• Ameryka Południowa
  • Boliwijski targ czarownic – z wizytą w sklepiku diabła

    Boliwia. Kraj niejednorodny, pełen tajemnic i dziwactw, zagadkowych zwyczajów, niezwykłych miejsc. Lokalne tradycje nie zdążyły tu jeszcze zaniknąć. Andyjskie miasta, nawet gdy przyprószone turystycznym lukrem, wciąż zachowują swój unikalny charakter. Nie inaczej jest ze słynnym Mercado de Brujas, targiem czarownic ukrytym w plątaninie uliczek starej części La Paz. Po dziś dzień można tu kupić magiczne proszki, amulety, elementy czarnomagiczne, no i namiętnie obfotografywane przez turystów suszone płody lam. Warto zajrzeć do wnętrza sklepików, bo religijny synkretyzm w wykonaniu Indian jest nawet ciekawszy niż magiczne ingrediencje.
  • Ameryka Południowa
  • Nie tylko sushi, czyli surowa ryba na stole

    Parę lat temu Polacy zakochali się w egzotycznym sushi. Na ulicach jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać knajpy z japońskimi specjałami. Dziś w centrach dużych ośrodków miejskich łatwiej jest znaleźć właśnie taki lokal, niż bar mleczny z tradycyjnymi pierogami i schabowym. Choć to nie zawsze prawda, przyjęło się w dużym uproszczeniu uważać sushi za "surową rybę" serwowaną na sposób japoński. A skoro tak, to może do gustu Polakom przypadną i inne, może nawet bardziej egzotyczne propozycje dań z surowej ryby?
  • Ameryka Południowa
  • Valparaíso – trolejbusowa podróż w czasie

    W powojennych hollywoodzkich klasykach często pojawiają się charakterystyczne zielone autobusy - klasyczne Pullmany z lat czterdziestych, najczęściej rozpoznawalne za sprawą licznych zaokrągleń. Podobnie jak samochody na korbkę czy tramwaje konne, takie autobusy spotkać można już tylko w muzeach. Jednak na końcu świata, w chilijskim Valparaíso, po dziś dzień kursuje siostrzana seria pullmanowskich trolejbusów. To najstarsze tego typu maszyny na świecie.
  • Ameryka Południowa
  • Kolorowy zawrót głowy

    Boliwijskie ulice to mało wyjątkowy chaos. Często czytuję napisane z przejęciem artykuły o miejscach, gdzie zasady ruchu ulicznego nie obowiązują; tymczasem wystarczy pojechać do Lwowa, tam też prawo drogowe nie jest najchętniej przestrzegane. Nie będę więc opisywał symfonii klaksonów, jaką dostaje się po uszach w boliwijskich miastach. Tam zwraca uwagę co innego - prawdziwy południowoamerykański król szos!