Wiza do USA – “żenujące przesłuchanie przez robota z ambasady”

O ósmej rano trudno przejść chodnikiem przy ulicy Pięknej. Tłum ludzi skutecznie zastawia przejście, nerwowo kołysząc się w jedną i drugą stronę.

– Pani też na ósmą?
– Nie, ja na ósmą piętnaście.
– A pan?
– Na siódmą czterdzieści pięć. Kazali czekać.

Kazali, więc czekają. Okutani w zimowe kurtki zacierają ręce, aby choć na chwilę zrobiło się cieplej. Znad szalików unoszą się ciepłe chmury oddechów. Stoją tu starzy, młodzi, mężczyźni, kobiety, Polacy i obcokrajowcy… Niedola nie zna wykluczeń.

Czy to kolejka bezdomnych po ciepłą zupę? Czy to rok 1983, a do sklepów rzucili właśnie dostawę papieru toaletowego? Nie – to zima 2018/2019 i kolejka do ambasady Stanów Zjednoczonych. Po wizę.

*

Mówiąc ściślej – nie do ambasady, a do części konsularnej. Nikt by ich przecież nie wpuścił głównym wejściem. Bo główne wejście jest reprezentacyjne, a ten drepczący w miejscu tłum nie ma z reprezentacyjnością nic wspólnego.

– Musiałam brać urlop i zarwałam noc, żeby tu przyjechać – wzdycha pani Ilona.
– Z daleka? – interesuje się pani Magda, sąsiadka z kolejki.
– Z Mrągowa. A pani?
– Ze Szczecina…
– O, to chyba jeszcze dalej.

Wymogi ambasady są jasne – z osobistego stawiennictwa na rozmowie z konsulem zwolnieni są jedynie ludzie po 80 lub przed 14 rokiem życia oraz dyplomaci. Wszyscy pozostali biorą urlopy, zapełniają pociągi i jadą do Warszawy. Południe kraju jedzie do Krakowa.

– Wpuszczą mnie z torebką? – zastanawia się pani Ilona.
– Pisali, żeby nie brać nic oprócz teczki z dokumentami – wyraża wątpliwości pani Magda.
– Ale to mała torebka…

Pani Magda nie ryzykuje. Zostawiła torebkę w przechowalni bagażu na dworcu. Szkoda byłoby, gdyby w takim momencie nie wpuścili do ambasady. Po wypełnieniu kilkudziesięciu stron wniosku DS-160, wniesieniu opłaty wynoszącej ponad 600 złotych i całonocnej jeździe do Warszawy na rozmowę z konsulem.

Ostatecznie pani Ilona przejdzie z torebką. To chyba dyskryminacja mężczyzn – ja nie przeszedłbym z małym plecakiem. Też tam stoję, chucham w ręce i drepcę w miejscu. Mam wejść o ósmej piętnaście.

*

Droga wizowa – stacja pierwsza. Dochodzimy do początku kolejki, gdzie brodaty ochroniarz sprawdza wydruk umówienia spotkania. Ósma piętnaście, zgadza się. Proszę stanąć w drugiej kolejce.

Stacja druga. Po kilkunastu minutach stania w drugiej kolejce dochodzę do okienka, w którym sprawdzają wydruk wniosku DS-160. I wysyłają do trzeciej kolejki.

Stacja trzecia. Wreszcie mogę wejść do budynku. – Wyłączamy telefony! – krzyczy wąsaty ochroniarz. Wyłączam i ja, oddaję smartfon do depozytu, w zamian dostając plastikowy numerek.

Stacja czwarta – kontrola bezpieczeństwa. Prawie jak na lotnisku, tylko że idzie szybciej. Nie wolno wnosić płynów, elektroniki, nieszczerości w sercu.

– Państwo są razem? – pyta jeden z ochroniarzy, palcem wskazując mnie i kobietę przede mną.
– Nie.
– To się możecie teraz poznać. Heheheh – dopowiada drugi ochroniarz.
– No, pani będzie się teraz rozbierać na bramce! Proszę ściągnąć pasek od spodni… Rozchylić bluzę. No, już gotowe. Możecie się teraz poznawać – ochroniarze rechoczą w najlepsze.

– Kretyńskie komentarze… – burczy kobieta pod nosem. Boi się jednak powiedzieć coś głośniej. Wszyscy, którzy zapłacili 600 złotych i wypełnili wniosek DS-160, boją się powiedzieć cokolwiek, póki nie otrzymają wizy. W kolejce panuje atmosfera niepewności i lekkiego zastraszenia.

*

Ilekroć myślałem o słynnej “rozmowie z konsulem”, wyobrażałem to sobie tak: w przestronnym pokoju z wysokim sufitem znajdują się dwa fotele i stolik herbaciany. Sekretarz otwiera mi drzwi, ja wchodzę (cały na biało), uściskiem dłoni wita mnie elegancko ubrany dyplomata. – Proszę siadać – mówi – i w paru słowach opowiedzieć o swojej podróży do Stanów Zjednoczonych.

Na pewno nie wyobrażałem sobie dusznej piwnicy z rzędem typowych urzędniczych okienek.

Kolejka pierwsza prowadzi do wstępnego okienka. Na ścianie wisi monitor, więc znudzeni petenci mogą oglądać przemówienie Georgette Mosbacher, ambasadorki USA w Warszawie. Jej ekscelencja przemawia z zawieszonych na ścianie monitorów: – Cieszę się, że mogę umacniać przyjaźń polsko-amerykańską w tym wyjątkowym roku niepodległości…

Kolejka druga kończy się stanowiskiem poboru odcisków palców. – Proszę mocniej przycisnąć! Wszystkie palce płasko! A teraz tylko kciuki! – strofuje mnie po angielsku urzędniczka.

Wreszcie dochodzę do trzeciego okienka. To właśnie “rozmowa z konsulem”. Pan zza szyby zadaje mi kilka pytań, po czym decyduje: wiza została przyznana. Automatycznym ruchem ręki przysuwa ulotkę, informującą o dalszych losach zatrzymanego paszportu. I już. Mogę próbować wjechać do USA (ostateczną decyzję i tak podejmie urzędnik na lotnisku).

Wychodzę z piwnicy, gdy nagle do moich uszu docierają tłumaczenia dziewczyny przy sąsiednim okienku: – W Łomży nie ma teraz żadnej roboty…

*

Tyle dobrego, że w kolejce do ambasady nie stoi się z terrorystami ani organizatorami ludobójstwa. Ci zostali – mam nadzieję – skutecznie odsiani na etapie wypełniania wniosku DS-160. No bo kto, widząc na 76 stronie wniosku pytanie “czy kiedykolwiek organizowałeś ludobójstwo?”, zaznaczy, że nie, choć je organizował?

Jeśli zaznaczy tak, otworzy mu się okienko z napisem please, explain. “Prosimy, wyjaśnij. W jakim celu organizowałeś ludobójstwo?”

Pozwalam sobie na żarty, bo nawet sama nazwa formularza brzmi jak z kiepskiego dowcipu o urzędnikach. “Proszę wypełnić wniosek DS-160 i przybić pieczątkę w kształcie motylka”.

Ale sam wniosek to nie dowcip. Poza rytualnymi pytaniami o ludobójstwo i terroryzm, w których należy po prostu odhaczyć “nie”, trzeba amerykańskim urzędnikom przekazać o sobie niemal wszystkie informacje. Data urodzenia ojca, dzienna data ukończenia studiów, miesięczne zarobki, zakres obowiązków w pracy a nawet… nazwisko przełożonego w poprzedniej pracy. To oczywiście i tak kropla w morzu wszystkich informacji, jakie w dowolnym momencie mogą uzyskać o nas służby przy pomocy chociażby portali społecznościowych. Tym niemniej, tak szczegółowe pytania mogą dziwić. Ubiegałem się w życiu o wizy do wielu krajów, w tym tych uznawanych powszechnie za niedemokratyczne. We wszystkich przypadkach wypełnienie wniosku wizowego zajmowało pięć minut i wiązało się z podaniem podstawowych informacji paszportowych (czasem z wyjawieniem przewidywanej trasy podróży). Amerykański wniosek DS-160 zabrał mi ponad trzy godziny!

*

Co czuli migranci z Europy Wschodniej, gdy sto lat temu mijali na statkach wspaniałą Statuę Wolności? Radość? Ekscytację? Niepewność? Jedno było pewne – oto wpływają do kraju, w którym mogą zacząć wszystko zupełnie od nowa. Wolność dla każdego.

Co czuje dziś turysta z Europy Wschodniej, gdy wybiera się w podróż do USA? Być może radość i ekscytację, ale oba te uczucia przykrywa gruba warstwa upokorzenia i zalęknienia. Okazuje się, że pytania urzędników w Warszawie wcale nie były końcem urzędniczego maratonu.

– Po co lecisz do Stanów? Gdzie pracujesz? Kogo znasz w USA? Koleżanka, tak? Skąd i jak długo się znacie? Jaki jest jej numer telefonu? A gdzie pracujesz? Jaki jest adres biura twojej pracy? Kto jest szefem? – pracowniczka obsługi lotniska wyrzuca z siebie pytania niczym karabin maszynowy. Brak odpowiedzi na któreś z nich może skutkować odmową wpuszczenia na pokład. Marzyłeś o Wielkim Kanionie? Było blisko…

Przede wszystkim jednak sprawdza ważność wizy i dokumentów podróży. Linia lotnicza nie może sobie pozwolić na wysłanie przez ocean pasażera, który nie zostanie wypuszczony na teren USA. Ostateczną decyzję o zezwoleniu na wjazd podejmuje bowiem dopiero urzędnik na granicy. Jeżeli usłyszysz odmowę wjazdu na terytorium kraju, a na lot powrotny trzeba czekać więcej niż 12 godzin, trafisz do amerykańskiego aresztu, w którym – dzięki zabraniu wszystkich rzeczy osobistych, możliwości wykonania telefonu do rodziny i prawnika oraz otrzymania stylowego pomarańczowego wdzianka – będziesz się mógł poczuć jak w prawdziwym amerykańskim filmie.

*

Na lotnisku JFK w Nowym Jorku kolejka przylatujących pasażerów rozgałęzia się na kilka stron. – Przepraszam, czy na pewno stoję w dobrej kolejce? – zagaduję po angielsku pracowniczkę w mundurze. – Tak, to dobra kolejka – odpowiada kobieta płynną polszczyzną.

Udało się. Moje długotrwałe urzędnicze modły o możliwość wjazdu do Kraju Wolności zostały wysłuchane.

Wizę do Wietnamu uzyskałem przez internet.
Wizę do Rosji lub na Białoruś – dzięki wypełnieniu prostego formularza i wysłaniu paszportu pocztą.
Abchaską wizę również otrzymałem internetowo.
Australijską – pocztą.
Do Chin i Etiopii wjechałem dzięki uproszczonym procedurom ruchu tranzytowego.
Do żadnego z innych odwiedzonych państw nie potrzebowałem wizy.


Zobacz też:

Mroczne tajemnice podparyskiego przedmieścia
Czy Marcin Kącki nienawidzi Poznania?
Siedzę w schronie, prześlij pieniądze. Jak oszuści zarabiają na fali współczucia
“Polacy o pieniądze nie dbają” – opowieści ukraińskich pracowników
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

21 komentarzy

  1. Abha Gebhar says: Odpowiedz

    Napisałbym co o tym wszystkim myślę, ale obawiam się, że internetowe służby “oazy demokracji” sobie to odhaczą w swoich zapisach. A być może kiedyś będę musiał (bo chcieć raczej nie będę) pojechać do tego raju na Ziemi…

  2. Wczoraj wypelnialam… upokarzajace. 1,5h klikania, pozniej rejestracja na spotkanie, platnosci… co to k*rwa ma byc??? Szkoda, ze nie dziala tutaj jak Kuba Bogu tak Bog Kubie.

  3. A jak ktoś napisze pod tym tekstem niemiły komentarz to zaraz Google zindeksuje i w te pędy prześle do NSA?

  4. Art says: Odpowiedz

    Wszystko to brzmi przerażająco.
    Podziele sie swoim doswiadczeniem zdobytym w tym tygodniu (21-24/01/19).
    Posiadam obywatelstwo polskie ale o wizę B1/B2 występowałęm z Niemczech.
    Wypełnienie wniosku DS160 rzeczywiście pochłania czas…w moim przypadku ok 2 godz ale dla mnie do zaakceptowania.
    Opłata 144 EUR. Termin wizyty 3 dni pózniej. Konsulat US w Monachium.
    Kolejka kilkanaście osób do security check, oczekiwanie ok. 20 min.
    Procedura security check tak jak przy kazdej odprawie na lotnisku więc standard plus przyjemniejsza atmosfera i żartobliwa gadka-szmatka.
    Potem od razu skanowanie palców ok 3 min.
    Oczekiwanie na wezwanie do żółtej, niebieskiej lub czerwonej kolejki ok. 20 min
    Rozmowa z konsulem przez “okienko pocztowe” ok 10 min, generalnie na wesoło, miła pogawędka, dużo uśmiechów, żartów itp.
    Summa summarum moje przejście przez proces przyznania wizy był w miarę szybki i przyjemny.

    1. eskaibea says: Odpowiedz

      Dokładnie tak samo wygląda to w Polsce i w każdym kraju, który jest w ruchu wizowym. Zależy to wyłącznie od podkoloryzowania przez tego co daną sytuację opisuje. Dla jednego 20 minut czekania to upokorzenie dla drugiego 2 razy mniej niż czeka do lekarza. A już przyjmowanie przez ambasadora w pokoju z wysokim sufitem, no prychłem mocno.

      Wiadomo, że utrudnieniem jest to, że są tylko dwa miejsca w Polsce, gdzie daną wizę można dostać, że kosztuje to dość sporo, że wypełnić wniosek. Warto jednak zauważyć, że odsetek odrzuconych wejść na teren USA w ruchu wizowym jest o wiele mniejszy. Lepiej chyba odrzucić kogoś tutaj kto “w Łomży nie ma roboty”, niż żeby wracał z lotniska.

      Kolejka na JFK – stoją tam wszyscy, którzy nie mają obywatelstwa usa lub zielonej karty. Nie ważne czy posiadają wizę czy nie.

      Ogólnie, wpis bardzo negatywnie nastawia do uzyskiwania wiz. Prawda jest jednak taka, że im wiecej ludzi wize dostaje tym lepiej, bo łatwiej osiągniemy próg bezwizowy. Każdy kto nie jedzie do pracy w usa tylko turystycznie, tak na poważnie i ma pieniądze na to, to wize dostanie.

  5. Wizer says: Odpowiedz

    Przesadzasz. Oczywiscie jankesi rowniez, ale Twoje dodatkowe rozbuchane opisy do prostych czynnosci… sprawa jest prosta. Ile osob rocznie z kazdego kraju na swiecie chce wjechac do Rosji Chun czy uwaga Etiopii? Co wiecej zostac tam na zawsze. Nie dziwota ze Amerykanie nie chca wpuscic byle kogo. Ot, to tez wolnosc, wolnosc ich wyboru kto bedzie ich gosciem…

    1. dsadas says: Odpowiedz

      oni nie sa tam u siebie, oni sa okupantami kraju Indian ktorych prawie wszystkich brutalnie wymordowali w ludobojstwie a pozniej niewolnictwo i w ostatnich 150 latach festiwal nielegalnych inwazji, terroru i zbrodni.

  6. fdsfds says: Odpowiedz

    E tam, ja tez bylem, 20 minut i po sprawie. Pytali tylko o zawod, cel podrozy i tyle. Nie wiem o co tyle halasu.

  7. Być może to wszystko prawda, być może większość lub pewna część to prawda, ale artykuł napisany w takim stylu, że nie wierzę w ani jedno jego słowo.

  8. alejutro says: Odpowiedz

    Byłem po wizę w maju 2018 a na JFK we wrześniu. Miło, uprzejmie i kulturalnie. Całość związana z wizą – zajęła nie więcej niż 20 minut, pytania ogólne o cel i termin podróży. Nikt mnie nie strofował jak przykładać palce do skanera, tylko uprzejmie mówił że najpierw 5 potem tylko kciuki.
    Na lotnisku pytania czy tylko NYC czy gdzieś jeszcze, gdzie będziemy przebywać (odpowiedź, że apartament z airbnb wystarczyła) i kiedy zamierzamy wyjechać.
    Chciałbym, żeby urzędnicy w Polsce byli za każdym razem tak uprzejmi.

  9. Tadeusz Zimny says: Odpowiedz

    jebane jankesi

  10. Winnetou says: Odpowiedz

    A głupie polactfo dalej włazi w doopę USRaelowi, wierząc, iż kał-boje to najlepsiejsze frenty. A pejsaty konsul strzyże durne owieczki po 600 złociszy, bez względu NATO, czy dostaniesz przepustkę do tego “raju”, czy też usłyszysz – przykro mi, nie spełniasz naszych wymagań

    PS
    W komentarzach też widać paru jankeskich obciągaczy.

    1. Jacek says: Odpowiedz

      600 PLN to nic, pamiętam czasy gdy trzeba było dzwonić na słynne 0700. Znajomy na telefon wydał mniej więcej ówczesną średnią wypłatę i guzik załatwił. Przyjaciele q@#@ ich mać.

  11. tomahawk says: Odpowiedz

    2 aktorów co rozwaliło Polskę.
    Kał-boj Regan i
    krypto7yd Wojtyła-Katz

    https://d-pt.ppstatic.pl/k/r/1/62/e3/524ad78a40ee7_p.jpg?1400989628

  12. tomahawk says: Odpowiedz

    Demon-kracja w wykonaniu bandziorów z hameryki które tak uwielbia gawiedź z Polski.

    https://3.bp.blogspot.com/-3eN32fkfW3s/Wm50I_tC0FI/AAAAAAAARw0/SHFXs9Kz7KMwo72t2BWlK5t4JtYW382LACEwYBhgL/s1600/otwierac487-demokracja.jpg

  13. arek says: Odpowiedz

    Przeczytałem pierwszych kilka zdań. Do sedna
    1. Wszyscy wiemy, że tak wygląda to od lat. Skoro Cię tam nie chcą, to po co się tam pchasz? Jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia. Chciałbym zobaczyć Rosję inna niż Moskwa Władka. Ale nie chcą tam Polaków. Więc nie jadę. Miałem wybór- poniżanie się w Krakowie i być może wyjazd na urlop do USA albo wyjazd do Chin. Polecam Chiny.
    2. Od zawsze wiadomo, że wymogiem koniecznym ruchu bezwizowego jest spadek ilości odmów, poniżej określonego procentu. Dopóki polscy “górale” jeżdżą do pracy na wizie turystycznej, dają się złapać na pracy, albo wracają po terminie, i zaraz występują o nową promesę, to nic się nie zmieni.
    3. Wiza do Abchazji? To jest taki kraj? Rozumiem, że wjechałeś tam z Rosji, bo raczej nie z Gruzji? Kto wydaje abchaską wizę? Sorry, że tak pytam, ale brzmi to jak wiza do Sosnowca.

    1. 1.Chcę jednak zobaczyć jak najwięcej świata, a że pojawiła się dobra możliwość odwiedzenia Nowego Jorku, to żal było nie skorzystać.

      2.Ale to zupełnie inny temat. W artykule nie narzekam na KONIECZNOŚĆ uzyskania wizy, tylko na absurdalną PROCEDURĘ.

      3.Abchaską wizę wydaje abchaski MSZ, a wjechałem tam ze strony Gruzji. Trochę o wizie i granicy jest tutaj: http://www.stacjafilipa.pl/2016/11/13/abchazja-diabelski-mlyn-oczamczirze-2016/

  14. wiesiu says: Odpowiedz

    Spadajcie w w dupe szarpane syfiarze.Dziwie sie,ze ktos w ogóle chce tam jechać debile jakies chyba.I ta morda tej plastusiowej lalki to porażka jakas jest.

  15. buba says: Odpowiedz

    Wyjazd gdzies w podroz powinien byc chyba przede wszystkim przygodą. A jak widac ten byl. Zapadł w pamiec, odroznial sie od innych, sklonil cie do napisania ciekawego artykułu. Gdyby procedura wizowa byla “letnia” i nijaka – ten dzien bylby jednym z wielu takich samych twoich dni… a za 20 lat w ogole bys zapomnial o jego istnieniu… Grunt ze sie udalo i poznales na wlasnej skorze cos nowego, nietypowego i niecodziennego :)

  16. Adam says: Odpowiedz

    Miejmy nadzieję, że Natalia wizę dostała.

  17. Natasha says: Odpowiedz

    Ali morate preseliti v Kanado ali ZDA? Prepričan sem, da lahko pomagam. Sem odvetnik za priseljevanje, lahko me kontaktirate attorneyslifestyle@hotmail.com

Dodaj komentarz