Dziewięć nieznanych ciekawostek z Południowej Afryki

Jedzenie kamieni, współczesny Hitler i skomplikowany system wzywania autobusu. RPA to kraj pełen dziwactw i ciekawostek. Zobacz, czym może zaskoczyć Cię Południowa Afryka.

"Wielka piątka" zwierząt afrykańskich namalowana na murze w Johannesburgu. Lampart ma zeza
“Wielka piątka” zwierząt afrykańskich namalowana na murze w Johannesburgu. Lampart ma zeza

Na drugim robocie w prawo

Potwierdzam zapytania, płynące do mnie z różnych stron. To prawda – mieszkańcy Południowej Afryki rzeczywiście nazywają sygnalizację świetlną robotem. “Go straight on, turn right at the second robot…”

Skomplikowany system autobusowych znaków

Lepiej zmagać się z robotami za kółkiem, niż próbować jeździć autobusem po dużych miastach RPA. Podstawą komunikacji miejskiej są tutaj busy, zwane taxi (i tak każdy doskonale wie, kiedy mówi się o zwykłej taksówce, a kiedy o zbiorowej). Nie mają one numerów ani konkretnych tras – żeby dojechać do swojej dzielnicy, należy pokazać kierowcy odpowiedni znak ręką i liczyć na to, że któraś ze zbiorowych taksówek akurat jedzie w odpowiednim kierunku.

Problem w tym, że znaków jest dużo. Bardzo dużo…

Poradnik autobusowych znaków wykorzystywanych w obrębie Johannesburga
Busiki na przystanku początkowym w centrum Pretorii
Autobusowe znaki z południowoafrykańskich ulic trafiły nawet na znaczki pocztowe

Jadalne kamienie

Smażone motyle do jedzenia to swego rodzaju standard w różnych egzotycznych częściach świata, ale kamienie na stoisku z jedzeniem widziałem po raz pierwszy.

Podobno są szczególnie przydatne kobietom w ciąży jako bogate źródło wapnia – surowca ważnego dla matki i jej dziecka. Ale kiedy kupiłem sobie kamlota na spróbowanie, podeszła do mnie starsza kobieta z pytaniem skąd to mam i za ile, bo ona uwielbia. Cóż, o gustach się ponoć nie dyskutuje, ale jak dla mnie było to raczej ziemiste i zapychające.

Jedzenie kamieni – stereotypowa Afryka na 200%.

Reklamy uliczne

Gdyby kobieta w ciąży nie chciała wydawać pieniędzy na bogate w wapń jadalne skały, zawsze może zrobić sobie aborcję. Reklamy aborcji wiszą wszędzie. Na każdym słupie, każdej ścianie, każdym śmietniku.

Towarzyszą im ogłoszenia o powiększeniu penisa i anonse proroków, wróżek, szamanów. Dotyczące zdjęcia uroku, przepowiadania przyszłości, zaklinania obiektu niespełnionych uczuć. Pisałem o tym już w poprzednim wpisie o Johannesburgu.

Poligamia

Prezydent RPA, Jacob Zuma, ma 6 żon, które urodziły mu 21 dzieci. I nie jest bynajmniej w swej rozpuście osamotniony. Król maleńkiego królestwa Suazi, Mswati III, może pochwalić się liczbą prawdopodobnie szesnastu żon (dane zmieniają się dynamicznie, więc mogą być już nieaktualne). Trzeba jednak królowi wytknąć, że daleko mu do wyniku ojca, który za swojego życia stanął przed ołtarzem ponad siedemdziesiąt razy.

Tradycyjna poligamia nadal jest praktykowana w południowej części Afryki. Nie tylko wśród głów państw. W dzisiejszym świecie niesie za sobą szereg problemów, takich jak…

HIV

Według statystyk, prawie trzydzieści procent mieszkańców królestwa Suazi jest zarażonych wirusem HIV. W niektórych kategoriach wiekowych wskaźnik ten przekracza połowę. To najwyższy wynik na świecie.

Jest więc bardziej niż prawdopodobne, że pani kucharka, która przygotowywała mi w Suazi obiad, sprzedawca ze sklepu, urzędnik na granicy i w ogóle ludzie z otaczającego mnie na ulicy tłumu, są chorzy na AIDS. 

W Republice Południowej Afryki HIV zarażony jest co piąty mieszkaniec, co daje siedem milionów nosicieli wirusa.

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, ale jeden z ważniejszych to wspomniane powyżej tradycyjne wielożeństwo. Jeżeli mężczyzna bierze sobie za żonę kobietę zarażoną HIV, a potem poślubi jeszcze kilka innych, wirus przenosi się na wszystkie kobiety… plus ich potomstwo.

Wspomniany prezydent Zuma, pomimo posiadania sporego haremu, w 2005 roku dopuścił się gwałtu na młodej aktywistce politycznej, o której wiadomo było, że jest zarażona wirusem HIV. Szczęśliwie do transmisji wirusa nie doszło, co prezydent tłumaczył wzięciem gorącego prysznica zaraz po stosunku. Jego zdaniem wystarczająco ciepła kąpiel pozwala w stu procentach obronić się przed niebezpieczeństwem AIDS.

Stojąca w centrum Durbanu ogromna czerwona wstążka symbolizuje walkę kraju z epidemią wirusa HIV
Stojąca w centrum Durbanu ogromna czerwona wstążka symbolizuje walkę kraju z epidemią wirusa HIV

Bantustany

Słowo “bantustan” funkcjonuje w języku polskim jako synonim republiki bananowej – słabego, niestabilnego, zależnego od innych państwa trzeciego świata. W rzeczywistości bantustany były czymś na wzór indiańskich rezerwatów. Białe władze Afryki Południowej wydzielały kawałek nieurodzajnej ziemi, na których przymusowo osiedlały rdzenną (czarną) ludność kraju. Na czele bantustanów stawali lokalni watażkowie, zazwyczaj wspierający ustrój apartheidu (bo to apartheid dawał im możliwość władzy w parapaństewku).

Czterem bantustanom udało się uzyskać formalną niepodległość. Nie została ona nigdy uznana przez ONZ, ale można teoretycznie powiedzieć, że mapa tego regionu świata wyglądała jeszcze niedawno zupełnie inaczej, niż nam się wydaje.

Rzeczywista mapa polityczna Południowej Afryki lat 80tych (z uwzględnieniem bantustanów)
Rzeczywista mapa polityczna Południowej Afryki lat 80tych (z uwzględnieniem bantustanów)

Na szczególną uwagę zasługuje bantustan Bophuthatswana, którego przywódca Lucas Mangope wsławił się kolaboracją z białymi rasistowskimi bojówkami. Kiedy Nelson Mandela i jego Afrykański Kongres Narodowy szedł po władzę, kiedy ustrój apartheidu miał się ku końcowi a bantustany miały przestać istnieć, Mangope wezwał na pomoc uzbrojone komanda białych burskich nacjonalistów, by pomogły mu powstrzymać czarny marsz ku równouprawnieniu. Skończyło się to rasistowską rzezią czarnych na polecenie ich czarnego przywódcy.

Lucas Mangope do dziś cieszy się wolnością i jest aktywny w krajowej polityce.

W więzieniu siedział za to…

Eugene Terre’Blanche – współczesny Hitler

Kiedy po raz pierwszy obejrzałem ten krótki filmik z przemową Terre’Blanche’a, myślałem, że to ujęcia z jakiejś zapomnianej komedii o Hitlerze w innych realiach. Wszystko tu wydaje się być parodią – pseudo-swastyka, mundury, czerwono-białe flagi, głos i gestykulacja… Ale to nie parodia, tylko rzeczywiste zjawisko polityczne zwane Afrykanerskim Ruchem Oporu.

Genezą szaleństwa Terre’Blanche’a jest wielowiekowe przekonanie o wyższości Burów (posługujących się językiem afrykanerskim potomków białych kolonizatorów) nad czarną ludnością Afryki. I chęć utrzymania dominacji białej rasy w momencie dochodzenia do władzy Afrykańskiego Kongresu Narodowego Nelsona Mandeli.

Wojciech Jagielski napisał całą książkę o Eugenie Terre’Blanche’u i jego Afrykanerskim Ruchu Oporu. “Wypalanie traw” – bardzo polecam. Fantastyczna lektura.

Na własne ryzyko

Z powyżej wypisanego wyłania się obraz Południowej Afryki jako bardzo ciekawego, ale i pełnego niebezpieczeństw miejsca. Może więc nie dziwne jest, że wszędzie w RPA widnieje dopisek “na własne ryzyko”?

Safari – na własne ryzyko (co zrozumiałe). Ale i wizyta w muzeum – na własne ryzyko. Zakupy w supermarkecie – na własne ryzyko. Korzystanie z toalety – na własne ryzyko. “At your own risk”.

Przedstawicielki ludu Suazi podczas szalonego tradycyjnego tańca. Oglądanie tańca - na własne ryzyko!
Przedstawicielki ludu Suazi podczas szalonego tradycyjnego tańca. Oglądanie tańca – na własne ryzyko!

Różne drobniejsze ciekawostki pojawiają się częściej na Facebookowej stronie Stacji Filipa. Przestrzegam jednak – lajkowanie na własne ryzyko!

Dodaj komentarz