zamiast krzyży

Sam obraz cmentarza dla zwierząt nie jest dla polskich odbiorców zupełnie nowy. W kultowym filmie „Kochaj albo rzuć” z 1977 roku, opowiadającym o amerykańskich przygodach Kargula i Pawlaka, bohaterowie przypadkiem trafiają na zwierzęcą nekropolię. Ich uwagę przykuwa widok kręcących się kolorowych wiatraczków. Na cmentarzu w Koniku Nowym wiatraczek jest obowiązkowym elementem każdego nagrobka.

– Bezpośrednia inspiracja dla wiatraczków rzeczywiście pochodziła z filmu – przyznaje Witold Wojda. – To ładny, kolorowy symbol. Poza tym często mówimy umownie, że spotkamy się z naszymi zwierzętami za tęczowym mostem. Ludzkie groby mają krzyże, a zwierzęce wyposaża się w takie właśnie kolorowe wiatraczki.

W „Kochaj albo rzuć” brak jednak entuzjazmu i wesołości. Kargul z Pawlakiem są cmentarzem dla zwierząt silnie zniesmaczeni. Co prawda w scenie nie pada ani jedno słowo, ale gra bohaterów jasno zdradza ich odczucia – to wynalazek zgniłego zachodu, współczesne szaleństwo. Rzeczywiście, dla wielu Polaków idea chowania domowych ulubieńców na podobieństwo ludzi to wciąż wymysł dziwaków i nowobogackich. Tymczasem w krajach zachodnich zwierzęce cmentarze obecne są od dość dawna, także w kulturze (przykładem może być choćby „Smętarz dla zwierzaków”, jedna z bardziej znanych powieści Stephena Kinga). Czy i u nas można spodziewać się ich wzrastającej popularności?

– Przyznam, że w ostatnich latach nieco spadło zainteresowanie – mówi pomysłodawca Psiego Losu. – Zwłoki zwierzęcia można teraz zostawić w lecznicy do utylizacji. To prostsza forma i pewnie też nieco tańsza. Do nas trafiają ci najbardziej zagorzali, którzy chcą przedłużyć pamięć o zwierzaku. – Wojda zamyśla się na chwilę, po czym wspomina trzy kobiety, które codziennie odwiedzały swoich pochowanych pupili.

Psychoterapeuta Tomasz Zarębski do pytania o przyszłość zwierzęcych cmentarzy podchodzi bardziej futurystycznie: – Przypadek okazałych nagrobków dla zwierząt pokazuje, że zamiast wchodzić w realne, głębokie więzi z drugim człowiekiem, często tworzymy nieco przesadzone relacje ze zwierzętami. Idąc tym tropem, w dalszej przyszłości spodziewałbym się na przykład wirtualnych cmentarzy dla bohaterów gier komputerowych. W świecie wirtualnym można je zaaranżować jeszcze ciekawiej. To będzie dopiero obiekt badań dla socjologów.


Stara część Psiego Losu położona jest w lesie, pomiędzy wysokimi sosnami
Stara część Psiego Losu położona jest w lesie, pomiędzy wysokimi sosnami
Kochany aniołek-tchórzofretka
Kochany aniołek-tchórzofretka
Pies i legwan w jednym spali grobie
Pies i legwan w jednym spali grobie

Ten pies miał na imię Michał Anioł
Ten pies miał na imię Michał Anioł
Ale nie wszystkie imiona naznaczone są patosem
Ale nie wszystkie imiona naznaczone są patosem
Zwierzęce groby, to i znicze produkuje się w kształcie królików
Zwierzęce groby, to i znicze produkuje się w kształcie królików
Portret nagrobny
Portret nagrobny
I pomnik nagrobny
I pomnik nagrobny
Ten pożegnalny list zawiera zdjęcie zmarłego kota. Warto się przyjrzeć - na dole, w pościeli
Ten pożegnalny list zawiera zdjęcie zmarłego kota. Warto się przyjrzeć – na dole, w pościeli
Ukwiecony koci grób
Ukwiecony koci grób

Niektóre groby utrzymane są lepiej, niż niejedna ludzka mogiła
Niektóre groby utrzymane są lepiej, niż niejedna ludzka mogiła

Pierwszą z moich wypraw na cmentarz Psi Los odbyłem wraz z autorem Gdzie Los Poniesie. Inspiracja przyszła dzięki Off The Beaten Track.


Zobacz też:

Kalendarz tramwajowy 2018
Gorąca kąpiel japońskich makaków
Pochówek w domku dla lalek – niezwykły cmentarz w Boliwii
„Drogie były mi owce, teraz tu spoczywam” – z wizytą na wesołym cmentarzu

Zapraszam także do polubienia Stacji Filipa na Facebooku.

1 komentarz

  1. Wujek Staszek says: Odpowiedz

    Smutne..nie ma nic smutnejszego niż śmierć własnego kota ale też bliskiej osoby

Dodaj komentarz