Beztroski rosyjski wędrowiec

Najprościej nazwać go muzykiem rockowym, choć niesłychanie bliski jest mu folk; grywał i reggae, i jazz, i eksperymentalną elektronikę; tworzył delikatne ballady gitarowe, czym zasłużył sobie na miano barda; szukał inspiracji w muzyce egzotycznej, psychodeli i pieśniach średniowiecznych. Z mediów i płyt znany pod inicjałami BG, w rzeczywistości nazywa się Borys Borysowicz Grebienszczikow.

“- Za kogo się sam uważasz?
– Za szamana… A przynajmniej szamani mnie za swojego biorą. No i coś z terrorysty we mnie jest, bo nie lubię jak wszystko tak gładko i nudno idzie…”

Od kiedy w 1972 roku założył legendarną już grupę Akwarium, własnym nazwiskiem podpisał kilkadziesiąt płyt. Jedna z najbardziej znanych nosi nazwę “Beztroski rosyjski wędrowiec”, co idealnie pasuje do treści albumu, będącego swobodną peregrynacją przez wszystkie ważniejsze style muzyczne. Myliłby się jednak oczekujący dźwiękowego bałaganu; całość wydawnictwa jest zadziwiająco spójna w swoim chaosie. I takim właśnie beztroskim podróżnikiem jest też sam wokalista, od kilkudziesięciu lat  bezustannie poszukujący. Oto przykłady dwóch radykalnie różnych muzycznych twarzy Grebienszczikowa:

Jak przystało na Rosjanina, niezwykle istotna dla BG jest kwestia wiary. Zawsze bliski swym chrześcijańskim korzeniom, pod koniec lat dziewięćdziesiątych zainteresował się buddyzmem. W 2006 roku guru Śri Chinmoy Kumar Ghose nadał muzykowi indyjskie imię Puruszottama, co w wolnym tłumaczeniu znaczy “wychodzący poza ograniczenia”. Trudno byłoby trafniej określić Borysa, który wkrótce potem wyjeżdża do Indii, goli głowę na łyso, zapuszcza długą brodę i medytuje wspólnie z lokalnymi mnichami.

30NewYork20072

Od tego czasu płyty Akwarium przepełnione są religijnym słownictwem i obecnością wielu bóstw “zapożyczonych” z rozmaitych religii. Bo, jak sam lider zespołu mówi:

“Wszystko wokół – to Bóg.”

Poniżej dwa przykłady religijnego zaangażowania. Najpierw prawosławna ballada o Nikicie z Riazania, który budował miasto, a gdy nie starczyło mu gwoździ, zatarł ręce i – pozostawiając starców, kobiety oraz młodych czeladników – udał się do pobliskiego sadu, by pod kwitnącymi krzewami odnaleźć ukojenie duszy. Wtedy podeszła do niego Święta Zofia, i razem zaczęli się modlić (przekład własny):

Spójrz, Panie, oto twierdza,
lecz nie chronią przed strachem jej mury.
My jesteśmy dziećmi w Twych rękach,
naucz nas widzieć Cię w każdy dzień ponury.
Przyjmij, Panie, ten oto chleb i wino,
spójrz, Panie, spójrz, jak spadamy na dno,
naucz nas oddychać pod wodą.

Drugi utwór utrzymany jest już w o wiele weselszej tonacji. To żartobliwa, hinduistyczno-buddyjska opowieść o młodej Nastazji, która wyszła z domu zupełnie nago (chciałoby się powiedzieć – niczym córka Grebienszczikowa w Playboyu). Nie spodziewała się dziewczyna, że za chwilę zleci po nią na trzech orłach Niebiański Kawaler, aby porwać z sobą i zawlec do Nirwany. “Ledwie zdążyła zawołać mamę, a już żywcem wzięta w Raj” – śpiewa BG. Tekst jest na tyle odkrywczy i śmieszny, że kusi jego tłumaczenie – niestety, tego słownego geniuszu nie da się tak łatwo przełożyć na polski.

Jak na poszukującego przystało, zdarzają się też w twórczości Grebienszczikowa bardzo wesołe, a czasami i rubaszne utwory. “Wszyscy mi mówią, że pić nie można, a ja mówię, że pić będę!” śpiewa BG w jednym z hitów na melodię irlandzkiego tradycyjnego tańca; dwie płyty wcześniej chwali inne używki: “mamo, w wakacje jedziemy na Jamajkę pracować nad paleniem trawy”. Ot, człowiek-orkiestra.

Akwarium na pewno pojawi się jeszcze na tym blogu nie raz, bo to zjawisko tak ciekawe, że szkoda byłoby poświęcić im tylko jeden skromny wpis. A tymczasem, posłuchajcie legendy, aby nie być jak łysy pan z jednego rosyjskiego demotywatora:

Timati Grebenshkikov
“Grebienszczikow? Nie, nie znam.”

***

I jeszcze parę utworów godnych polecenia:

Dodaj komentarz