Lotniczy PKS? Najkrótszy lot w życiu i samoloty jak autobusy

Istnieją na świecie miejsca, w których samoloty przypominają raczej podmiejskie autobusy. Daleko im do prestiżowego, dynamicznego środka transportu – w takich miejscach pełnią rolę głośnego, niepewnego i trzęsącego się źródła podstawowej komunikacji z sąsiednią wioską (nierzadko oddaloną o kilkaset kilometrów). Jeżeli popsuje się pogoda, samolot nie wyląduje, a wtedy koniec – jesteś do odwołania uwięziony na skrawku lądu pośród oceanu.

Samolot Bombardier Q200 ląduje na wyspie Flores po dziewięciominutowym locie z Corvo
Samolot Bombardier Q200 ląduje na wyspie Flores po dziewięciominutowym locie z Corvo

Tego dnia na pokład samolotu z Flores na wyspę Corvo wsiada zaledwie siedmiu pasażerów.

– Proszę siadać w ostatnich trzech rządach – upomina stewardessa, pamiętając o odpowiednim wyważeniu samolotu. W większych maszynach siedem osób to ciężar niemal niezauważalny, ale tutaj, na pokładzie malutkiego Bombardiera Q200, każdy kilogram może mieć znaczenie.

Do samolotu wejdzie maksymalnie 37 pasażerów. Dla porównania: popularny Autosan H9, król polskich PKSów, był zazwyczaj wyposażony w 39-41 foteli. Tramwaj Solaris Tramino, kursujący m.in. po ulicach Poznania, zabierze według specyfikacji aż 229 pasażerów, w tym 48 na miejscach siedzących.

Samolot jest wielkości autobusu PKSu, bo i taką rolę pełni na wysepkach pośrodku oceanu. To jedyna możliwość komunikacji dla mieszkańców oddalonych od lądu wioseczek. Także jego kształt momentami przypomina autobusy: ostatni rząd to tak naprawdę długa kanapa, podobna do tych z wycieczek szkolnych (zawsze siadali tam najbardziej niepokorni; to tam odbywały się najlepsze imprezy, z dala od dociekliwego oka nauczyciela).

Lotnisko na wyspie Flores. Samolot Bombardier Q400 gotów do startu w stronę Horty
Lotnisko na wyspie Flores. Samolot Bombardier Q400 gotów do startu w stronę Horty
Malutkie wnętrze Bombardiera Q200 widziane z końca samolotu
Malutkie wnętrze Bombardiera Q200 widziane z końca samolotu

Najkrótszy lot w życiu

Odległość między lotniskami Flores i Corvo wynosi zaledwie 23 kilometry. Samolot wznosi się na maksymalną wysokość 600 metrów, a pokonanie całej trasy zajmuje mu niespełna 10 minut. Tego dnia: 9 minut i 9 sekund licząc od rozpoczęcia rozbiegu do końca lądowania. 8 minut i 20 sekund w powietrzu.

[]

Lotnisko na Corvo przyjmie dziś dwa takie starty i lądowania. Za każdym razem będzie to łączony lot z największej na Azorach wyspy São Miguel na wspomnianą już wyspę Flores. Każdy z nich wyląduje po drodze na paru innych wyspach. Ponta Delgada – Terceira – Horta – Corvo – Flores. I w drugą stronę. Jak w PKSie.

Następny lot – dopiero za dwa dni. Wszyscy, którzy przylecą tego dnia na Corvo, nie wydostaną się z wyspy przez następne 48 godzin. Bywa, że utkną na dłużej. Jeśli pogoda nie będzie sprzyjać, co na dalekich Azorach jest raczej normą, niż wyjątkiem, linia lotnicza odwoła loty. Później trzeba będzie organizować dodatkowe kursy i przez następnych kilka dni wywozić ludzi, którzy nie zmieszczą się do jednego malutkiego samolotu.

Wyspa Corvo. Samolot Bombardier Q200 podchodzi do lądowania na malutkim lotnisku pośrodku Atlantyku
Wyspa Corvo. Samolot Bombardier Q200 podchodzi do lądowania na malutkim lotnisku pośrodku Atlantyku
Lotnisko na Corvo jest naprawdę malutkie
Lotnisko na Corvo jest naprawdę malutkie

O ile na lotnisku Flores wciąż działa pustawa restauracja, o tyle w budynku powietrznego dworca na Corvo nie ma nic zbędnego. Pojedyncze stanowisko odprawy pasażerskiej, skaner do bagażu. Zaraz za stanowiskiem odprawy bezpieczeństwa – drzwi na płytę lotniska. Kiedy odprawę przejdzie więcej niż pięciu pasażerów, trudno pomieścić się w malutkim pomieszczeniu.

Tego dnia lotnisko będzie czynne do późnego wieczora. Razem z nim – wszystkie maszyny. Buczenie skanera będzie towarzyszyło nudzącym się pracownikom do końca ich zmiany. – Nie można tego wyłączyć, skoro przez dwie doby nic już stąd nie wyleci? – pytam. Odpowiada mi wzruszenie ramion.

Wyspiarski hub

250 kilometrów na wschód, na wyspie Horta, oglądaniu samolotów towarzyszą dźwięki delikatnej muzyki. Stoimy na dachu lotniska, pełniącym tutaj rolę tarasu obserwacyjnego. Jak na dłoni widać startujące i lądujące samoloty, którym towarzyszy masywna sylwetka wulkanu Pico, wyrastającego wprost z morza na wysokość 2351 m n.p.m.

Horta to dla zachodnich Azorów swoisty hub komunikacyjny. Niewielkie Bombardiery Q200 i Q400 przylatują tutaj z Ponta Delgada i Terceiry. Niektóre z nich polecą na Flores. Te najmniejsze – na Corvo. Lotnisko ma także połączenie z Lizboną, obsługiwane dużo większym odrzutowym Airbusem A320.

Wszystkie procedury są tutaj wypełniane z dużą skrupulatnością. Chociaż to środek oceanu i problemy świata wydają się być daleko za niebieskimi wodami Atlantyku, pasażerowie nie mogą pozostać w samolotach w trakcie międzylądowania. Jeśli pasażer leci z Flores do Ponta Delgada, a samolot wykona jedynie krótkie międzylądowanie na Horcie, trzeba wyjść do terminalu, ponownie ustawić się w kolejce, okazać kartę pokładową i dokument tożsamości, po czym wrócić do samolotu na zajęte wcześniej miejsce.

O ile kto inny go nie zajmie. Na wszystkich lotach między wyspami funkcjonuje bowiem zasada “kto pierwszy, ten lepszy”, a miejsca nie są przydzielane przez systemy rezerwacyjne. Jak w PKSie.

A co, jeśli leci się pełną trasę z Flores do Ponta Delgada, z międzylądowaniami na Corvo, Horcie i Terceirze? Nie ma zmiłuj – trzykrotnie trzeba wysiadać z samolotu, ustawiać się do odprawy na lotnisku, przepuścić pasażerów z dziećmi, po czym znowu biec i zajmować upragnione miejsce.

Papież błogosławi stolicy

W stolicy regionu samoloty tracą swój urok lokalnego “PKS Atlantyk”. Lotnisko im. Jana Pawła II to już pełnoprawny międzynarodowy port lotniczy. Można stąd dolecieć nie tylko do kontynentalnej Portugalii, ale i na największe lotniska Europy (Frankfurt, Londyn, Amsterdam), czy Ameryki Północnej (Nowy Jork, Boston, Toronto, Montreal). Pomiędzy większymi samolotami ukrywają się maleństwa, latające na wysepki archipelagu Azorów.

Przed lotniskiem – znajomy polskiemu oku akcent. Pasażerom błogosławi pomnik Jana Pawła II, postanowiony na pamiątkę papieskiej pielgrzymki z maja 1991 roku.

Położenie lotniska i nakierowanie pasa startowego sprawia, że turyści odwiedzający Ponta Delgada mają mnóstwo możliwości do uprawiania flyspottingu (fotografii lotniczej). Co kilkanaście minut nad miastem słychać silniki mniejszych lub większych jednostek latających. A jeśli odnajdzie się opuszczony kościół, zlokalizowany zaledwie trzysta metrów od pasa startowego, z jego wieży można będzie jak na dłoni zobaczyć cały teren lotniska.

Ale to już nie to samo. W stolicy archipelagu kończy się klimat wyjątkowego lotniczego końca świata.

Odrzutowy Airbus A320-200 linii lotniczej Azores Airlines właśnie wylądował na lotnisku w Ponta Delgada
Odrzutowy Airbus A320-200 linii lotniczej Azores Airlines właśnie wylądował na lotnisku w Ponta Delgada
Przed lotniskiem w stolicy Azorów stoi pomnik papieża Polaka
Przed lotniskiem w stolicy Azorów stoi pomnik papieża Polaka
Pojawia się tutaj - jak widać - także znana linia lotnicza REYNAR
Pojawia się tutaj – jak widać – także znana linia lotnicza REYNAR
Airbus A319 linii TAP startuje z Ponta Delgada jako rejs do Porto
Airbus A319 linii TAP startuje z Ponta Delgada jako rejs do Porto
A Bombardier Q400 linii SATA podchodzi do lądowania ponad dachami domów
A Bombardier Q400 linii SATA podchodzi do lądowania ponad dachami domów
Lotniczy PKS zbliża się do jednej z wysp Azorów
Lotniczy PKS zbliża się do jednej z wysp Azorów
Samolot przygotowuje się do startu z lotniska Corvo
Samolot przygotowuje się do startu z lotniska Corvo

Zobacz też:

Corvo. Samotność wyspiarza (1)
Corvo. Kolory kaldery (2)
Adres: cmentarzysko samolotów
Dzień z życia islandzkiego konia
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

Dodaj komentarz