Konik szwedzki. Zabawka z lasów, która podbiła cały świat

Bądźmy szczerzy – w szwedzkich lasach po zmroku za bardzo nie ma co robić, dlatego dawni Szwedzi dla zabicia czasu strugali sobie z drewna figurki koni. Ciekawe, czy przewidzieli, że ich hobby (czy może raczej „konik”) stanie się kiedyś symbolem regionu, a drewniane konie z Dalarny będą osiągały niebotyczne ceny na światowych aukcjach kolekcjonerskich.

Kerstin Reuterborg wprawnymi ruchami maluje zawijasy na grzbiecie drewnianego konia.

– Ile takich figurek wykańcza pani każdego dnia? – pytam.
– Zależy, takich średnich to z 60 – odpowiada nienaganną angielszczyzną, wskazując leżącą na stole figurkę. – Mniejszych pewnie ze sto. Chyba że trafią mi na stół jakieś naprawdę duże, to kilka.
– A jak długo tu pani pracuje?
– 40 lat.
– Akurat, dobre sobie – z drugiego końca sali krzyczy inny malarz. – Pięćdziesiąt pracujesz! 52 dokładniej.
– Oj tam, oj tam – macha ręką Kerstin, uradowana, że zrobiła mnie w konia. – Wszystkim mówię, że 40.

Całe życie przy drewnianych koniach! Przyjmując liczbę 230 dni pracy w roku i uśredniając liczbę malowanych figurek na 60 dziennie, uzyskujemy wynik niemal 700 tysięcy gotowych koni dala. Konia z rzędem temu, kto osiągnie podobny wynik.

W niewielkiej wiosce Nusnäs to jednak nic nadzwyczajnego. Tak to już wygląda od dziesięcioleci: jesteś z Nusnäs, to znasz się na struganiu drewnianych koni. – Chyba każdy tu kiedyś pracował w tym zawodzie – mówi malarz z fabryki Nilsa Olssona – na palcach dwóch rąk można policzyć tych, którzy tego obecnie nie robią.

Kerstin Reuterborg przy pracy. Spod jej pędzla wychodzi nawet kilkadziesiąt gotowych koni dala dziennie
Kerstin Reuterborg przy pracy. Spod jej pędzla wychodzi nawet kilkadziesiąt gotowych koni dala dziennie

Konie z doliny

Tak naprawdę zwyczaj strugania zwierząt z drewna mógł się narodzić gdziekolwiek indziej. Jednak tylko tutaj, w dalekim leśnym regionie Dalarna, niewielkie drewniane koniki stały się niemal świętością. Niejeden Szwed (i nie tylko Szwed) wydaje majątek, żeby na półce nad kominkiem zgromadzić imponującą kolekcję figur.

(„Dalarna” to dosłownie „doliny”, „kraj dolin”. Wytwarzane tutaj koniki po szwedzku zwane są Dalahäst, czyli konie z doliny. Polska nazwa sprawia trochę problemów. Można pisać o nich konie z Dalarny, lub, jak to się zazwyczaj przyjęło, konie dala. Niech zatem będzie ta ostatnia wersja.)

Dawni mieszkańcy tych stron do strugania figurek używali prostych narzędzi – zazwyczaj zwykłego noża do drewna. Początkowo przeznaczenie figurek było banalne: strugało się je dla zabicia czasu podczas długich ciemnych zim, albo po prostu jako zabawki dla dzieci. Z czasem okazało się, że ciekawsze egzemplarze można było przehandlować. A później przyszedł XX wiek i z całą mocą kapitalizmu rozkręcił miejscowy biznes. Przełomową datą dla koni dala okazał się rok 1939 – to wówczas czerwone koniki ze Szwecji podbiły nowojorską Wystawę Światową i rozpoczęły swój kłus ku ogólnoświatowej rozpoznawalności.

Na ścianie fabryki w Nusnäs wisi zdjęcie Franka Sinatry odbierającego swój prezent na 80. urodziny
Na ścianie fabryki w Nusnäs wisi zdjęcie Franka Sinatry odbierającego swój prezent na 80. urodziny

Szwedzkie oko konia tuczy

Dzisiejsza technologia produkcji koni dala jest dużo bardziej skomplikowana. Najpierw trzeba je wyciosać, a w przypadku szczególnie dużych osobników – skleić z kilku kawałków drewna. Później wycina się bardziej precyzyjne kształty konia. Następnie przychodzi czas na obróbkę – szlifowanie, szpachlowanie, lakierowanie. Bywa, że w schnącym drewnie pojawiają się szpary – wówczas trzeba wyciąć wadliwy fragment nożem, zaszpachlować i jeszcze raz wyszlifować. Konie dala muszą być bez skazy. Ale kiedy coś nie wyjdzie, odpady produkcyjne trafiają nie do śmietnika, a do kosza z napisem „przecena”.

"Look at my horse, my horse is amazing". Drewniany koń wielkości rzeczywistego konia sklejony jest z kilku kawałków drewna. Szpary podlegają następnie precyzyjnemu szpachlowaniu
„Look at my horse, my horse is amazing”. Drewniany koń wielkości rzeczywistego konia sklejony jest z kilku kawałków drewna. Szpary podlegają następnie precyzyjnemu szpachlowaniu
Ale i mniejsze egzemplarze muszą mieć zaszpachlowane drobne niedoróbki. Każdy koń dala musi być idealny, to w końcu symbol całego regionu, a nawet kraju
Ale i mniejsze egzemplarze muszą mieć zaszpachlowane drobne niedoróbki. Każdy koń dala musi być idealny, to w końcu symbol całego regionu, a nawet kraju
Kolejnym etapem produkcji jest szlifowanie
Kolejnym etapem produkcji jest szlifowanie
Na końcu wszystkie egzemplarze podlegają ręcznemu malowaniu
Na końcu wszystkie egzemplarze podlegają ręcznemu malowaniu

Tradycyjnie konie dala wytwarzało się w kilku wioskach w okolicy miasteczka Mora, około trzystu kilometrów na północny zachód od Sztokholmu. Dziś to właśnie Nusnäs jest najważniejszym centrum produkcji figurek. Dwie główne fabryki zlokalizowane są dokładnie naprzeciw siebie – ale, jak to w Szwecji, nie wyczuwa się między nimi ostrej rywalizacji. Ostatecznie – po co mają kopać się z koniem. I tak wszyscy w Nusnäs znają się jak łyse konie.

Gotowe konie na sklepowej półce
Gotowe konie na sklepowej półce

Najmniejsze, największe i najdroższe konie dala

W sklepie fabryki Nils Olsson ceny masowo produkowanych koni rozpoczynają się od 129 koron (~60 złotych). To koszt najmniejszych, trzycentymetrowych figurek. Wydaje się sporo, ale każdy konik przechodzi przez ręce kilku tutejszych specjalistów. Poza tym płaci się za markę i tradycję – konie dala to konkretna regionalna marka, trochę jak polski oscypek czy francuskie sery pleśniowe.

Na półce w sklepie Grannas stoją trzy drewniane konie z podpisem „egzemplarze kolekcjonerskie”. Jak wyjaśnia ekspedientka, są to po prostu modele z 2018 roku, wycofane z produkcji. Cena – bagatela – 3475 koron (niespełna 1600 złotych). To jednak mało w porównaniu z egzemplarzem, który 21 lutego został sprzedany na aukcji w Borlänge. Cena piętnastocentymetrowej figurki z 1836 roku wyniosła 367530 koron szwedzkich (niemal 170 tys. złotych).

Najdroższy koń dala na świecie. Fot. Dalarnas Auktionsbyrå
Najdroższy koń dala na świecie. Fot. Dalarnas Auktionsbyrå
I nieco tańsze, choć nadal strasznie drogie egzemplarze kolekcjonerskie z fabryki Grannas
I nieco tańsze, choć nadal strasznie drogie egzemplarze kolekcjonerskie z fabryki Grannas

Wielkość koni dala waha się od rozmiaru główki szpilki (figurki tej wielkości można znaleźć w muzeum w Falun, lub – niewiele większe – na biurku Kerstin Reuterborg) do trzynastu metrów. Tyle mierzy największy zbudowany na świecie koń dala z Avesty. Rzeźba powstała z betonu, ma 13 metrów wysokości, 12 metrów i 80 centymetrów długości, a waży – bagatela – 66,7 tony. I tylko myliłby się ten, kto uzna ją za ciekawy punkt podróży. Największy na świecie koń dala znajduje się na parkingu między Burger Kingiem a stacją benzynową Shell. Cóż – betonowemu koniowi nie zagląda się w zęby, zwłaszcza gdy jechało się do niego kilkaset kilometrów…

Miniaturowe koniki z biurka Kerstin Reuterborg
Miniaturowe koniki z biurka Kerstin Reuterborg
Największy na świecie koń dala z Avesty. Niestety okolica raczej nie skłania do zachwytów...
Największy na świecie koń dala z Avesty. Niestety okolica raczej nie skłania do zachwytów…
Bywa, że konie dala służą nawet jako parkingowe ograniczniki
Bywa, że konie dala służą nawet jako parkingowe ograniczniki

Zwykła zabawka, nawet nie huśtawka

O znaczeniu drewnianej figurki jako symbolu świadczy fakt, że w niemal każdym miasteczku regionu Dalarna można na głównej ulicy znaleźć rzeźbę konia – nierzadko w unikatowym regionalnym malowaniu (na przykład miasteczko Rättvik szczyci się koniem szarej maści). Symbol konia wykorzystuje się niemal wszędzie, na przykład w logo lokalnego przewoźnika autobusowego.

Koń dala na czole autobusu z Orsy do Mory
Koń dala na czole autobusu z Orsy do Mory

To zupełnie zrozumiałe, bo jaki inny symbol można by przypisać dalekiemu, słabo zaludnionemu, leśnemu regionowi? Nie ma Dalarny bez koni dala.

Zupełnie innym tematem jest natomiast ogólnoświatowa popularność zabawki, która – nie oszukujmy się – mogłaby powstać wszędzie indziej. Jako dziecko często pomagałem (lub przeszkadzałem) w pracy babci, kierowniczce lokalnego sklepu Cepelia. Jakich tam zabawek nie było! Latające bociany, skaczące żabki, jeżdżące koniki. Mnóstwo wspaniałych wyrobów z drewna, które w realiach nowoczesności zniknęły z rynku, bo… nikt ich nie kupował. Cepelia zamknęła prawie wszystkie swoje sklepy.

Za sukcesem koni dala stoi więc nie tylko kilkusetletnia historia, ale przede wszystkim dobry marketing. Szwedzi są w nim nadzwyczaj sprawni – wystarczy wspomnieć całkowicie niezjadliwe, gumowate hot-dogi z Ikei, które w Polsce, nie wiadomo dlaczego, zdążyły już zyskać status kultowych.

Choć przysłowie mówi, że „koń ma cztery nogi, a też się potknie”, wydaje się, że ożywiona praca w fabrykach z Nusnäs nie ustanie jeszcze przez wiele lat. I dobrze – to w końcu całkiem miła tradycja.

Nusnäs - pejzaż wioski
Nusnäs – pejzaż wioski
Prawdziwy - prawie czerwony - koń z Dalarny! Zimowy wypas w wiosce Mässbacken
Prawdziwy – prawie czerwony – koń z Dalarny! Zimowy wypas w wiosce Mässbacken

Jeżeli zainteresował Cię ten materiał, wesprzyj mnie na Patronite. Blog utrzymuje się bez reklam ani materiałów sponsorowanych, a pracy nad nim jest naprawdę dużo (o kosztach nie wspominając) :)


Zobacz też:

O Szwedzie, który buduje w lesie meczety
Kazachski Banksy rysuje ekologiczną katastrofę
Oszustwa w podróży. Z wizytą w najbardziej kanciarskim kraju świata
Jeżyce. Sceny z życia dzielnicy
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz