Tasz-Rabat. Kamienna tajemnica jedwabnego szlaku

Egzotyczne przyprawy, przewożone niegdyś przez karawany, zdążyły już dawno wywietrzeć. Nie wywietrzał za to zapach zaginionej w mrokach wieków tajemnicy. Kamienne ściany karawanseraju Tasz-Rabat przypominają o dawnej świetności jedwabnego szlaku.

– Dzisiaj spadnie śnieg – przepowiada kluczniczka.

– Pierwszy śnieg w tym roku… – mamrocze pod nosem, otwierając masywne wrota karawanseraju. – Nie spiesz się. Poczekam, ile będzie trzeba.

Wśród kamiennych ścian panuje mrok i chłód. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś to niegościnne miejsce służyło jako punkt schronienia i odpoczynku dla zmęczonych podróżą karawan, przemierzających bezdroża gór Tien-Szan. Pośrodku palił się wówczas ogień. Odór zwierząt i spoconych ciał mieszał się z zapachem przewożonych w sakwach orientalnych przypraw i perfum.

Dziś po pustych przestrzeniach hula zimny wiatr. A wraz z nim… Tak, to pierwszy płatek śniegu. Kluczniczka miała rację.

Śnieg z deszczem kapie na kopułę średniowiecznego karawanseraju Tasz-Rabat
Śnieg z deszczem kapie na kopułę średniowiecznego karawanseraju Tasz-Rabat
Przez setki lat góra zdążyła znacznie wchłonąć mury budowli
Przez setki lat góra zdążyła znacznie wchłonąć mury budowli
Aż trudno pomyśleć, że te kamienne wnętrza były kiedyś przytulnym schronieniem dla karawan
Aż trudno pomyśleć, że te kamienne wnętrza były kiedyś przytulnym schronieniem dla karawan
Otwory w kopule karawanseraju są jedynym źródłem sączącego się do środka światła
Otwory w kopule karawanseraju są jedynym źródłem sączącego się do środka światła
Wejście przegradza żelazna krata, którą - za niewielką opłatą - otwiera mieszkająca w pobliżu kluczniczka
Wejście przegradza żelazna krata, którą – za niewielką opłatą – otwiera mieszkająca w pobliżu kluczniczka
Tasz-Rabat leży na wysokości 3200 metrów nad poziomem morza
Tasz-Rabat leży na wysokości 3200 metrów nad poziomem morza

Historia wielkiej trasy

Nie jest pewne, kiedy powstał Tasz-Rabat. Niektóre źródła mówią o dziesiątym wieku, inne o piętnastym. Najprawdopodobniej najpierw znajdował się tu buddyjski lub nestoriański klasztor, którego funkcjonowanie zakończyło się wraz z rozwojem islamu na terenach Azji Środkowej. Ale kamienne mury długo nie stały puste – z ich ochrony zaczęły korzystać karawany, przemierzające bezdroża jedwabnego szlaku.

Trudno sobie wyobrazić, jak ich przewodnicy znajdowali drogę w plątaninie górskich dolin. I jak trudna musiała być to podróż! Warunki Tien-Szan są wyjątkowo surowe – jak okiem spojrzeć, nie ma ani jednego drzewka, ani jednego krzewu. Tylko kamienie i piach okolicznych pustyń.

A przecież znaczenie jedwabnego szlaku nie gasło przez wiele wieków. Chiński jedwab i jadeit przewożono przez przełęcze już od trzeciego wieku przed naszą erą. W 1275 roku pobliskie górskie szlaki przecierał Wenecjanin Marco Polo. Karawany zaczęły znikać dopiero w okolicach XVII wieku, kiedy znaczenie głównej trasy handlowej do Chin przejął szlak morski.

Nie da się jednoznacznie wyróżnić głównej trasy jedwabnego szlaku. Historycy wytyczyli kilka najważniejszych dróg, którymi prawdopodobnie przedostawali się kupcy. Większość z nich prowadziła przez pustynie zachodniochińskie (Takla Makan) do miasta Kaszgar, a dalej przez pasma Tien-Szan do Kotliny Fergańskiej, rozdzielonej dziś pomiędzy Uzbekistan, Kirgistan i Tadżykistan. Później trasa wiodła przez pustynię Karakum i Iran do Bagdadu i dalej nad Morze Śródziemne.

Tasz-Rabat leżał mniej więcej w połowie drogi z Państwa Środka na Bliski Wschód. Do dyspozycji podróżnych było tu około trzydziestu komnat, wówczas uznawanych za bezpieczne schronienie, a dziś odrzucających milczącym chłodem wielkich kamieni. Jak przystało na miejsce owiane tajemnicą wieków, tak i tu istnieje pewna lokalna legenda – podobno nie da się dokładnie policzyć, ile pomieszczeń chowa się pod kamienną kopułą. Za każdym razem wychodzi rzekomo inna liczba.

Mapa głównej trasy jedwabnego szlaku (źródło: Wikimedia Commons). Poniżej - lokalizacja karawanseraju Tasz-Rabat
Mapa głównej trasy jedwabnego szlaku (źródło: Wikimedia Commons). Poniżej – lokalizacja karawanseraju Tasz-Rabat

Nowy jedwabny szlak

Choć znaczenie trasy osłabło przed wiekami, jedwabny szlak do dziś jest ważny w świadomości narodów Azji Środkowej. Wiele kirgiskich ulic, firm, przystanków i punktów geograficznych nosi nazwę żybek żołu, czyli właśnie jedwabny szlak.

To zresztą kwestia nie tylko pamięci, ale i przyszłości. Historia zatoczyła koło, a Państwo Środka po wiekach stagnacji powróciło do swej dawnej roli mocarstwa. Jedwabny szlak odradza się na naszych oczach pod postacią chińskiej ekspansji gospodarczej i nowych tras handlowych. Jedna z najważniejszych ma prowadzić po torach kolejowych przez Kazachstan, Rosję i Białoruś aż do Łodzi, pełniącej dla Chińczyków rolę bramy do Europy.

Pomniejsze trasy rozprzestrzeniają się coraz liczniej na zachód od chińskich granic. Podróż do karawanseraju Tasz-Rabat jest dziś o wiele szybsza niż przed paroma laty. To zasługa nowej drogi do przełęczy Torugart, będącej głównym przejściem granicznym między Kirgistanem a Chinami. Choć wiele głównych dróg w Kirgistanie znajduje się dziś w opłakanym stanie, ta, biegnąca przez pustkowia, może poszczycić się równiutkim asfaltem. Wszystko dla chińskich ciężarówek.

Dzisiejszych karawanserajów nikt nie będzie chciał zwiedzać w dalekiej przyszłości. To już nie kamienne fortece, położone w zamglonych dolinach, a zwykłe baraki, niewielkie stacje benzynowe i podrzędne restauracje z dużą ilością mięsa w menu. Jedno się nie zmienia – jak przed wiekami, tak i dziś, w przydrożnych zajazdach nie ma toalet.

Po drodze do Tasz-Rabat
Po drodze do Tasz-Rabat
Pasterskie jurty przy drodze do karawanseraju
Pasterskie jurty przy drodze do karawanseraju
Mglista potęga Tien-Szan
Mglista potęga Tien-Szan

Jak dojechać do Tasz-Rabat?

Sposób dojazdu do dawnego karawanseraju jest właściwie tylko jeden: taksówka. Z pobliskiego miasta Naryn ceny przejazdu w obie strony (wraz z uwzględnionym czasem oczekiwania) wynoszą 2000-2500 somów (100-140 złotych). Jazda w jedną stronę zajmuje około dwóch godzin – po nowym chińskim asfalcie jedzie się naprawdę szybko.

Ciężarówka pędzi po nowym asfalcie w stronę przełęczy Torugart
Ciężarówka pędzi po nowym asfalcie w stronę przełęczy Torugart

Zobacz też:

Autostopem przez Kirgistan. Baba Wanga, wielbłąd i polscy naziści (1)
Choquequirao – raj utracony?
Mój dziadek to fanatyk dowodów tożsamości
Consonno – cisza w “mieście zabawek”
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

1 komentarz

  1. Stanislav Prokhorenko says: Odpowiedz

    Сказочное место…

Odpowiedz na „Stanislav ProkhorenkoAnuluj pisanie odpowiedzi