• Bliski Wschód
  • Wzgórza Golan. Eksplorując pole bitwy

    Przy skrzyżowaniu izraelskich dróg krajowych numer 87 i 98 utworzyły się długie kolejki zaparkowanych samochodów osobowych. Dziesiątki młodych Izraelczyków rozkoszują się tu świeżo spadłym śniegiem - lepią bałwana, rzucają śnieżkami, całym ciałem padają w śnieg. Tuż obok tego pejzażu śnieżnej radości stoi stary czołg Centurion, którego smętnie zwisająca lufa wskazuje terytorium nieodległej Syrii. To typowy obraz z podróży do Izraela - raj zmienia się w piekło, piekło zmienia się w raj. Wojna czołgów przeistoczyła się tu w bitwę na śnieżki...
  • Bliski Wschód
  • “Wagonetka”, “półdzień” i “prozit”, czyli rozmówki hebrajsko-polskie

    Pewnego dnia, podczas jednej z moich wizyt w Tel Awiwie, pokazano mi dość niecodzienną książkę. - Czytaj - zachęciła znajoma, kładąc na stole rozmówki polsko-hebrajskie wydawnictwa S. Zack z Jerozolimy. Zacząłem więc kartkować od prawej, jak przystało na izraelską publikację, po czym zamarłem. "Włożę płaszcz kaloszy" widniało w dziale o pogodzie; "Proszę zrobić przedział zboku" - sugerowano w dziale o wdzięcznej nazwie "fryzjernia".
  • Bliski Wschód
  • Kolej obiecana

    - Mogę zobaczyć pana dokumenty? Bagaż proszę położyć na taśmę - czarnoskóry ochroniarz spojrzał na mnie nieufnie. Plecak został przeskanowany, a ja musiałem wyciągnąć wszystko z kieszeni i przejść przez wykrywacz metali. Nie wchodziłem na lotnisko ani do parlamentu, lecz na stację kolejową w niewielkim mieście na pustyni. Tak jednak funkcjonuje kolej w Izraelu.
  • Bliski Wschód
  • Sklepik z głowami

    Gwałtowna burza dobiegła końca, chmury się rozeszły i ustąpiły miejsca pomarańczowemu grudniowemu słońcu. To mógłby być wieczór z kategorii tych romantycznych, gdyby romantyczne wieczory dało się przeżywać w samotności. Szedłem w dół ulicą Icchaka Sadeha w Tel Awiwie, przez jedną z biedniejszych dzielnic centralnej części miasta. W oddali punktowo wyrastały bogate wieżowce, wokół rozpościerały się niewielkie bloczki i baraki, punkty sprzedaży opon i rosyjskie sklepy spożywcze. Czarni imigranci załatwiali w bramach jakieś szemrane interesy, studzienki kanalizacyjne z jękiem przyjmowały resztki pierwszej zimowej ulewy, a ruch na dwupasmowej ulicy generała Sadeha nie cichł ani na moment. Nagle, tknięty tym specyficznym, znajomym wszystkim podróżnikom wrażeniem, że ktoś mnie obserwuje, przystanąłem i jąłem rozglądać się dookoła. W istocie - coś na mnie patrzyło. Z witryny sklepowej wgapiały się we mnie trzy ekscentryczne głowy.