„Der Katastrophenzug” – zapomniany pociąg szpitalny na bocznicy

Szpitale polowe to temat, który nieoczekiwanie powrócił do zbiorowej świadomości. Dziś tworzy się je pod przymusem koronawirusa, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w niepewnych czasach zimnej wojny, podobne placówki funkcjonowały „na wszelki wypadek”. Jak wygląda pociąg szpitalny z dawnych lat? Można się o tym przekonać odwiedzając bocznicę w cichym niemieckim miasteczku.

Ostatnio pisałem o unikatowej kolei sodowej w niemieckim Staßfurcie. Sodabahn to dla miłośników kolei i kultury technicznej największa atrakcja w okolicy, ale zdecydowanie nie jedyna. Staßfurt oferuje jeszcze zestaw podniszczonych wagonów i parowozów, normalnotorowe lokomotywy zakładów sodowych (można je dostrzec i sfotografować na jednej z bocznic) oraz wagon tramwajowy LOWA ET54, postawiony w centrum miasta na pamiątkę dawnej miejskiej linii tramwaju (ostatecznie tramwaj w Staßfurcie zamknięto w 1957 roku). Sporo ciekawostek, jak na jedno niewielkie miasteczko!

No i najważniejsze: na południu miasta znajduje się dawna lokomotywownia z 1856 roku, obecnie przejęta przez stowarzyszenie miłośników kolei Eisenbahnfreunde des Traditionsbahnbetriebswerk Staßfurt. Widoczna tutaj dbałość o dziedzictwo techniczne lokalnej kolei, wręcz stereotypowo przypisywana Niemcom, może naprawdę robić wrażenie. Choć miasteczko leży z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, a w okolicy nie znajdują się żadne inne atrakcje generujące ruch turystyczny, lokomotywownia jest idealnie zadbana, a zgromadzony tutaj tabor odzwierciedla historię niemieckich kolei kilku epok.

Przede wszystkim lokomotywy parowe – to one zawsze przyciągają najwięcej uwagi i generują dochód. Stowarzyszenie organizuje zarówno przejazdy pociągami specjalnymi, jak i fotograficzne plenery z parowozami. Przykładowo: wieczorna impreza fotograficzna z 26 września 2020 to wydarzenie poświęcone tym miłośnikom kolei, którzy bardziej od jazdy pociągiem cenią sobie możliwość zrobienia dobrego zdjęcia. Organizatorzy gwarantują, że wszystkie parowozy będą „nastrojowo oświetlone” i po kolei rozmieszczane na obrotnicy pod budynkiem zabytkowej lokomotywowni. A co najważniejsze: maszyniści dostosują się do poleceń fotografów, ustawiając poszczególne maszyny w określonym miejscu. Ten fotograficzny luksus ma jednak swoją cenę – 70 euro.

Prócz parowozów, Eisenbahnfreunde ze Staßfurtu dysponują też bogatą kolekcją lokomotyw spalinowych. Kiedy pojawiam się na miejscu w miłośniczej koszulce z rysunkiem popularnego „gagarina”, Christoph Liesek ze stowarzyszenia tylko się uśmiecha: „Die Taigatrommel też u nas jest”. Po czym prowadzi do hali, gdzie rzeczywiście stoi „Taigatrommel”, czyli lokomotywa 120 366 – niemiecka wersja produkowanego w Ługańsku M62. Maszyny tej serii kursowały po niemal wszystkich krajach bloku wschodniego, od NRD po Koreę Północną, a koleje wschodnioniemieckie eksploatowały je do 1995 roku.

Popularny Gagarin, w Niemczech zwany jako Taigatrommel, w stassfurckiej lokomotywowni
Popularny Gagarin, w Niemczech zwany jako Taigatrommel, w stassfurckiej lokomotywowni

Sala operacyjna na bocznicy

Najciekawszym jednak eksponatem, stojącym pod dawną lokomotywownią w Staßfurcie, jest dawny pociąg szpitalny K9. To jeden z czternastu tego typu składów będących niegdyś na stanie kolei NRD. Ich historia sięga 1952 roku, kiedy doświadczenie II wojny światowej było wciąż żywe, a tworząca się żelazna kurtyna nie pozwalała patrzeć w przyszłość z optymizmem. To właśnie wtedy powstało pierwszych 10 pociągów szpitalnych. Kolejne cztery składy dobudowano w 1977 roku.

Pociąg szpitalny K9 składa się z czterech wagonów. Pierwszy z nich to wagon operacyjny. Układ klasyczny – bokiem biegnie wąski korytarz, a w miejscu przedziałów pasażerskich zlokalizowano salę operacyjną i dwa pomieszczenia przygotowawcze. Do dziś zachował się fotel operacyjny, lampy zabiegowe, butle z tlenem, szafki na leki z kolekcją przeterminowanych medykamentów oraz dwa sterylizatory.

Sala operacyjna - najbardziej fotogeniczne miejsce w pociągu szpitalnym
Sala operacyjna – najbardziej fotogeniczne miejsce w pociągu szpitalnym
W szafkach zachowały się leki (albo opakowania po nich)
W szafkach zachowały się leki (albo opakowania po nich)
Sterylizator w tylnej części gabinetu zabiegowego
Sterylizator w tylnej części gabinetu zabiegowego

Kolejny wagon to tak zwana „karetka”, czyli przewoźna sala szpitalna. Mogło tu znaleźć miejsce łącznie 27 chorych – po obu stronach wagonu rozciągają się trzy piętra noszy przymocowanych do specjalnego stelażu. Nie zabrakło też miejsca dla pielęgniarki, włącznie z telefonem tarczowym, stojącym po dziś dzień na biurku. Dalej znajduje się umywalnia z prysznicem, dwie toalety, a za nimi – czterołóżkowy przedział intensywnej terapii z doprowadzonym systemem podawania tlenu. Zwracają uwagę napisy w języku niemieckim i rosyjskim. Jeden z nich zawiera ewidentny błąd ortograficzny – zamiast rosyjskiego „boLnica” („szpital”), na drzwiach widnieje „boRnica”.

Wagon szpitalny. Ujęcie z góry...
Wagon szpitalny. Ujęcie z góry…
...i z perspektywy pacjenta najniższego rzędu
…i z perspektywy pacjenta najniższego rzędu
Błąd ortograficzny w rosyjskim napisie - boRnica zamiast boLnicy
Błąd ortograficzny w rosyjskim napisie – boRnica zamiast boLnicy
W drugiej części wagonu znajduje się sala intensywnej terapii z doprowadzoną instalacją tlenową
W drugiej części wagonu znajduje się sala intensywnej terapii z doprowadzoną instalacją tlenową
Der Intensivraum
Der Intensivraum

Trzeci wagon w składzie pełnił funkcję kuchni. Znajdowały się tutaj cztery kotły parowe, dwa o pojemności trzystu litrów i dwa o pojemności stu pięćdziesięciu litrów. Zachował się też piec kuchenny, komory chłodnicze, stoły robocze oraz pralnia. Wagony kuchenne powstawały na bazie zwykłych wagonów pasażerskich typu Bghw, jednak specyficzne zastosowanie wymagało wykonania znacznych zmian w konstrukcji pojazdu. Konieczne było umieszczenie rozbudowanej instalacji wodnej (system składa się z 8 zbiorników na wodę o łącznej pojemności 5000 litrów) oraz wzmocnienie całej konstrukcji ze względu na dużo większą wagę niż w przypadku standardowego wagonu Bghw.

Szpitalna kuchnia
Szpitalna kuchnia

Ostatnią część pociągu szpitalnego K-9 stanowi „elektrownia”, czyli wagon zasilający. W przypadku każdego szpitala, także polowego, kluczowe jest stałe zaopatrzenie w energię. Zlokalizowane w ostatnim wagonie generatory miały zapobiec sytuacji, w której pociąg medyczny zostałby pozbawiony zasilania.

Generator prądu - niezbędna część pociągu medycznego
Generator prądu – niezbędna część pociągu medycznego

Duchy przeszłości

Wszystko to epatuje klimatem minionych lat. Kiedy runął mur berliński, pociągi szpitalne przestały być już potrzebne, nawet w charakterze składów „na wszelki wypadek”. Część składów zezłomowano, a kilka wysłano na Węgry, skąd miały służyć pomocą uchodźcom z nieodległych wojen bałkańskich (prawdopodobnie żaden z nich nie opuścił Węgier, a dalsze losy składów są mi nieznane). Pojedyncze wagony tułały się po bocznicach dawnego NRD. Skład ze Staßfurtu jest zdecydowanie najlepszym, zachowanym w całości przykładem ze wszystkich czternastu zbudowanych „Die Katastrophenzüge”.

Stassfurcki skład z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie
Stassfurcki skład z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie
A korytarze wyglądają na pierwszy rzut oka jak w zwykłym wagonie pasażerskim
A korytarze wyglądają na pierwszy rzut oka jak w zwykłym wagonie pasażerskim

Natomiast sama idea pociągu szpitalnego jest znacznie starsza i – rzecz jasna – była wykorzystywana nie tylko w NRD. Pierwsze pociągi tego typu pojawiły się ponoć już podczas wojny krymskiej (1853-1856). A szczególnego znaczenia nabrały po obu stronach frontu podczas pierwszej i drugiej wojny światowej.

Później wykorzystywano je niejako „na wszelki wypadek”, zwłaszcza w krajach bloku wschodniego, ogarniętych psychozą zbrojeń i ciągłego zagrożenia. Także w Polsce znajduje się dobrze zachowany przykład wagonu medycznego z tamtych czasów.

Koncepcja pociągu medycznego nieoczekiwanie powróciła do współczesnej Europy z powodu zagrożenia koronawirusem. Nowoczesne składy do transportu pacjentów w 2020 roku uruchamiała Francja oraz Włochy. Ale, gdyby epidemia COVID-19 wybuchła w latach 70./80., czy opisywane w tym artykule NRD-owskie składy medyczne mogłyby poradzić sobie w roli szpitala tymczasowego? Zdecydowanie nie, bo główna sala składająca się z trzech rzędów łóżek polowych nie spełnia jakichkolwiek standardów opieki nad chorym, nie mówiąc już o podłączeniu tlenu czy respiratorów. Pociągi medyczne były pomyślane jako całkowicie awaryjna opcja podczas wojny, gdy każde wolne łóżko i jakakolwiek opieka medyka jest na wagę złota. Nie sprawdziłyby się natomiast w sytuacjach wymagających nieco wyższych standardów. Tak naprawdę pociągi medyczne spełniają zatem rolę nie tyle szpitala polowego, co raczej olbrzymiej karetki – mogły być środkiem transportu dla osób, które już otrzymały wstępną opiekę medyczną i musiały być przetransportowane do standardowego szpitala.

Ten artykuł powstał m.in. na bazie rozmów z przedstawicielami Eisenbahnfreunde des Traditionsbahnbetriebswerk Staßfurt oraz informacji zawartych na tej stronie. Temat NRD-owskich pociągów medycznych jest jednak pełen niejasności i niedopowiedzeń. Gdyby ktoś z Czytelników posiadał informacje warte dopisania lub sprostowania, proszę o kontakt najlepiej na Facebooku.


Jeśli zainteresował Cię ten wpis, wesprzyj mnie na Patronite. To Patroni umożliwiają działanie tego bloga.


Zobacz też:

Sodabahn. Unikalna pozostałość po świecie wąskotorowych kolei przemysłowych
Mysi Bunkier. Brutalna historia w brutalnej formie
„Miejskie windy”. Pionowa komunikacja miejska z przełomu wieków
ZNTK Poznań na ślepym torze
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz