Czego nas uczy koronawirus? Czyli jakich chorób bać się w podróży

Medialna panika, związana z odkrytym w Chinach koronawirusem, obnażyła spore pokłady niewiedzy oraz wytworzyła mylny strach przed podróżami. Jednak czy to koronawirus rzeczywiście jest największym medycznym problemem podróżnika?

Pod koniec 2017 roku w wietnamskim mieście Hue pogryzł mnie pies. Teoretycznie to nic strasznego – rana była niewielka, a zwierzak miał właścicieli, którzy na wyraźną prośbę pokazali mi kartę szczepienia przeciwko wściekliźnie. A jednak wpadłem w lekką panikę – skąd mam wiedzieć, że dokument, napisany po wietnamsku, dotyczył akurat tego psa, a nie pięciu innych, biegających po podwórku?

Zdecydowałem więc o przyjęciu cyklu szczepień przeciwko wściekliźnie (dzięki długiemu okresowi inkubacji wirusa szczepienie jest skuteczne także PO ugryzieniu przez chore zwierzę). Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, byłem jedną z 29 milionów osób, które corocznie przyjmują szczepienia na wściekliznę po ryzykownym zdarzeniu.

Ostatnia dawka szczepienia wypadała dokładnie w sylwestra. Lekarka stanowczo zabroniła picia alkoholu, więc nowy rok przywitałem całkowicie na trzeźwo. Spotkałem się wówczas z wieloma głosami, sugerującymi, że przesadzam: przecież to tylko mały piesek, na dodatek posiadający właściciela. Być może przesadzałem, ale wolałem być wówczas w grupie 29 milionów zaszczepionych, niż wśród kilkudziesięciu tysięcy śmiertelnych ofiar wścieklizny. Bo kiedy pojawią się pierwsze objawy, przed tą straszną chorobą nie da się już uciec – w ciągu tygodnia następuje śmierć w męczarniach.

Zagrożenie chorobami to nieodłączna część podróży

W Polsce wścieklizna od wielu lat nie jest już problemem, jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej w wielu krajach światowego Południa – choćby w Wietnamie choroba wciąż stanowi bardzo poważny problem epidemiologiczny. Takich przykładów jest dużo więcej, dlatego świadome podróżowanie po egzotycznych zakątkach wymaga choćby podstawowej wiedzy z zakresu spotykanych na świecie problemów zdrowotnych.

Są choroby, przed którymi można (i należy) się zaszczepić. Mój podstawowy zestaw szczepień podróżniczych to żółtaczka (A i B), dur brzuszny, tężec, błonica, żółta gorączka.

Żółta Międzynarodowa Książeczka Szczepień to niezbędna rzecz w kieszeni każdego podróżnika. Dosłownie - pewne szczepienia są obowiązkowo sprawdzane przy wjeździe do niektórych krajów
Żółta Międzynarodowa Książeczka Szczepień to niezbędna rzecz w kieszeni każdego podróżnika. Dosłownie – pewne szczepienia są obowiązkowo sprawdzane przy wjeździe do niektórych krajów

Niestety, istnieją też jednostki chorobowe, przed którymi nie można się zabezpieczyć szczepionką. Jak podaje WHO, w 2018 roku 228 milionów ludzi zachorowało na malarię. Jeszcze bardziej przeraża mnie denga, gorączka krwotoczna, którą co roku infekuje się kilkadziesiąt milionów osób. Choć obie powyższe choroby przenoszą komary, w związku z czym teoretycznie można stosować moskitiery i dobre repelenty, to każdy podróżnik wie, że nie da się pojechać w tropiki i powrócić bez choćby jednego bąbla po komarze.

Wszystko to prowadzi do wniosku, że zagrożenie epidemiologiczne jest ryzykiem wpisanym w podróżowanie po świecie. Nawet jadąc na wakacje do Tajlandii trzeba mieć świadomość ryzyka zarażenia malarią, dengą, żółtaczką albo zwykłym wirusem pokarmowym, mogącym skutecznie zepsuć resztę podróży.

Ci sami ludzie, którzy wyśmiewali moje szczepienie przeciwko wściekliźnie, dzisiaj panikują przed chińskim koronawirusem. Znam też osoby, które lecą na wakacje do Tajlandii, całkowicie bagatelizując kwestię szczepień. – Jadę tylko na urlop – mówią, nie zdając sobie sprawy z panujących w tajskich restauracjach warunków higienicznych.

Toaleta w chilijskim barze. Chile to najbogatsze i najlepiej rozwinięte państwo Ameryki Południowej. Czy nadal chcesz podróżować bez szczepienia na żółtaczkę czy dur brzuszny?
Toaleta w chilijskim barze. Chile to najbogatsze i najlepiej rozwinięte państwo Ameryki Południowej. Czy nadal chcesz podróżować bez szczepienia na żółtaczkę czy dur brzuszny?

Niech przemówi statystyka

Parę dni temu pisałem na Facebooku, że to, co obserwujemy w Chinach, jest “pierwszą pandemią epoki TikToka”. Media społecznościowe ogarnia absolutna panika, czemu nie należy się dziwić. Wszystkie te widoki – zamknięcie przed światem olbrzymich metropolii, puste ulice, nakazy noszenia maseczek – są upiorne i bardzo przemawiające do wyobraźni. Do tej pory takie obrazy oglądaliśmy jedynie w filmach i czytaliśmy o nich w książkach.

Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że panika przed wirusem jest porównywalna z paniką przed lataniem. Samolot to dziś najbezpieczniejszy środek transportu, ale jego ewentualna katastrofa bardzo silnie przemawia do wyobraźni. Upadek z wysokości, śmierć w płomieniach – to przeraża. Podobnie jak obraz zamkniętego miasta.

Przywołajmy zatem statystykę. Na poniższym wykresie zamieściłem roczną liczbę zachorowań na kilka chorób, zestawionych z potwierdzonymi oficjalnie przypadkami infekcji nowym koronawirusem. Ze względu na brak jasno weryfikowalnego źródła danych o chorobach, podane liczby należy traktować umownie (o źródłach więcej na końcu wpisu), jednak ogólną tendencję widać aż nadto wyraźnie.

Kolejny wykres to liczba osób zarażonych koronawirusem w prowincji Hubei (kolor, ekhm, czerwony) w porównaniu do liczby mieszkańców prowincji.

Weźmy pod uwagę jeszcze Hongkong, ośmiomilionowe miasto, które obecnie zamknęło niemal wszystkie przejścia graniczne z kontynentalnymi Chinami.

Porównajmy wreszcie prawdopodobieństwo śmierci za sprawą chińskiego koronawirusa z szansą śmiertelnego wypadku na polskiej drodze oraz kilkoma innymi przykładami, które spontanicznie przyszły mi do głowy.

To wszystko nie znaczy oczywiście, że zagrożenie nie istnieje. Decyzji o zamknięciu dziesięciomilionowego miasta nie podejmuje się ot tak, bez istotnych przesłanek. Lepiej zapobiegać niż leczyć, tym bardziej, że wciąż nie znamy odpowiedzi na wszystkie związane z wirusem pytania, ale nie wolno zapominać o podstawowej logice, rozumie i godności człowieka.

Prawda jest taka, że znaczna większość informacji, docierających do nas z Chin, jest bardzo rozdmuchana. Wielu Chińczyków, podobnie zresztą jak mieszkających w Chinach obywateli Zachodu, z wirusowych przekazów uczyniło sobie sposób na szybki zarobek. Halo, mamy 2020 rok, viralowe filmiki się monetyzuje, na fake newsach można nieźle zarabiać, a umiejętność oceny materiałów medialnych powinno się nabywać już w pierwszych klasach szkoły podstawowej.

To zdjęcie zrobiłem w 2017 roku w Osace (Japonia). Widok człowieka w masce działa na nas elektryzująco, ale na ulicach wielu azjatyckich miast to codzienność. Gęste zaludnienie wielkich metropolii wymusza stosowanie maseczek nawet w przypadku niewielkiego przeziębienia. Bo po co zarażać ludzi wokół? Jeżeli mógłbym sobie czegoś życzyć w związku z medialną paniką dotyczącą koronawirusa, to właśnie tego, aby i Polacy nauczyli się nie uprzykrzać sobie życia, w okresie zimowym plując wirusami na prawo i lewo...
To zdjęcie zrobiłem w 2017 roku w Osace (Japonia). Widok człowieka w masce działa na nas elektryzująco, ale na ulicach wielu azjatyckich miast to codzienność. Gęste zaludnienie wielkich metropolii wymusza stosowanie maseczek nawet w przypadku niewielkiego przeziębienia. Bo po co zarażać ludzi wokół? Jeżeli mógłbym sobie czegoś życzyć w związku z medialną paniką dotyczącą koronawirusa, to właśnie tego, aby i Polacy nauczyli się nie uprzykrzać sobie życia, w okresie zimowym plując wirusami na prawo i lewo…

“Czy powinienem lecieć do Azji?”

Wracając do tematu podróży… Z tego wszystkiego wynikają trzy logiczne sposoby postępowania:

  1. boisz się wirusa z Chin, podobnie jak malarii, dengi i amebozy, więc zostajesz w domu;
  2. bagatelizujesz wszystkie możliwe choroby i związane z nimi szczepienia – raz się żyje, choćby krótko;
  3. znasz możliwe zagrożenia, pilnujesz kalendarza szczepień, zachowujesz podstawową higienę osobistą i nie poddajesz się zbiorowej panice.

Niestety, problem z podróżą do Azji w obecnym czasie wiąże się nie tylko z kwestiami medycznymi, ale również problemami natury organizacyjnej/gospodarczej. Odwołane loty, kwarantanna, brak zaopatrzenia w sklepach – to tylko niektóre problemy. Pchając się na siłę do miejsc takich jak Hongkong czy Makau (dokąd jeszcze latają samoloty), ryzykujemy wystąpienie ogromnych problemów i stratę dużej ilości pieniędzy.

Do krajów Azji Południowo-Wschodniej leciałbym, nie rezygnując z wcześniej zaplanowanego urlopu. Warto jednak podkreślić, że część zakażeń koronawirusem z Wuhan najprawdopodobniej przebiega bezobjawowo. W związku z tym po wizycie w teoretycznie zagrożonym regionie przez pewien czas odpuściłbym spotkania z osobami starszymi, chorymi i osłabionymi. Nie ma potrzeby narażać bliskich, zwłaszcza starszych, osłabionych lub cierpiących na choroby przewlekłe, nawet gdy ryzyko zachorowania wynosi ułamek promila.

Ostatnia rada brzmi: warto słuchać specjalistów, a nie Internetu. Ja też specjalistą nie jestem. Pozwalam sobie na przytoczenie paru statystyk oraz opowieści z własnego – niemałego przecież – doświadczenia podróżniczego. Przez ostatni miesiąc uważnie śledziłem temat wirusa z Wuhan, czytając wiele tekstów specjalistycznych oraz słuchając kilkudziesięciu audycji z zaproszonymi lekarzami, wirusologami oraz epidemiologami (wszyscy mówią z grubsza to samo – nie ma powodu do paniki). Jednak, jeśli ktoś z Was ma jakiekolwiek wątpliwości, lepiej radzić się specjalisty, niż “znawcy” tematu z drugiej strony kabla internetowego.


Źródła danych: przy podawaniu danych i tworzeniu wykresów najczęściej korzystałem z oficjalnej strony Światowej Organizacji Zdrowia. Niestety przywołanie jednoznacznej statystyki dotyczącej chorób jest bardzo trudne ze względu na mnogość źródeł oraz różniące się od siebie wyliczenia. Jak rozumiem, problemem w tym zakresie jest kiepski dostęp do służby zdrowia w niektórych regionach świata, brak prowadzenia statystyk przez słabo rozwinięte państwa, wreszcie problemy z określeniem jednoznacznego powodu zgonu (choroba A, choroba B, a może powikłania?). Podawane liczby należy zatem traktować umownie, w kategorii “rząd wielkości” a nie “dokładna ilość przypadków”.

Dane dot. 2019-nCoV: https://gisanddata.maps.arcgis.com/apps/opsdashboard/index.html#/bda7594740fd40299423467b48e9ecf6

Dane dot. malarii: https://www.who.int/malaria/en/

Dane dot. wścieklizny: https://www.who.int/immunization/diseases/rabies/en/; https://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/rabies

Dane dot. świńskiej grypy: http://www.euro.who.int/en/health-topics/communicable-diseases/influenza/data-and-statistics/seasonal-influenza-ah1n1-key-issues

Dane dot. duru brzusznego: https://www.who.int/immunization/diseases/typhoid/en/

Liczba ofiar wypadków drogowych: http://statystyka.policja.pl/download/20/308515/Wypadki2018.pdf

Liczba ofiar katastrof lotniczych: http://www.baaa-acro.com/casualities-graph?created[min]=2010-01-01&created[max]=2019-12-31

Liczba zamordowanych na ulicach amerykańskich miast: https://dataunodc.un.org/crime/intentional-homicide-victims


Jeżeli zainteresował Cię ten materiał, wesprzyj mnie na Patronite. Blog utrzymuje się bez reklam ani materiałów sponsorowanych, a pracy nad tym wszystkim jest… niemało ;)


Zobacz też:

(Zbyt) egzotyczny Durban
Khao Chong Pran: spektakl milionów skrzydeł
Adres: cmentarzysko samolotów
Oszustwa w podróży. Z wizytą w najbardziej kanciarskim kraju świata
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

1 komentarz

  1. Mnie takie wirusy oraz epidemie uczą tego że natura raczej sama ich nie tworzy wszystkich. Człowiek podejrzewam że sam jej pomaga w coraz to dziwniejszych schorzeniach aby potem sprzedać na nie lekarstwa.

Dodaj komentarz