Jeżyce. Sceny z życia dzielnicy

Niegdyś rozsławione przez Małgorzatę Musierowicz, dziś uznawane za najbardziej hipsterską z poznańskich dzielnic. W ciągu ostatnich dwóch dekad przeszły wielką zmianę: z mordowni przeistoczyły się w kulinarny salon Poznania. Poznajcie Jeżyce.

Jest ciepły letni wieczór, jeden z tych ostatnich w roku. Poznańskie Jeżyce, skrzyżowanie Wawrzyniaka i Słowackiego. Z otwartego na pierwszym piętrze okna sączy się „Głucha noc” Rycha Pei. Na skrzynkę gazową, tę z napisem „naziole mają małe pitole”, sika jakiś facet. Obok przechodzi dres z psem na smyczy. Zmierzcha.

– Postój tu chwilę, rozejrzyj się, i powiedz, który mamy rok – mówi do mnie kolega. – Bo ja się czuję jak w dwa tysiące drugim.

Brakuje w tej scenie tylko babci w oknie, takiego klasycznego „poduszkowca”, który z pozycji parapetu poznaje wszystkie uliczne plotki. Idziemy jednak kilka metrów w przód… i wtedy zauważamy jego. Nie babcię, ale prawdziwego psa poduszkowca, znudzonym wzrokiem obserwującego przechodniów.

W tle ciągle słychać Rycha Peję. Ciemno już. Zgasły wszystkie światła.

W piżamie do kawiarni

– Kiedy przyjechałem do Poznania w 2002 roku, nie zapuszczałem się w te rejony – mówi Mateusz Gaca, właściciel kawiarni Brisman przy ulicy Mickiewicza i jeden z najbardziej znanych polskich kawiarzy. – Jeżyce jawiły mi się jako miejsce, do którego jak wejdziesz, to wrócisz bez ubrań. Te pierwsze ulice od strony miasta były w miarę bezpieczne, ale dalej to już się bałem zaglądać – wspomina.

Mateusz Gaca w Brismanie
Mateusz Gaca w Brismanie

Trudno mi sobie wyobrazić te czasy, kiedy w październiku 2020 roku rozmawiam z Mateuszem w jego kawiarni. W obrębie kilkuset metrów znajdują się restauracje serwujące niemal każdą kuchnię świata. Jest tutaj kilka knajp indyjskich, wietnamskich, chińskich, bliskowschodnich. Kuchnia gruzińska, koreańska, grecka, tybetańska, kirgiska. Można iść na dobry ramen i posmakować japońskich słodyczy. Nie brakuje autorskich restauracji o mieszanym charakterze menu, no i oczywiście knajp typowo wegetariańskich/wegańskich. I chyba wszędzie można wejść z psem.

– To wszystko wyrosło w ciągu ostatnich kilku lat – mówi Mateusz Gaca. – Kiedy w 2011 roku otwieraliśmy Brismana, kraftowa gastronomia dopiero raczkowała. Po sąsiedzku byli Amerykanie z kawiarni Sweet Surrender, na Kraszewskiego otwierał się słynny Kraszkebab. Była też maleńka restauracja Viva Pomodori, w której wszyscy siedzieli przy jednym stole. A poza tym nic. Ale zmiana nadeszła szybko, bo ludzie się zorientowali, że to nowy trend, że korzystamy z dobrych i świeżych składników, co wcale nie było standardem – przekonuje.

Zdaniem kawiarza to właśnie podstawa rewitalizacji upadających dzielnic. W rejonach takich jak Jeżyce sprzed dwóch dekad należy po prostu utworzyć miejsca dla ludzi o „podniesionych potrzebach życiowych”. – Ale nie chodzi o lans, wręcz przeciwnie – zastrzega właściciel Brismana. – Ja się wywodzę z kręgów hiphopowych, gdzie najważniejsza jest cywilna szczerość, robienie czegoś szczerze. Po prostu trzeba ludzi czymś zainteresować, a potem robić dobrze swoją rzecz, na przykład dawać dobrze jeść albo oferować najlepszą kawę. I tyle. Skończyły się lata, kiedy przed wyjściem do restauracji trzeba było ubrać garsonkę. Do nas na kawę ludzie wpadali nawet w piżamach.

Tramwaj linii 18 mija kawiarnię Brisman. Jedną z większych zalet Jeżyc jest bliskość centrum oraz doskonałe skomunikowanie z resztą miasta (na obrzeżach dzielnicy znajdują się główne przystanki przesiadkowe w Poznaniu)
Tramwaj linii 18 mija kawiarnię Brisman. Jedną z większych zalet Jeżyc jest bliskość centrum oraz doskonałe skomunikowanie z resztą miasta (na obrzeżach dzielnicy znajdują się główne przystanki przesiadkowe w Poznaniu)

Czy Jeżyce są hipsterskie?

Obiegowa opinia głosi, że na Jeżycach spotkasz głównie hipsterów. Faktycznie – bywa, że wyczuwa się tu lekkie nadęcie fajnomieszczaństwa.

W południowej części dzielnicy znajduje się sklep, w którym można dostać chyba każde kraftowe piwo świata. Któregoś dnia wchodzę tam i proszę o dobrą ipę.
– Ma pan na myśli aj-pi-ej? – dopytuje sprzedawca.
– Tak, chciałem kupić ipę.
– Skoro pan szuka aj-pi-ej, to zaraz coś dobrego znajdziemy.

Oczywiście, jak w każdej innej dzielnicy, mieszkają tu młodzi i starzy, dzieciaci i single, miłośnicy kotów i fanatycy psów, katolickie konserwy i tęczowe lewaki, nieokreśleńcy i zwyczajni nudziarze, kobiety i mężczyźni, fryzjerzy, monterzy, tramwajarze, policjanci i strażacy, kibole, licealiści i starsze panie.

Ale nie da się ukryć, że to właśnie na Jeżycach najłatwiej spotkać kolorowe ptaki, artystów i nowoczesną wielkomiejską lewicę. Jeżyce są dla Poznania trochę takim berlińskim przedmieściem. Kiedy latem 2020 roku w Polsce na dobre rozgorzała wojna kulturowa, to właśnie na Jeżycach najłatwiej można było znaleźć wywieszone na budynkach tęczowe flagi. A któregoś dnia na chodnikach pojawiły się kredowe napisy: „Tu kupuję warzywa. Grażka, lesbijka”; „Leczę złamania i homofobię. Janek, lekarz”; „Kupuję tu jagodzianki, kiedy mój chłopak jest smutny. Antek”.

Albo taka scena z lipca – dwóch kloszardów siedzi na Skwerze Trzech Tramwajarek przy ulicy Kochanowskiego. Sącząc tanie wino, dyskutują zawzięcie o twórczości Jana z Czarnolasu:
– Ty, bo mu umarła, nie? Ta, no…
– Urszula.
– Urszula. No umarła mu, nie? I potem on napisał te, no…
– Treny.
– No, treny napisał.

Na skrzyżowaniu Słowackiego i Wawrzyniaka. Tradycja, nowoczesność i poezja Tadeusza Różewicza
Na skrzyżowaniu Słowackiego i Wawrzyniaka. Tradycja, nowoczesność i poezja Tadeusza Różewicza
Tamże, po drugiej stronie skrzyżowania
Tamże, po drugiej stronie skrzyżowania

Na ch** się patrzysz?

„Fyrtel” – to słowo oznacza w Poznaniu bliżej nieokreśloną najbliższą okolicę. „Fyrtlem” może być na przykład fragment ulicy albo kilka okolicznych kwartałów. Także Jeżyce składają się z wielu pomniejszych fyrtli.

Jest więc na przykład fyrtel wokół ulicy Kościelnej. To tu znajdowała się historyczna wieś Jeżyce. To tu przed wojną zbudowano kilka schronów, a właściwie szczelin przeciwlotniczych, do których można dziś okazjonalnie zajrzeć. Opiekę nad nimi sprawują stowarzyszenia miłośników podziemi i fortyfikacji. Brzmi niesamowicie, prawda? Mało kto wie, że pod ulicą, którą codziennie chodzi do najbliższej biedronki, rozpościera się plątanina bunkrowych korytarzy.

Podziemne Jeżyce. Taki świat rozciąga się tuż pod jedną z głównych ulic dzielnicy
Podziemne Jeżyce. Taki świat rozciąga się tuż pod jedną z głównych ulic dzielnicy

Jest też fyrtel „lodowy” przy samej granicy Jeżyc. To tu powstała pierwsza w nowoczesnym Poznaniu Wytwórnia Lodów Tradycyjnych. W sezonie letnim ustawiają się tu długie kolejki – bywa, że stoi się godzinami, żeby tylko dostać upragnionego loda o smaku solonego karmelu. Do sukcesu lodziarni natychmiast podczepili się następni i tuż obok wytwórni powstała… Manufaktura Lodów Naturalnych.

Fyrtel Rynku Jeżyckiego to samo serce dzielnicy. Rynek jest jednym z trzech targowisk stanowiących centra dawnych dzielnic Poznania (prócz Rynku Jeżyckiego, wyróżnia się jeszcze Rynek Wildecki i Rynek Łazarski). To tutaj tętni życie dzielnicy. Tutaj znajdują się główne przystanki tramwajowe i ciąg handlowy wzdłuż ulicy Dąbrowskiego.

Mamy też na Jeżycach fyrtel „na ch** się patrzysz”. Okolice skrzyżowania Szamarzewskiego/Staszica to jedna z ostatnich niezrewitalizowanych części dzielnicy. Jej symbolem stała się obdrapana, pełna graffiti brama przy ulicy Szamarzewskiego 21. To nie jest poziom starej warszawskiej Pragi albo śródmiejskich kamienic w Łodzi (nie miałbym żadnych oporów przed nocnym spacerem po Jeżycach), ale stanowi pewną pamiątkę po czasach, gdy tamte strony należało raczej omijać szerokim łukiem.

Któregoś dnia oprowadzałem po Jeżycach znajomego Syryjczyka. To jedyne miejsce, w którym zrobił zdjęcie na Instagrama. "Wow! Is it the famous gate 'What the fuck are you looking at'?" - zachwycał się
Któregoś dnia oprowadzałem po Jeżycach znajomego Syryjczyka. To jedyne miejsce, w którym zrobił zdjęcie na Instagrama. „Wow! Is it the famous gate ‚What the fuck are you looking at’?” – zachwycał się

Na sąsiedzkiej grupie facebookowej pytam o znaczenie graffiti ze środka podwórza – ktoś czarnym sprejem nabazgrał na ścianie „T(…) zdechła k***a”. Jeżycjanie z dziada pradziada odpisują, że zanim odpadł fragment tynku, całość napisu brzmiała „Tede zdechła k***a” i że chodzi o – podobno słynny – konflikt rapera Pei z raperem Tede. Ale są też inne głosy: „tam został skatowany chłopak, jak pogotowie przyjechało to żył, zmarł po paru dniach, to był znajomej syn” albo „po prostu zdechła k***a i zapanowało święto wśród lokatorów”. Choć wariant z Tede wydaje się najbardziej prawdopodobny, legend i wspomnień o słynnej bramie nie brakuje. Cóż, może lepiej nie drążyć.

Przy okazji wywiązuje się dyskusja o dawnych Jeżycach – o tym, że jeszcze kilkanaście lat temu lepiej było nie pojawiać się na nie swojej ulicy, że przyjezdne samochody wyjeżdżały bez lusterek i kołpaków, o konfliktach pomiędzy poszczególnymi fyrtlami, o ustawkach lokalnych dresów i o tym, że wieczorem nie wychodziło się z domu bez ważnego powodu. Niektórzy podkreślają, że to były „prawdziwe Jeżyce” – pełne życia, bawiących się dzieci, „towarzystwa w bramach”.

Ten świat już nie istnieje. Teraz w Poznaniu zwykło się mawiać, że na Jeżycach prędzej dostanie się dobry hummus, niż w mordę.

Czy tak wyglądały Jeżyce przed dwudziestoma laty? Najgorszy był ponoć "trójkąt bermudzki", czy raczej prostokąt bermudzki ograniczony ulicami Dąbrowskiego, Polną, Jackowskiego i Wawrzyniaka
Czy tak wyglądały Jeżyce przed dwudziestoma laty? Najgorszy był ponoć „trójkąt bermudzki”, czy raczej prostokąt bermudzki ograniczony ulicami Dąbrowskiego, Polną, Jackowskiego i Wawrzyniaka
Podwórko przy Szamarzewskiego 21 - to tutaj prowadzi słynna brama "Na c** się patrzysz"
Podwórko przy Szamarzewskiego 21 – to tutaj prowadzi słynna brama „Na c** się patrzysz”

Najżywsza ulica w Poznaniu

Pozostały natomiast pewne dobre strony starej śródmiejskiej dzielnicy. – Jeżyce miały szczęście, że nigdy nie zbudowano tu wielkiej galerii handlowej – mówi Marek Jerzak, radny osiedla Jeżyce. – Dzięki temu lokalny handel nie został uśmiercony. Te wszystkie małe sklepiki z guzikami i włóczką, lokalne piekarenki… Cała ta tkanka miejska, którą pamiętam z dzieciństwa, nie tylko żyje, ale się rozwija.

Najlepszym przykładem jest ulica Dąbrowskiego, centralna arteria dzielnicy. – W całym Poznaniu nie ma ulicy w naturalny sposób równie żywej. W przeciwieństwie na przykład do ulic imprezowych, gdzie tłum się zdarza, ale tylko w weekendy po zmroku i tylko w jednym celu, na Dąbrowskiego ciągle kipi życie. Normalne miejskie życie, które powinno tak wyglądać w większości śródmiejskich dzielnic – opowiada Marek.

Dlatego, zdaniem radnego, trzeba dbać o tę tkankę. Z jednej strony konieczne są takie zabiegi jak zazielenianie ulic i wyprowadzanie z dzielnicy ruchu tranzytowego. Ale należy też unikać gentryfikacji, czyli przesady w drugą stronę: nie chodzi o to, aby na Jeżycach nagle pojawiły się same luksusowe restauracje, a ceny mieszkań poszybowały w górę o kilkaset procent. Miasto, aby żyło, musi być dla wszystkich.

Na przykład dla starszych mieszkańców. Przed pandemią w dawnym jeżyckim Domu Tramwajarza działały dwa kluby seniora. A w nich warsztaty, potańcówki, wyjazdy na basen… – Jedno spotkanie było wyjątkowe. Jesienią zeszłego roku zorganizowałem dla seniorów warsztaty związane z przeszłością dzielnicy. Bałem się, że może to być wielki niewypał, dlatego na wszelki wypadek była z nami specjalistka od integracji społeczności lokalnych. Ale seniorzy przynieśli stare zdjęcia i zaczęli opowiadać o dawnych czasach, o ludziach, o knajpach, których już dawno nie ma… Ekspertka od integracji po godzinie stwierdziła, że nie ma sensu tego prowadzić, bo seniorzy sami się świetnie bez niej dogadują. Tam to dopiero były „sceny z życia dzielnicy” – uśmiecha się Marek.

Ulica Dąbrowskiego w 1990 roku. Widoczny na zdjęciu pawilon zachował swoją funkcję handlową - obecnie mieści się w nim drogeria Rossmann i kilka innych sklepów. W przeciwieństwie do wielu innych dzielnic, tu gwar chodników nie ucichł. Fot. MOs810, licencja CC BY-SA 4.0
Ulica Dąbrowskiego w 1990 roku. Widoczny na zdjęciu pawilon zachował swoją funkcję handlową – obecnie mieści się w nim drogeria Rossmann i kilka innych sklepów. W przeciwieństwie do wielu innych dzielnic, tu gwar chodników nie ucichł. Fot. MOs810, licencja CC BY-SA 4.0

Kamienica Borejków

Opowieść o dzielnicy byłaby niepełna bez wspomnienia o Małgorzacie Musierowicz i jej „Jeżycjadzie”. Na książkach o rodzinie Borejków wychowywało się całe pokolenie naszych mam. Późniejsze pokolenia mogłyby próbować, ale autorka cyklu straciła w pewnym momencie kontakt z rzeczywistością świata młodzieży. Nowsze książki z cyklu „Jeżycjady” opowiadają o rodzinie intelektualnych potworów, w której nawet półtoraroczne dzieci wyrażają się w czasie zaprzeszłym, a dziewięciolatki dyskutują o pieśniach Horacego.

Aby nie być gołosłownym, parę cytatów:
– Poprosiłbym był o kapustę – wtrącił Jędruś Rojek, starając się dostosować do zawyżonych wymagań dziadka” – tak, to właśnie ów półtoraroczny bohater.
Dzieci kończyły kolację. Ignacy Grzegorz, poprawnie złożywszy sztućce, pogrążył się w dyspucie z dziadkiem (tematem były dziś pieśni Horacego)” – szczęśliwe dzieciństwo dziewięciolatka.
„- A mój pogląd jest przeciwstawny, choć wychodzę z podobnych przesłanek” – dwunastolatka nie zgadza się z rozmówcą.
– Chwileczkę, przecież jestem po spowiedzi – przypomniała samej sobie Laura. I nagle łzy jej stanęły w oczach” – prawdziwe dylematy moralne świata młodzieży.
– Obecna – odezwał się głos z tyłu, lecz Józinek już tam nie patrzył. Jego wzrok utkwiony był obecnie w twarzy Stanisławy Trolli – w jej policzkach jak pączki, w jej nosie, który przypominał trąbkę motyla…” – o miłości dziewięcioletniego Józefa do niewiele starszej Stanisławy.

Dziadek Borejko nie byłby zadowolony z tego murala, który wyrósł zaraz za jego kamienicą
Dziadek Borejko nie byłby zadowolony z tego murala, który wyrósł zaraz za jego kamienicą

O ile więc współczesna „Jeżycjada” jest dla dzielnicy nieco zmarnowaną szansą, o tyle w niejednym polskim mieście można do dziś usłyszeć: „Jeżyce? Jasne, kojarzę z dzieciństwa”.


Wkrótce pojawi się druga część wpisu – spacerownik po Jeżycach. Zajrzymy w różne dziwne zakamarki, o których nawet w Poznaniu mówi się mało… lub w ogóle :)


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, wesprzyj mnie na Patronite. To Patroni umożliwiają działanie tego bloga.


Zobacz też:

Wilda. Sceny z życia dzielnicy
Kingsajz nie dla każdego. Niesamowite światy kolejowych modelarzy
ZNTK Poznań na ślepym torze
Czy Marcin Kącki nienawidzi Poznania?
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

10 komentarzy

  1. jan says: Odpowiedz

    nieprawda, jeżyce śmierdzą, są pełne ukraińców a gastronomia ucieka

  2. jeSTżycIe says: Odpowiedz

    Jan nie pierdol

    1. Marek Burek says: Odpowiedz

      Hahaha

  3. rocznik 82 says: Odpowiedz

    Bzdura Ci ludzie nie wiedzą nic na temat Jeżyc. Brama na h się patrzysz, nie tworzyła tego co było na Jeżycach. Faktycznie teraz jest nudno, kiedyś było zupełnie inaczej. Każdy się znał. Młodsi szanowali dorosłych a na lewactwo się mówiło brudasy. Dres to był naturalny strój. Natomiast flagi to studenci lgbt wywieszają, a o historii Jeżyc i tamtejszym klimacie z lat 90-ch nie mają bladego pojęcia

  4. Klimatycznie zrobione zdjęcia. Wygląda biednie. Mam nadzieję, że uda mi się na sylwester wybrać do Poznania i sprawdzić Jeżyce :D

  5. Rocznik 72 says: Odpowiedz

    Tak czytam kolejny artykuł o „hipsterskich” okolicach (w ogóle strona super) i wreszcie do mnie dotarło: to co dla mojego pokolenia było normalne, dziś jest egzotyką nadającą się na artykuł. Jednocześnie to co dziś normalne (dla autora? w ogóle?) jest egzotyczne dla mnie. Tylko nikt nie chciałby o tym czytać artykułów…

  6. Kilka razy zdarzyło mi się wędrować Jeżycami w drodze ze Starego Miasta do akademika na Wojska Polskiego. Było to w latach 2002-2007. Nic złego mi się tam nie przydarzyło. Aczkolwiek zła sława tej dzielnicy jest mi bardzo dobrze znana z licznych opowieści.

    1. Marek Burek says: Odpowiedz

      Buhahahaha gowno wiecie i sie nie dowiecie tyle w temacie pzdr starą gwardie

  7. Aneta says: Odpowiedz

    Gdzie jest ten Miral z napisem Jezyce?

    1. Przy Roosevelta niedaleko szpitala Raszei.

Dodaj komentarz