Samozwańczy kustosz tajemnic

Jeszcze 20 lat temu palił w piecu radzieckimi mundurami. Bo zalegały tu wszędzie, a poza tym „trzeba było odreagować”. Dziś Andrzej Michalak jest samozwańczym kustoszem historii Bornego Sulinowa. W swoim garażu stworzył chyba najbardziej niezwykłe prywatne muzeum w Polsce – znajdzie się tutaj zarówno silnik od radzieckiego czołgu, jak i pozostałości po Dębie Hitlera, a przede wszystkim prawdziwa pasja. I wojskowa zadziorność.

Letni wieczór w Bornem Sulinowie
Letni wieczór w Bornem Sulinowie

Żeby dotrzeć do domu Andrzeja Michalaka, trzeba przejechać przez dawną bramę garnizonu wojskowego. Łatwo rozpoznać, że kiedyś drogę zasłaniał tu masywny szlaban, a przez okienko wyłaniał się żołnierz z czerwoną gwiazdą na czapce. Dzisiaj nie ma już szlabanu ani żołnierza, można więc przejechać bez problemu, aby na następnym skrzyżowaniu skręcić w prawo. Tam, gdzie wznosi się niedobudowany blok mieszkalny typu Leningrad, a pod nim rdzewieje kilka odstawionych na zawsze samochodów. A jakby tego było mało, zaraz pod domem Andrzeja Michalaka stoi kamień ze swastyką i napisem „Hitler Eiche”.

Kamień upamiętniający Dąb Hitlera (więcej o nim w dalszej części tekstu)
Kamień upamiętniający Dąb Hitlera (więcej o nim w dalszej części tekstu)

Jest ciepły letni wieczór. Środek lipca, godzina dwudziesta. Dzieci leniwie jeżdżą rowerami po osiedlu. Dorośli piją piwo i palą papierosy. Andrzej Michalak siedzi przed domem, wspiera się na lasce i karci mnie za spóźnienie.

– Przecież nie jestem za późno. Miałem być koło 20, a jest 20:03 – próbuję się bronić, ale szybko uznaję, że to na nic. Pan Andrzej to prawdziwy wojskowy, czuć od razu. Kiedy spełnia daną mi obietnicę (pomaga zdobyć informacje do jednego z następnych tekstów), zauważa towarzyszącą mi koleżankę Magdę. – Ty, młoda – woła – masz chłopaka?
– Posiadam – przewrotnie odpowiada Magda.
– Posiadasz czy dosiadasz?

Zapada niezręczna cisza. My, mieszczuchy, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego rodzaju dowcipów. A to dopiero preludium. Za chwilę dowiemy się, jak sprawdzić, czy mężczyzna był niewierny wobec kobiety („kazać mu usiąść w misce z wodą, jeśli klejnoty wypłyną na wierzch to puste, zdradził”) i jak sprawdzić, czy kobieta zdradzała męża („kazać jej się rozebrać, postawić świeczkę między nogami i jeśli dym wyjdzie przez usta to czyszczona, zdradzała”).

Sprośne wojskowe dowcipy wprawiają nas w lekkie zmieszanie, a Magda ewidentnie nie czuje się z nimi dobrze, ale tu, przy zachodzącym lipcowym słońcu, pod opuszczonym radzieckim blokiem, tworzą pewien klimat. Zresztą, Andrzej Michalak może sobie na nie pozwolić. Jest przecież legendą Bornego Sulinowa.

Pod domem Andrzeja Michalaka
Pod domem Andrzeja Michalaka

Muzeum w garażu

Następnego dnia wracam tu z większą grupą. Pan Andrzej otwiera swój garaż i pobiera po 5 złotych od osoby. To jego prywatne królestwo, Izba Muzealna historii Bornego Sulinowa i okolic. Na ścianach wiszą wojskowe mundury, tablice informacyjne i propagandowe, proporce, stare mapy, zdjęcia i portrety. W gablotach: wojskowe drobiazgi. Ordery, drobne fotografie, listy, pocztówki, monety i banknoty, butelki, etykiety od papierosów marki „Łajka”. Większość po rosyjsku, ale nie brakuje i znalezisk niemieckojęzycznych, a także polskich, choć polska historia tego miejsca rozpoczęła się dopiero po wyjeździe ostatnich radzieckich żołnierzy w 1993 roku.

Dziś to pamiątki po całkowicie minionych czasach, ale kiedy Andrzej Michalak wprowadzał się do Bornego Sulinowa, całe miasto było pełne podobnych pozostałości: – Kupiłem ten dom w 1996 roku. Ruscy mieli tu swoją mundurówkę. Całe pokoje były pełne mundurów Armii Czerwonej – wspomina kustosz.
– I co pan z nimi zrobił? – dopytuję.
– Spaliłem w centralnym. Trzeba było odreagować. A co ja miałem myśleć, że dzisiaj bym turystom sprzedał za grube pieniądze? To inne czasy były. Trudno, życie jest za krótkie, żeby się pierdołami przejmować.

Na samym środku garażu stoi pordzewiały silnik. – Czołgowy – komentuje właściciel Izby Muzealnej. – T34, wersja wojenna. 520 koni, 12 cylindrów, dwie głowice. Dwa tygodnie temu przyniósł mi go sąsiad. Akurat buduje dom, zaczął kopać piwnicę i wyjął ten silnik z ziemi.

Garażowa ekspozycja rozrasta się już od 10 lat. W mieście, które słynie zwłaszcza ze swojej historii, to właściwie jedyne muzeum dziejów Bornego Sulinowa i okolic (działają tu także inne inicjatywy pasjonatów militariów, jednak skupiają się one głównie na wojskowych pojazdach). – Kiedyś, jak już trochę tego wszystkiego uzbierałem, to wymusiłem na burmistrzu, żeby zrobili ekspozycję muzealną w urzędzie miasta. I zrobili. Niewielka sala, jedna trzecia tego, co tutaj obecnie posiadam. A potem burmistrz się zmienił i wszystko zniknęło. Eksponaty zapadły się pod ziemię. Straciłem wszystko, bo byłem zbyt ufny i nie miałem żadnego dokumentu, że im cokolwiek przekazałem. To się wściekłem. Od tej pory zacząłem robić swoją własną Izbę Muzealną w garażu – wspomina Andrzej Michalak.

Izba Muzealna w prywatnym garażu. Na pierwszym planie widać wyciągnięty z ziemi silnik od czołgu
Izba Muzealna w prywatnym garażu. Na pierwszym planie widać wyciągnięty z ziemi silnik od czołgu
Przy ścianach stoją pamiątki po dwóch okupantach: III Rzeszy i Związki Radzieckim
Przy ścianach stoją pamiątki po dwóch okupantach: III Rzeszy i Związki Radzieckim

Kobiety? „Wont z wojska”

Rozmawiamy, a tymczasem Magda podziwia wiszące na ścianie mundury. – Chcesz się ubrać w ruski mundur? – zagaja kustosz. – A chłopaka w niemiecki? Scenariusz jest ustalony. Ale nie powiem jaki, bo się nie ubierzesz.

Jeden z mundurów należy do samego Michalaka. – Zostawiłem go na pamiątkę, bo 29 lat w armii służyłem. 6 Warszawska Brygada Artylerii Armat w Toruniu. Dwie takie były w polsce: czwarta i szósta. Dzisiaj nie ma ani jednej, a na poligonie budują osiedle mieszkaniowe. Twierdzą, że armii nie potrzebujemy – w głosie byłego żołnierza czuć gorycz. – Ale może to i racja. Zawsze mówię, że Polki są tak ładne, że jak ktoś nas będzie atakować, to się rozbiorą od pasa w górę. I każdy żołnierz od razu się zatrzyma.

Za chwilę kustosz poważnieje: – Do 2001 roku byłem zwolennikiem kobiet w armii. Ale potem znalazłem szczątki młodej dziewczyny. Coś mi się wtedy pomieszało i dzisiaj uważam, że wojsko nie powinno przyjmować kobiet. Gdyby to ode mnie zależało, to przegiąć przez stolik, laseczką po pupie i wont do domu. Nie jestem szowinistą. Po prostu kobiety są stworzone do miłości, do kochania, do chowania dzieci. Nie do zabijania.

Gdyby nie widział jej zdjęcia, to pewnie by tego tak nie przeżywał. Przedtem znalazł już dziewięciu żołnierzy, ale mieli tylko nieśmiertelniki. A tutaj: najpierw hełm, wypadająca z hełmu czaszka, później pepesza. A zaraz obok – pełna raportówka. Dokumenty, mapy, zdjęcie. Dwudziestotrzyletnia Irena Kruszewska zginęła 2 marca 1945 pod Nadarzycami w bitwie o Wał Pomorski. Jej pepesza zajmuje teraz ważne miejsce w Izbie Muzealnej.

– Do dziś przeżywam ten widok. Tę raportówkę, to zdjęcie, znalazłem na swoje nieszczęście. Osiem miesięcy nie mogłem jej pochować. Miałem przez nią sprawę sądową z polskim rządem, którą wygrałem. W końcu się udało. Dziś Kruszewska spoczywa na cmentarzu wojennym Wałcz Bukowina – opowiada Andrzej Michalak.

Cały garaż gęsto pokrywają różnego rodzaju historyczne pamiątki
Cały garaż gęsto pokrywają różnego rodzaju historyczne pamiątki
Takie jak radzieckie papierosy "Łajka" oraz "Siewiernyje"
Takie jak radzieckie papierosy „Łajka” oraz „Siewiernyje”

Kontrowersje, krytyka, zadziorność

W Izbie Muzealnej bywało już wielu „ważnych ludzi”. Przyjeżdżały ekipy telewizyjne z Warszawy. Byli dziennikarze z Niemiec, a nawet rosyjski „Pierwyj Kanał”. Losami miasteczka interesowali się też dokumentaliści kanału Discovery.

Parę tygodni temu do Bornego Sulinowa dzwonił dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Chciał odkupić kamień ze swastyką i napisem Hitler Eiche (ten, który stoi dziś przed Izbą Muzealną, tuż obok niedobudowanego radzieckiego bloku). – Pytam go: „czemu mam sprzedać”? – relacjonuje Andrzej Michalak. – On mi na to, że tu mało ludzi go widzi, a w Gdańsku dużo więcej. I że to historia drugiej wojny. Ja mówię: „panie, mi Niemcy dawali dwa tysiące euro, a go nie sprzedałem”. Na co on: „no tyle panu nie damy, ale może pamiątkę jakąś…” A ja już kiedyś coś dałem w depozyt, nie tylko do urzędu miasta, ale też do Muzeum Orła Białego. Dzisiaj mogę zapomnieć o zwrocie. Dlatego mówię: młotem go połamię, w bagnie utopię, ale im nie dam.

Ta zadziorność przysporzyła Andrzejowi Michalakowi wrogów. Na internetowych forach można znaleźć sporo krytycznych głosów dotyczących postaci borneńskiego przewodnika, a jedna z największych kontrowersji dotyczy właśnie kamienia ze swastyką. Michalak twierdzi, że znalazł go osobiście przy ulicy Lipowej w Bornem Sulinowie. Inne źródła wskazują jednak na pochodzenie kamienia z położonej o 40 kilometrów na wschód wsi Bińcze. W 2012 przez miejscowe społeczności przetoczyła się prawdziwa awantura dotycząca nietypowej pamiątki. Andrzej Michalak znalazł się pod ostrzałem lokalnych mediów, ale kamienia nie oddał. – Sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą – komentuje dziś. – Jakoś wcześniej nikt się tą sprawą nie interesował, a kiedy o kamieniu zrobiło się głośno, to każdy chce go mieć.

Podczas tworzenia rekonstrukcji wojennych. Fot. archiwum prywatne: http://www.bornesulinowo.cba.pl/
Podczas tworzenia rekonstrukcji wojennych. Fot. archiwum prywatne: http://www.bornesulinowo.cba.pl/

Inne zastrzeżenia (zazwyczaj dosyć ogólne) dotyczą prawdziwości niektórych przekazywanych przez kustosza historii. Wojskowe tajemnice przeszłości oraz osobiste historie dobrze poddają się ubogaceniom, bo wiele z nich trudno sprawdzić. To daje potencjalne pole do nadużyć zarówno samemu przewodnikowi, jak i jego krytykom.

Nie ulega jednak wątpliwości, że wykonywanej przez samozwańczego muzealnika pracy nie podjął się nikt inny. Mało kto przysłużył się tak bardzo popularyzacji wiedzy i zainteresowania Bornem Sulinowem. Poza tym, jak kontrują zwolennicy Andrzeja Michalaka, rola przewodnika turystycznego to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale też swego rodzaju performens. A wyrazistości nie da się Michalakowi odmówić. Z całą jego pasją, osobistymi doświadczeniami i zestawem sprośnych dowcipów.

Na pożegnanie proszę o możliwość zrobienia zdjęcia kustosza na tle jego zbiorów. – W cywilu się nie zgodzę. A na mundur nie ma odpowiedniej okazji – twardo odpowiada Andrzej Michalak. – Ale przyjeżdżajcie jeszcze. Zwłaszcza dziewczyny zapraszam na herbatę.

Andrzej Michalak, samozwańczy kustosz historii Bornego Sulinowa. Fot. archiwum prywatne: http://www.bornesulinowo.cba.pl/
Andrzej Michalak, samozwańczy kustosz historii Bornego Sulinowa. Fot. archiwum prywatne: http://www.bornesulinowo.cba.pl/

„Głównym celem mojej działalności jest propagowanie historii miasta i okolic Bornego Sulinowa” – pisze Andrzej Michalak na swojej stronie internetowej. Oprócz udostępniania zwiedzającym swojej Izby Muzealnej, kustosz prowadzi także wycieczki.


Jeżeli zainteresował Cię ten materiał, wesprzyj mnie na Patronite. Blog utrzymuje się bez reklam ani materiałów sponsorowanych. Tymczasem koszt powstania jednego takiego artykułu to kilkaset złotych i co kilkanaście-kilkadziesiąt godzin pracy. Każdy grosz się liczy – dziękuję :)


To drugi artykuł, jaki publikuję w ramach wakacyjnej “galerii ludzi pozytywnie zakręconych”. Wkrótce na Stacji Filipa pojawi się więcej artykułów o ciekawych ludziach i ich wyjątkowych pasjach.


Zobacz też:

Polski atom? Na tropie baz nuklearnych w lasach Pomorza
Kingsajz nie dla każdego. Niesamowite światy kolejowych modelarzy
Miejsca, które zmieniły Boga. Eksplorując opuszczone kościoły Dolnego Śląska
Mój dziadek to fanatyk dowodów tożsamości
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz