Miejsca, które zmieniły Boga. Eksplorując opuszczone kościoły Dolnego Śląska

Ważne grobowce można rozpoznać po wystawnych dziurach w ziemi. Bluszcz zapada się prosto w ziejącą czernią jamę. Czasem w dole zieleni się wieko omszałej trumny. Na próżno szukać tam czegoś innego – cokolwiek cennego było kiedyś w grobowcu, dawno zostało wykradzione. A kości? Rozniosły psy albo oplótł bluszcz. Bóg jeden wie, co się z nimi stało.

A może i nie wie, bo już dawno tu nie przebywa. To znaczy Bóg jest, nie żeby wioska była całkiem pozbawiona jego opieki, tylko że to już inny Bóg, biało-czerwony, watykański. Ten drugi chwilowo tu nie mieszka. Pamięta o nim tylko napis nad drzwiami starego kościoła, dobitnie ujmując obecny stan rzeczy: “Wie heilig ist diese Stätte! Hier ist nichts anderes denn Gottes Haus” czyli “O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga!” (to cytat z Księgi Rodzaju, rozdział 28, werset 17).

Aż ciarki przechodzą.

O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga!
O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga!

Kościół w Starych Jaroszewicach jest okazały, z wielką wieżą, wysokimi ceglanymi ścianami, pozostałościami spiralnych schodów. Jeszcze stoi. Za nim, w mroku spowitych bluszczem drzew, rozciąga się cmentarz. Prócz rozgrabionych grobowców i zarośniętych kamiennych płyt, stoją tu także trzy albo cztery nowe groby, bez płyt, jedynie z krzyżem wbitym w kupkę udeptanej ziemi. Czyją wolą był odpoczynek w tym zapomnianym miejscu? Być może spoczęli tutaj miejscowi mieszkańcy, urodzeni w niemieckich rodzinach, a po wojnie na siłę spolszczeni. A może w rodzinną ziemię wrócił ktoś, kto większość swojego życia przeżył gdzieś za Nysą Łużycką, tam, gdzie cofnęła się jego ojczyzna po 1945 roku.

Cmentarz ewangelicki w Starych Jaroszewicach
Cmentarz ewangelicki w Starych Jaroszewicach
Płyty nagrobne wyrastają z wijącego się po ziemi bluszczu
Płyty nagrobne wyrastają z wijącego się po ziemi bluszczu

Pół kilometra dalej religijną konkurencję aktualnie wygrywa kościół pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia NMP. Za nim – nowy cmentarz. Zwycięzca tej modlitewnej potyczki jest jasny. Przynajmniej na razie, bo kto może wiedzieć, co będzie się działo w Starych Jaroszewicach za sto lat? – Tam stoją ruiny starego kościoła – powiedzą miejscowi muzułmanie. Albo: – Szzzzz, szzzz, szzzz – powie wiatr, samotnie wiejący po wypalonym katastrofą klimatyczną pustkowiu.

Wieża kościoła w Starych Jaroszewicach. Widoczna data budowy - 1844
Wieża kościoła w Starych Jaroszewicach. Widoczna data budowy – 1844
Jaroszewickie grobowce zostały już dawno rozkradzione
Jaroszewickie grobowce zostały już dawno rozkradzione

Dwie wieże

– Pamiętam ten kościół, był bardzo ładny jak w 1968 przyszłam – opowiada mieszkanka podgórskiej wioski. – Tu się odprawiała msza święta, katolicki to był kościół. Wiadomo, że ewangelicki był jak te czasy wojenne te, druga wojna światowa, pierwsza wojna światowa, to był ewangelicki kościół, oni go budowali. Bardzo ładnie tam było. – Kobieta namyśla się chwilę. – Przepięknie było. Jest dużo pomieszczenia. Są dwa mury. Także bardzo ładny kościół. Zabytkowy go remontował. A teraz zabytkowy się powołuje żeby część mieszkańcy wyłożyła swoje fundusze. No ale jeszcze na razie nie było, ten. Ale podany jest jako zabytek! No i chcą zrobić żeby to było dla wszystkich wiar jak będzie odnowiony. Może tu być teatr, mogą tu się wesela odbywać bo jest tyle pomieszczenia, że wszystko może być…

Wszystko może być, ale póki co nie ma i dawny kościół ewangelicki z drugiej połowy XVIII wieku niszczeje pośrodku wsi. W wyjątkowym ośmiobocznym budynku zachowały się resztki ołtarza i dwa piętra z drewnianymi emporami.

Resztki ołtarza w opuszczonym ośmiobocznym kościele ewangelickim
Resztki ołtarza w opuszczonym ośmiobocznym kościele ewangelickim

Po sąsiedzku, dosłownie za płotem, wznosi się drugi kościół, wcale nie młodszy. Kiedyś musiała tu panować prawdziwa wojna o rząd dusz. Taka, jak dzisiaj w galeriach handlowych o wzniosłych nazwach, kiedy KFC zbuduje się zaraz obok McDonalda.

Dwa kościoły, oba zabytkowe. Jeden czynny, drugi opuszczony
Dwa kościoły, oba zabytkowe. Jeden czynny, drugi opuszczony

K. jak kruchość

Wystarczy jedna silniejsza burza i kościół w wiosce K. będzie bez szans. Teraz to, pani kochana, takie burze są, że to i grad jak strusie jaja może niebo zesłać. A jak się wtedy obroni rachityczna drewniana konstrukcja z 1746 roku?

Jeśli się zawali, będzie szkoda. Lokalna młodzież straci swoje miejsce na imprezy i wagary. W kościele dobrze się pije, o czym świadczą liczne butelki wbite w zastępujący dawną posadzkę piach. Są też papierosowe pety i trochę innych śmieci. Widać więc, że w wiosce K. to stary kościół pełni kulturotwórczą rolę wiejskiego przystanku PKS i trochę szkoda będzie, kiedy tutejsi bywalcy stracą lokalne centrum rozrywki.

No, a wioska przy okazji straci ducha i historię, i też trochę szkoda będzie.

Opuszczony kościół ewangelicki w wiosce K.
Opuszczony kościół ewangelicki w wiosce K.
Pozostałości drewnianego chóru
Pozostałości drewnianego chóru
Ciemne chmury zbierają się nad drewnianym kościółkiem
Ciemne chmury zbierają się nad drewnianym kościółkiem

Żeliszów – widmo pana Piotra

W Żeliszowie miało być najpiękniej. Tutejszy kościół ma nawet dumnie brzmiącą nazwę – to Perła Żeliszowa. Miejsce znane nie tylko miłośnikom architektury sakralnej, ale i wielbicielom fotografii oraz opuszczonych miejsc. Częstymi gośćmi w Żeliszowie są także pary młode, pod tutejszymi emporami pragnące zrobić niezapomniane zdjęcie na całe życie.

– To naprawdę nie można tutaj wejść? – nie dowierzają rozczarowani państwo młodzi, Dominika i Konrad.
– Nie można – odpowiadam i snuję opowieść o fundacji, która kilka lat temu przejęła to miejsce i rzekomo zamierza przywrócić mu dawną świetność, ale póki co nie da się do nich dodzwonić, bo jeden wolontariusz utknął za granicą, drugi nie chce przyjechać, trzeci i czwarta przez trzy dni nie odbierają telefonów, a rzecznik fundacji, choć miły, mieszka pół kraju dalej. No więc nie zobaczysz Perły Żeliszowa, potencjalny turysto, nie zrobisz w niej szałowego zdjęcia, panno młoda, chyba że spróbuję zadzwonić jeszcze raz do pana Piotra. A zresztą, próbuję. I po raz czterdziesty słyszę głuchy dźwięk w słuchawce.

Pan Piotr nigdy nie odbierze i nigdy nie oddzwoni. Może jest tylko widmem, jak czasy świetności Perły Żeliszowa.

Kościół w Żeliszowie widziany z terenu przylegającego doń cmentarza
Kościół w Żeliszowie widziany z terenu przylegającego doń cmentarza

Goszczinność pani Ewy

– A już mi tak przykro było, że przez tę pandemię nie będziemy mieć w ogóle turystów – mówi uradowana pani Ewa. – Zostawiłam zupę na gazie, ale w końcu jest niedziela, więc kiedy spodziewać się przyjezdnych, jak nie dziś.

Monumentalny kościół w Goszczu robi wrażenie, a to przecież tylko fragment dawnego założenia pałacowego. Świątynia była połączona z pałacem przy pomocy długiego łącznika, rozebranego po wojnie przez miejscową ludność. Sam pałac znajduje się w stanie agonalnym i będzie w najlepszym wypadku odrestaurowaną ruiną. W najgorszym – kupą gruzu. I to już za parę lat, jeśli nie znajdą się pieniądze na jego konserwację.

W Goszczu pozostało jednak całe założenie dworskie, no i kościół, perła w koronie. – Pięć lat temu zabezpieczyliśmy świątynię przed dalszą dewastacją – mówi pani Ewa. – Wymieniliśmy dach, bo to najważniejsze, a teraz wieża jest w trakcie restauracji. Zamontowaliśmy także okna i odnowiliśmy sarkofagi rodziny von Reichenbach. Plany mamy wielkie, ale boję się, co przyniesie nam ta cała pandemia. Czy będą środki na dalszy remont kościoła? – martwi się kobieta.

Barokowy pół-opuszczony kościół w Goszczu
Barokowy pół-opuszczony kościół w Goszczu

Podobnie jak w Żeliszowie, tutejszym kościołem poewangelickim opiekuje się miejscowa fundacja. Tyle że działa dużo lepiej. W dawnej świątyni odbywają się spektakle teatralne, klasyczne koncerty, a nawet, choć to dla niektórych kontrowersyjne, imprezy techno. Stąd też oficjalna nazwa nowej funkcji kościoła – Świątynia Artystów.

– Takie mamy czasy, że wszyscy już wszędzie byli. Wrocław objeżdżony, Książ objeżdżony, ale Goszcz jeszcze nie. Proszę napisać, że zapraszamy. Teraz pora na Goszcz! – podkreśla pani Ewa.

Goszcz - pod kopułą starego kościoła ewangelickiego
Goszcz – pod kopułą starego kościoła ewangelickiego
Malowidła naskalne są pamiątką po okresie, w którym każdy mógł wejść do świątyni
Malowidła naskalne są pamiątką po okresie, w którym każdy mógł wejść do świątyni
Częściowo odnowione sarkofagi rodziny Reichenbachów
Częściowo odnowione sarkofagi rodziny Reichenbachów

Gostków. Kobiety, które kupiły sobie cmentarz

Fundacji jest w okolicy wiele, a jedna z najbardziej niezwykłych mieści się w Gostkowie koło Wałbrzycha. To opowieść o dwóch kobietach, które z dnia na dzień kupiły cmentarz, później wydobyły spod ziemi nagrobki i od lat pracują nad ich pieczołowitą restauracją. Historię Haliny i Angeliki opisał pewnego dnia Mariusz Szczygieł.

Kościoła nie da się już uratować. Pewnego dnia korzenie rosnących na murach drzew ostatecznie rozsadzą stare cegły i budowla z 1785 roku ostatecznie runie.

Słońce zachodzi nad opuszczonym kościołem w Gostkowie
Słońce zachodzi nad opuszczonym kościołem w Gostkowie
Z dawnej świątyni pozostał już tylko szkielet
Z dawnej świątyni pozostał już tylko szkielet
Może Oko tylko mydli oko i nawet nie należy do katolika
Może Oko tylko mydli oko i nawet nie należy do katolika

Co innego cmentarz. Będąc w Gostkowie, nie robię ani jednej fotografii ewangelickiej nekropolii. Na zdjęcia szukam raczej miejsc solidnie nadgryzionych zębem czasu, a gostkowski cmentarz wydaje się jakby wczoraj pozostawiony przez Niemców. Dopiero po uważnym prześledzeniu tematu doceniam olbrzymią, tytaniczną wręcz pracę, jaką dwie miejscowe kobiety włożyły w ratowanie dziedzictwa swojej wioski. Niewiarygodne.

Cmentarz w Gostkowie parę lat temu i dziś - mrówcza praca Haliny i Angeliki nie idzie na marne. Fot. Fundacja Anna w Gostkowie
Cmentarz w Gostkowie – mrówcza praca Haliny i Angeliki nie idzie na marne. Fot. Fundacja Anna w Gostkowie

Prowadzę tego bloga od wielu lat, nie umieszczając w nim reklam ani materiałów sponsorowanych. Pracy nad tym wszystkim jest niemało. Jeżeli zainteresował Cię ten materiał, wesprzyj mnie na Patronite.


Zobacz też:

Polski atom? Na tropie baz nuklearnych w lasach Pomorza
„Rekpieskat in pace” – reportaż z cmentarza dla zwierząt
Opuszczona twierdza artysty
Maryja tu, Maryja tam. Zachwycająca Valletta i spacer śladami świętych
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz