Transgraniczna. Skomplikowane dzieje stacji Krzewina Zgorzelecka

Żeby po wyjściu z pociągu móc pozostać na peronie tej stacji, jeszcze niedawno trzeba było… dwukrotnie przejść granicę. Krzewina Zgorzelecka to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na mapie polskiej sieci kolejowej.


Takie materiały powstają dzięki wsparciu Patronów na Patronite. Stokrotne dzięki za umożliwienie działania Stacji Filipa!


Przy moście w Krzewinie Zgorzeleckiej stoi niewielki sklepik. Asortyment – typowy dla pogranicza. Papierosy, liquidy, alkohol, zapalniczki. Telewizor wypełnia przestrzeń dźwiękami disco-polo. Za ladą siedzi starszy mężczyzna, nazwijmy go pan Bogdan. Wiem o nim, że pochodzi z Bogatyni, i że w 1971 roku wyszedł z wojska, więc musi mieć koło siedemdziesiątki. Nie wiem tylko, jak ma naprawdę na imię, niech więc zostanie Bogdanem.

– Ruscy tu mieli rakietę atomową, wycelowaną kur*a w RFN – wspomina pan Bogdan. – A czołgów tu było że jaaaaa cię sunę. Bo ruskie to tylko broń robili. Wszystko od nas zabierali, a sami tylko czołgi i rakiety, czołgi i rakiety…

Za czasów, gdy rzekomo Ruscy tu mieli rakiety wycelowane kur*a w RFN, kiosk pana Bogdana nie mógłby istnieć. Cały most i pobliska stacja kolejowa, wszystko było zagrodzone gęstą siatką. Bo Krzewina to stacja graniczna, a raczej transgraniczna. Dworzec i perony znajdują się w Polsce, ale linia kolejowa służy głównie Niemcom. Kilkadziesiąt metrów dalej płynie Nysa Łużycka – graniczna rzeka, nad którą przerzucono most. Pasażerowie, przyjeżdżający niemieckim pociągiem do Krzewiny Zgorzeleckiej, wysiadają w Polsce i idą przez granicę do niemieckiego miasteczka Ostritz.

Dzisiaj mogą zresztą iść gdzie chcą, bo żaden żołnierz nie pilnuje już mostu nad Nysą Łużycką.

Budynek dworca Krzewina Zgorzelecka widziany z mostu nad Nysą Łużycką. Lewy brzeg to Polska, a prawy - Niemcy
Budynek dworca Krzewina Zgorzelecka widziany z mostu nad Nysą Łużycką. Lewy brzeg to Polska, a prawy – Niemcy
Na wiatach przystankowych widnieją napisy w dwóch językach: Krzewina Zgorzelecka / Ostritz
Na wiatach przystankowych widnieją napisy w dwóch językach: Krzewina Zgorzelecka / Ostritz
Peron rozciąga się zaledwie 50 metrów od granicy
Peron rozciąga się zaledwie 50 metrów od granicy

Niestałe granice

Wszystkiemu winna historia. Kiedy w 1875 roku powstawała linia kolejowa między Görlitz a Zittau, nikt nie myślał o jakiejkolwiek zmianie granic. Przeciwnie – Otto von Bismarck dopiero zjednoczył Niemcy w ramach Cesarstwa Niemieckiego, zwanego też Drugą Rzeszą. Podziały pomiędzy licznymi niemieckimi księstwami traciły na znaczeniu lub całkowicie zanikały. Zjednoczeniu kraju sprzyjały liczne linie kolejowe o znaczeniu ponadregionalnym, takie jak pruska Berlin-Görlitzer Eisenbahn, przedłużona następnie do saksońskiego Zittau.

Dworzec w Görlitz przypomina o dawnej wielkości kolei na tych terenach. Miasto ma zaledwie 50 tysięcy mieszkańców, a dworzec posiada szykowną halę peronową, obszerne przejście podziemne i przystanki tramwajowe z obu stron
Dworzec w Görlitz przypomina o dawnej wielkości kolei na tych terenach. Miasto ma zaledwie 50 tysięcy mieszkańców, a dworzec posiada szykowną halę peronową, obszerne przejście podziemne i przystanki tramwajowe z obu stron

Kto mógłby wtedy pomyśleć, że kilkadziesiąt lat później przyjdą tutaj ludzie posługujący się językiem nigdy nad Nysą niesłyszanym? Że w koszarach koło mostu rozgoszczą się skośnoocy Kazachowie i śniadzi Azerowie? Po II wojnie światowej granice uległy całkowitej zmianie, Krzewina Zgorzelecka otrzymała miano polskiej “ziemi odzyskanej”, a Armia Radziecka rozlokowała się chętnie w wielu miejscach na granicy między Polską Ludową a NRD. Nikt jednak nie przebudował torów, które biegły teraz przez sam środek historycznego zamieszania.

Świadectwem zamieszania są dziś pozostałości dawnych radzieckich koszar. Wyburzono już niemal cały kompleks. Pozostał tylko budynek koło mostu, koszarowy blok w kiepskim stanie oraz dwa garaże. – Burmistrz Ostritz chciała to wszystko wyrzucić w piz*u, ale przeszło w ręce prywatne i teraz należy do niemieckiego dziadka – mówi pan Bogdan z papierosowego kiosku. – Nie chodź tam, bo cię Niemiec pogoni – dodaje.

Widoczne za rzeką koszary armii radzieckiej
Niemiec jednak nie pogonił
Niemiec jednak nie pogonił

Tylko informacje o broni atomowej okazują się zwykłą miejską legendą. Po upadku żelaznej kurtyny odtajniono miejsca składowania broni jądrowej. Na liście nie ma Ostritz ani Krzewiny Zgorzeleckiej. Rosjanie nie składowaliby tak newralgicznej broni w bezpośrednim pobliżu granicy państwowej, więc żadnych głowic najprawdopodobniej tutaj nie było. Choć pan Bogdan utrzymuje, że widział olbrzymi silos, gdzie stała rakieta wycelowana w któreś z miast kapitalistycznego zgniłego zachodu.

Jak przejść granicę, żeby jej nie przejść

Uporządkujmy: pierwszą linię kolejową doprowadzono do Ostritz w 1875 roku. Kolejną – w 1949, gdy stacja nazywała się już po polsku: Krzewina Zgorzelecka. Polacy byli zmuszeni wybudować kilka nowych linii, bo nagła zmiana granic spowodowała, że dotychczasowy układ komunikacyjny stał się niewydajny i wręcz absurdalny. Na stacji pojawiły się więc pociągi PKP do Bogatyni i Zawidowa.

Parę lat później wznowiono ruch na niemieckiej linii kolejowej z Görlitz do Zittau. Umożliwiła to umowa z 23 września 1959, podpisana w Berlinie między rządami PRL i NRD. Od tego czasu przy peronie stacji Krzewina Zgorzelecka spotykały się polskie i niemieckie pociągi. Pasażerowie polskich mogli wysiąść ze składu, ale nie mogli przejść granicy. Pasażerom niemieckich pociągów umożliwiano jedynie przejście wyznaczonym korytarzem, aby mostem granicznym przedostać się na terytorium NRD.

Jak wyglądało to za czasów komunistycznego zamordyzmu? Trochę informacji wyłania się z opowieści pana Bogdana. Gęsta siatka, żołnierze radzieccy i czołgi za granicą. Jeden nieuważny krok mógł skutkować wojskową interwencją. Pan Bogdan, za komuny pracujący w pobliskim Hagenwerder, nie mógł w drodze do domu przejść przez granicę w Krzewinie Zgorzeleckiej. – Trzeba było jeździć naokoło, przez Görlitz – wspomina.

Po upadku komunizmu było już nieco łatwiej. W listopadzie 1992 roku polski rząd podpisał z Niemcami umowę o tzw. małym ruchu granicznym, umożliwiającym mieszkańcom terenów przygranicznych uproszczone przechodzenie między państwami. Na moście powstało także przejście graniczne. Niemcy – na wciąż obowiązujących zasadach tranzytu – mogli bezproblemowo przedostać się z Görlitz do Ostritz, przechodząc korytarzem z siatki. Możliwość przejścia do miasta za rzeką po raz pierwszy uzyskali także Polacy, choć musieli poddać się kontroli granicznej.

A co w przypadku jazdy z Niemiec do Polski, na przykład w relacji Görlitz-Bogatynia albo Zittau-Zawidów? Z powyższego wynika, że pasażer niemieckiego pociągu mógł wyjść ze składu, przejść bez kontroli na stronę niemiecką, zawrócić, poddać się kontroli granicznej, przejść na polską stronę i wsiąść do polskiego pociągu.

Czyli przejść granicę dwukrotnie, żeby jej de facto nie przejść.

3 kwietnia 2000 roku, w dzień największego na polskiej kolei cięcia połączeń pasażerskich, zlikwidowano pociągi osobowe do Bogatyni. Cztery lata wcześniej zdążył tam dojechać Tomasz Gieżyński. – Relacje pociągów były wówczas bardzo różne – wspomina. – Ja jechałem pociągiem Lubań-Zawidów-Bogatynia a wracałem składem relacji Bogatynia-Zawidów-Zgorzelec. Były też pociągi do Węglińca przez Zgorzelec Miasto albo omijające Zawidów.

A co z granicą? – Stało dwóch czy trzech strażników w tym 1996 – wspomina Gieżyński. – Pilnowali, żeby nikt niepowołany nie rozchodził się na boki. Niemcy karnie szli przez most do Ostritz.

21 grudnia 2007 roku Rzeczpospolita Polska przystąpiła do układu z Schengen. Od tej pory jakiekolwiek regulacje dotyczące mostu na Nysie Łużyckiej stały się zbędne.

Spotkanie polskiego i niemieckiego składu przy peronie w Krzewinie Zgorzeleckiej. Fot. Tomasz Gieżyński, data wykonania zdjęcia: 19.07.1996
Spotkanie polskiego i niemieckiego składu przy peronie w Krzewinie Zgorzeleckiej. Fot. Tomasz Gieżyński, data wykonania zdjęcia: 19.07.1996
Cztery lata później w Krzewinie zatrzymywały się już tylko niemieckie składy. Autor zdjęcia, Tomasz Gieżyński, jechał widocznym pociągiem z Zittau do Cottbus, a na polskiej stacji wysiadł na chwilę, żeby zrobić zdjęcie. Awanturę, jaką zrobiła mu niemiecka konduktorka, pamięta do dziś. Data wykonania zdjęcia: 5.05.2005
Cztery lata później w Krzewinie zatrzymywały się już tylko niemieckie składy. Autor zdjęcia, Tomasz Gieżyński, jechał widocznym pociągiem z Zittau do Cottbus, a na polskiej stacji wysiadł na chwilę, żeby zrobić zdjęcie. Awanturę, jaką zrobiła mu niemiecka konduktorka, pamięta do dziś. Data wykonania zdjęcia: 5.05.2005

Niemcy jeżdżą, Czesi jeżdżą, Polacy likwidują

Z Görlitz do Zittau jest niespełna 24 kilometry. Pociągi Kolei Wschodnioniemieckiej ODEG pokonują dziś tę trasę w 39 minut, po drodze czterokrotnie przekraczając granicę. Skład w każdą ze stron jeździ tu co godzinę.

Niemiecki pociąg w Polsce. Kursujące tu składy to jednostki Siemens Desiro (seria 642) w barwach przewoźnika Ostdeutsche Eisenbahn (ODEG)
Niemiecki pociąg w Polsce. Kursujące tu składy to jednostki Siemens Desiro (seria 642) w barwach przewoźnika Ostdeutsche Eisenbahn (ODEG)
Południowa głowica stacji Krzewina Zgorzelecka. Widoczny pociąg relacji Zittau-Cottbus
Południowa głowica stacji Krzewina Zgorzelecka. Widoczny pociąg relacji Zittau-Cottbus

Transgraniczne pociągi pojawiają się też kilkanaście kilometrów na południe, w wiosce Porajów. Prowadzi tędy linia kolejowa z niemieckiego Zittau do czeskiego Liberca. Kursując pomiędzy Niemcami a Czechami, pociągi przejeżdżają niespełna trzy kilometry po terytorium Polski. Choć linia przebiega przez sam środek Porajowa, w polskiej wiosce nie ma żadnego przystanku, z którego mogliby korzystać pasażerowie.

Niemcy i Czesi doskonale radzą sobie bez udziału Polaków – pociąg z Zittau do Liberca także kursuje co godzinę. Nie wszystkie okoliczne linie kolejowe miały tyle szczęścia. Kilka kilometrów na wschód od Krzewiny Zgorzeleckiej znajduje się Zawidów – miasteczko, do której pociągi pasażerskie nie zaglądają od wspomnianego 3 kwietnia 2000 roku.

Patrząc obiektywnie – powody zawieszenia ruchu pewnie by się znalazły. Dworzec kolejowy w Zawidowie leży pośrodku pola, trzy kilometry od centrum miasteczka. Linia kolejowa do pobliskiego Zgorzelca biegnie “zakrętasami”, podczas gdy droga asfaltowa idzie prosto. Także dworzec w Zgorzelcu nie leży najbliżej centrum – miejscowy układ komunikacyjny jest po prostu ofiarą trudnej historii i zmieniających się granic.

Mimo wszystko robi się jakoś smutno, gdy zajrzy się tuż za granicę. Kilkaset metrów od Zawidowa rozpościera się maleńka czeska wioska Černousy. Choć całą gminę zamieszkuje zaledwie około 300 mieszkańców, Černousy mają bezpośrednie kolejowe połączenie z Libercem – stolicą regionu. Pociągi – nowoczesne szynobusy serii RegioSpider – docierają tu co godzinę od 4:00 do 23:00.

Černousy, Czechy. Szynobus Regio Spider szykuje się do odjazdu w stronę Liberca. Kilkaset metrów za peronami biegnie polsko-czeska granica
Černousy, Czechy. Szynobus Regio Spider szykuje się do odjazdu w stronę Liberca. Kilkaset metrów za peronami biegnie polsko-czeska granica

Zawidów jest od Černousów kilkanaście razy większy, jednak nikt nawet nie marzy tu o powrocie pociągu. Tak zwany “Worek Turoszowski” (wystający fragment Polski z Bogatynią jako największym miastem) ze wszystkich stron otoczony jest prężnie funkcjonującymi liniami kolejowymi. Tylko Polacy zlikwidowali tu wszystko co się dało.


Jeżeli zainteresował Cię ten materiał, wesprzyj mnie na Patronite. Blog utrzymuje się bez reklam ani materiałów sponsorowanych, a kosztów i pracy nad nim jest naprawdę dużo.


Zobacz też:

Drezdeński tramwaj towarowy. Unikat, który zniknął z szyn
Miejsca, które zmieniły Boga. Eksplorując opuszczone kościoły Dolnego Śląska
Sodabahn. Unikalna pozostałość po świecie wąskotorowych kolei przemysłowych
Ukraińska republika kolejowo-demokratyczna
Słynna stacja Włoszczowa Północ to… dobry pomysł. Jednak czegoś zabrakło
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

3 komentarzy

  1. IHateFastCars says: Odpowiedz

    Żeby było jeszcze ciekawiej, to w Ostritz co roku odbywał się festyn ku czci pewnego malarza…

  2. Janusz Skowroński says: Odpowiedz

    Był rok 1990. Poprosiła mnie siostra przeorysza klasztoru w Marienthal nad Nysą abym na dworzec kolejowy w Ostritz odwiózł pewnego księdza z Chile. Nosił swojskie nazwisko Domeyko i był potomkiem samego Ignacego. Co ja naszukałem się tego dworca w Ostritz! Wszyscy wskazywali mi… blaszaną wiatę przy rzece. Ale obok nie dostrzegłem żadnych torów kolejowych. Tylko furtkę prowadzącą na mostek. Była zamknięta. Po drugiej stronie Nysy stał Polski WOP-ista. Zawołałam, przeszedł przez mostek i zza furtki wyjaśnił aby poczekać po tym blaszakiem. Kiedy nadjechal pociąg z Zittau, pasażerowie wysiedli w Krzewinie i karnie poszli za żołnierzem. Przeszli przez most, WOP-ista otworzył kluczem furtkę, sprawdził dokumenty i wypuścił przyjezdnych. Potem poprosił tych z blaszaka, znów sprawdził dokumenty i wypuścił na most aby doszli do pociągu. Za ostatnim zamknął furtkę na klucz i poszedł sprawdzić, czy wszyscy wsiądą do pociągu. Kiedy ksiądz Domeyko wsiadł a pociąg ruszył, głęboko odetchnąłem po drugiej stronie rzeki.

    1. Dziękuję za ten komentarz! Bardzo ciekawa historia.

Dodaj komentarz