Polski atom? Na tropie baz nuklearnych w lasach Pomorza

Tereny północno-zachodniej Polski kryją wiele tajemnic militarnych. Jedną z najciekawszych są ukryte w lasach radzieckie bazy atomowe – dziś wiemy, że mogło się w nich znajdować nawet ponad 200 pocisków jądrowych. To więcej, niż dzisiejsze arsenały niektórych państw, posiadających broń nuklearną. Jak po latach wyglądają atomowe magazyny? I czy Polska miała szansę stać się mocarstwem jądrowym?

Tajemnica wyłania się spomiędzy drzew...
Tajemnica wyłania się spomiędzy drzew…

Czułem to od dziecka: broń atomowa jest sexy. Jako potencjalny nośnik ostatecznego zniszczenia, uruchamia wyobraźnię i zanurza nas w odmęty grozy. Żadna katastrofa w dziejach ludzkości nie wywołała takiej fascynacji jak Czarnobyl; żadna wojna nie wydaje się tak straszliwa, jak potencjalny konflikt nuklearny.

Tę grozę wyraźnie czuje się na terenie dawnych radzieckich składów broni atomowej. Wchodząc do przysypanych ziemią bunkrów, nie można odpędzić myśli o tym, CO tutaj leżało. Leżało i promieniowało – nie tylko remami i siwertami, ale także niebezpieczeństwem rozciągającym się na cały kraj. Bo gdyby głowice kiedykolwiek zostały użyte zgodnie z ich przeznaczeniem, gdyby zimna wojna między blokiem wschodnim a NATO zmieniła się w gorącą, Polska w krótkim czasie stałaby się parującą radioaktywną pustynią. Wiemy to dziś z odtajnionych po latach planów Pentagonu.

Czasy się jednak zmieniły. Amerykanie odtajnili swoje plany depolonizacji świata, a polskie Ministerstwo Obrony ujawniło lokalizację radzieckich składów głowic nuklearnych, umiejscowionych na terytorium północno-zachodniej Polski. Dziś wiemy, że były to trzy miejsca – Podborsko koło Białogardu (obiekt o kryptonimie 3001), Brzeźnica-Kolonia w lasach nieopodal Bornego-Sulinowa (obiekt 3002), oraz lubuskie Templewo, położone na zachód od Międzyrzecza (3003). Oprócz nich, mniejsze ilości lotniczych bomb atomowych składowano także na kilku lotniskach wojskowych (prawdopodobnie w Wiechlicach koło Szprotawy, Bagiczu koło Kołobrzegu, Kluczewie pod Stargardem oraz w Chojnie).

Każda z głównych baz mogła pomieścić około sześćdziesięciu pocisków, z których najmocniejsze miały moc 500 kiloton. To niewiele w porównaniu z najsilniejszymi w historii testami nuklearnymi, ale dość powiedzieć, że bomba zrzucona na Hiroszimę była zaledwie piętnastokilotonowym „maleństwem”. Głowice składowane w lasach północno-zachodniej Polski były więc nawet ponad trzydzieści razy mocniejsze od wybuchu, który zniszczył całe miasto i zabił niemal sto tysięcy ludzi.

Co ciekawe, bazy zbudowali – według radzieckich wytycznych – Polacy. Później zostały przejęte przez Armię Radziecką, ale w razie wybuchu konfliktu nuklearnego, miały przejść pod kontrolę Ludowego Wojska Polskiego. Polscy piloci ćwiczyli nuklearne zrzuty jeszcze w latach sześćdziesiątych (całe szczęście, że używali wtedy ładunków pozoracyjnych – inaczej prawdopodobnie nie moglibyśmy dziś pływać kajakami po pięknych okolicznych rzekach). Inne przeznaczenie miały ładunki atomowe składowane na wspomnianych już wojskowych lotniskach – te miały pozostać do wyłącznej dyspozycji Rosjan.

Na mapie krajów, kiedykolwiek posiadających w swych arsenałach broń atomową, wyróżnia się Ukraina, Białoruś i Kazachstan. To państwa, które nigdy nie dysponowały własnymi głowicami nuklearnymi, ale „odziedziczyły” je po rozpadzie Związku Radzieckiego (wszystkie bomby zostały następnie przekazane Rosji). Ze względu na całkowitą kontrolę Armii Radzieckiej nad bazami, Polska nie jest i nie była uznana za kraj posiadający tego typu broń, co mogłoby się zmienić, gdyby doszło do konfliktu nuklearnego. Tylko czy byłoby wtedy komu o tym pisać?

Ostatni żołnierze radzieccy opuścili Polskę w 1993 roku. Kiedy wyjechała z nimi broń atomowa – tego nie wiadomo. Tymczasem z bazami nie obszedł się lekko ani czas, ani złomiarze, ani miejscowe władze. Odwiedziłem pozostałości dwóch składów – co zastałem między drzewami?

3003 Templewo

„Prawie 200 tys. zł wydano na wyburzenie dawnych magazynów jądrowych nad jez. Buszno koło Sulęcina” – czytamy w „Gazecie Lubuskiej” z 2011 roku. Urzędnicy włożyli naprawdę sporo wysiłku w to, aby baza w Templewie przestała istnieć. Ogromne pieniądze wydano zwłaszcza na zrównanie z ziemią obiektów typu Granit – podłużnych, niezwykle fotogenicznych silosów, najprawdopodobniej mieszczących wyrzutnie rakiet.

Wiedząc jednak, że coś w zaroślach pozostało, latem 2015 roku podjeżdżamy na ubocze lasu. Dalej pójdziemy pieszo. Wędrówkę utrudniają liczne okopy i druty kolczaste – jedyne widoczne pozostałości po jednostce wojskowej. Granitu rzeczywiście nie ma, ale po godzinie przeszukiwania lasu natrafiamy na wystający znad ziemi niewielki bunkier, dobrze zamaskowany rosnącymi na wierzchu drzewami. Wejścia do niego są zasypane, ale przy odrobinie zwinności uda się wczołgać do środka.

Dla zwinnego nic trudnego! Zasypany bunkier w jednostce 3003
Dla zwinnego nic trudnego! Zasypany bunkier w jednostce 3003

To tak zwany Monolit – podziemny skład „mniej stabilnych” ładunków jądrowych, wymagających specjalnego traktowania, między innymi chłodzenia. Zachowały się w nim napisy po rosyjsku; nie przetrwała natomiast żadna drabina, pozwalająca zejść w dół czterometrowego uskoku. Jeśli nieuważny eksplorator poślizgnie się i spadnie w dół, jego zjedzony przez robaki szkielet odnajdą dopiero po kilku latach kolejni poszukiwacze mocnych wrażeń, odwiedzający to miejsce po artykule przeczytanym na podróżniczym blogasku Stacja Filipa.

Przekrój działającego bunkra typu Monolit. Grafika znaleziona w Internecie na paru stronach, autora nie udało mi się ustalić (gdyby ktoś wiedział, proszę o info!)
Przekrój działającego bunkra typu Monolit. Grafika znaleziona w Internecie na paru stronach, autora nie udało mi się ustalić (gdyby ktoś wiedział, proszę o info!)

Dlaczego straszę zjedzonym szkieletem? Aby podkreślić absurd sytuacji: 200 tysięcy złotych przeznaczono na wyburzenie najbardziej wartościowych, a przecież nikomu nie przeszkadzających obiektów, pozostawiając jednocześnie wszystko to, co może nieść zagrożenie – niezabezpieczone podziemne bunkry oraz zwoje drutu kolczastego, leżącego pośrodku ścieżek zwierząt.

Pozostałości okopów i płożące się po lesie druty kolczaste
Pozostałości okopów i płożące się po lesie druty kolczaste
W zachowanym bunkrze kociaki grają w atomową piłkę
W zachowanym bunkrze kociaki grają w atomową piłkę
"Wchodzić tutaj" głosi rosyjski napis na ścianie
„Wchodzić tutaj” głosi rosyjski napis na ścianie
Wnętrze wilgotnego i chłodnego bunkra. Po prawej widać wejścia do komór, w których składowane były głowice atomowe
Wnętrze wilgotnego i chłodnego bunkra. Po prawej widać wejścia do komór, w których składowane były głowice atomowe

Tak czy inaczej, w Templewie nie ma już nic więcej. W tym momencie pauzujemy artykuł na trzy lata…

3002 Brzeźnica-Kolonia

…by w sierpniu 2018 odwiedzić drugi z opuszczonych poligonów. Jednostka w Brzeźnicy-Kolonii również została zburzona niemal w całości, ale widać zupełnie inne podejście miejscowych władz. Nieopodal znajduje się Borne-Sulinowo, miasto budujące swą tożsamość i wartość turystyczną za sprawą wojskowej historii regionu.

W lesie koło Brzeźnicy-Kolonii znajduje się więc niewielki parking i trzy tablice informacyjne. Zachowały się dwa Monolity; jest też on – jedyny pozostały w Polsce opuszczony Granit. Kilkudziesięciometrowa tuba robi olbrzymie wrażenie, choć złomiarze ukradli nawet potężne drzwi pancerne…

Szukając podziemnych schronów, spotykamy czteroosobową grupkę turystów. Mężczyźni idą przodem, żywo dyskutując. Za nimi idą znudzone kobiety. Zagaduję o schrony. – Coś tam widziałyśmy – odpowiadają – ale co to było, to nie mamy pojęcia.

Zachowany silos żelbetowo-ziemny typu Granit w jednostce 3002
Zachowany silos żelbetowo-ziemny typu Granit w jednostce 3002
Dokładnie takie obiekty zostały wyburzone w lasach koło Templewa
Dokładnie takie obiekty zostały wyburzone w lasach koło Templewa
Nie do końca wiadomo, co przechowywane było w Granitach. Prawdopodobnie wjeżdżały tu zestawy wyrzutni rakiet; nie jest jednak wykluczone, że przetrzymywane były w nich również mniejsze głowice nuklearne
Nie do końca wiadomo, co przechowywane było w Granitach. Prawdopodobnie wjeżdżały tu zestawy wyrzutni rakiet; nie jest jednak wykluczone, że przetrzymywane były w nich również mniejsze głowice nuklearne
Dzielny Mateusz schodzi na niższy poziom schronu typu Monolit
Dzielny Mateusz schodzi na niższy poziom schronu typu Monolit

3001 Podborsko

To jedyna dobrze zachowana i udostępniona zwiedzającym jednostka. Jednocześnie – jedyna, której nie odwiedziłem. Tym jednak, którzy bardziej interesują się samą wojskową techniką, niż eksploracją opuszczonych bunkrów w środku lasu, właśnie obiekt 3001 należy polecić najbardziej. Obecnie działa tu Muzeum Zimnej Wojny, przypominające czasy, w których w każdej chwili mogła po nas pozostać jedynie kupka zwęglonego atomowego pyłu.


Lokalizacja obiektów 3001, 3002 i 3003.


Zobacz też:

Postatomowe tramwaje w Hiroszimie
Widmo z dworca Martha
Polsko-radziecki dziki zachód
Kształty strefy
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz