Gruzini nie lubią trolejbusów

Ogólnoświatowa tendencja stawiania na nowoczesny, ekologiczny transport miejski omija Kaukaz. Od czasu uzyskania niepodległości, Gruzini i Azerowie niemal całkowicie zniszczyli wszystkie swoje sieci tramwajowe oraz trolejbusowe. Na całym Kaukazie Południowym pozostały zaledwie dwa miasta, gdzie ledwo zipiące trolejbusy dożywają swoich dni.

Kutaisi. Drugie pod względem wielkości miasto Gruzji, siedziba krajowego parlamentu i lotnicza brama Kaukazu (od pięciu lat dolatują tu tanie europejskie linie lotnicze). Miasto z wielkimi aspiracjami i jeszcze większymi niepowodzeniami w ich realizowaniu. Na ulicach dominują busiki – stare, niewygodne Mercedesy z upchanymi byle jak siedzeniami. Czasem przemknie ściągnięty z zachodu autobus, przez gruzińskiego kierowcę wyposażony w dużą ilość piłkarskich proporczyków i świętych obrazków.

Trolejbusy, ostatni element cywilizowanego transportu miejskiego w Kutaisi, rdzewieją. Ktoś ustawił je w piramidkę – jeden na drugim, podwoziem przytulony do sufitu sąsiada. W cieplejsze miesiące przychodzą tu bezdomni i tworzą z wraków noclegownię.

Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi
Rdzewiejące wraki trolejbusów na terenie dawnej zajezdni w Kutaisi

Kiedy jeździły, też z daleka świeciły piłkarskimi proporczykami i obrazkami z Jezusem. Były powolne i zaniedbane. To paradoks radzieckich systemów transportu publicznego – rozwiązania, które w dzisiejszym świecie byłyby uznane za ekologiczne i nowoczesne, doprowadzono do takiego stanu, że stały się jeżdżącym synonimem zacofania i biedy.

A Gruzja nie chciała być zacofana. Neoliberalne reformy Micheila Saakaszwilego (doszedł do władzy w 2004 roku, po tak zwanej rewolucji róż) miały zmienić kraj na wzór – nazwijmy to – amerykański. Zmniejszono liczbę podatków, rozpoczęto prywatyzację majątku państwowego, no i pozbyto się trolejbusów. Amerykanie rzadko korzystają z miejskiego transportu elektrycznego; mają jednak swoje szerokie drogi, infrastrukturę dostosowaną przede wszystkim do ruchu samochodowego, a najważniejsze – po dwa dżipy w garażu.

I tak, rok po roku, poradzieckie systemy transportu miejskiego znikały z ulic kaukaskich państw (w Azerbejdżanie i Armenii nie było proamerykańskich wizjonerów, ale mechaniczna rzeź i tak się dokonała).

W 2004 roku trolejbusów pozbyło się Poti, Gandża i Nachiczewan.
W 2005 – Batumi i Giumri.
W 2006 – Baku (tramwaje w 2004), Mingeczaur, Ozurgeti, Sumgait (tramwaje w 2003) i Tbilisi (równocześnie z ulic gruzińskiej stolicy usunięto tramwaj).
W 2008 – Cziatura.
W 2009 – Kutaisi, Rustawi i Zugdidi.
W 2010 – Gori.
Jeszcze wcześniej zwinięto trolejbusy z ulic Cchinwali (1990) i Samtredii (2000).

Mapa sieci trolejbusowych i tramwajowych na Kaukazie. Na czerwono zaznaczone zlikwidowane systemy. Na zielono - jeszcze cudem istniejące
Mapa sieci trolejbusowych i tramwajowych na Kaukazie. Na czerwono zaznaczone zlikwidowane systemy. Na zielono – jeszcze cudem istniejące

Może to kwestia kultury? Kaukascy mężczyźni słyną z dumy. Przecież nie będą jeździć trolejbusem – to samochód jest symbolem męskiej siły i władzy.

Może chodzi o niechęć względem systemu, który te trolejbusy budował? Ale w takim razie powinno się w Gruzji zburzyć każde osiedle mieszkaniowe i stację kolejową (a stare radzieckie lokomotywy czym prędzej zezłomować – póki co mają się dobrze).

A może wszystko powodowane jest biedą? Mamy biedne społeczeństwo, myślą Gruzini, i nie stać nas na utrzymywanie publicznego transportu w naszych miastach. Usuńmy więc trolejbusy, a mieszkańcy będą musieli chodzić pieszo i tym sposobem zaoszczędzą na biletach i fitnessclubie.

Trolejbusy w Zugdidi, 1999 rok. Fot. David Pearson. Zdjęcie pochodzi z witryny <a href="http://transphoto.ru/photo/916132/" target="_blank">transphoto.ru</a> - tam też więcej fotografii dawnych kaukaskich trolejbusów
Trolejbusy w Zugdidi, 1999 rok. Fot. David Pearson. Zdjęcie pochodzi z witryny transphoto.ru – tam też więcej fotografii dawnych kaukaskich trolejbusów
Trolejbusy w Batumi, 1999 rok. Fot. David Pearson. Zdjęcie pochodzi z witryny transphoto.ru - tam też więcej fotografii dawnych kaukaskich trolejbusów
Trolejbusy w Batumi, 1999 rok. Fot. David Pearson. Zdjęcie pochodzi z witryny transphoto.ru – tam też więcej fotografii dawnych kaukaskich trolejbusów

Z całej tej rzezi przeżyły tylko trolejbusy w Erywaniu, stolicy Armenii, oraz w Suchumi, stolicy separatystycznej Abchazji. Erywańskie niedobitki dożywają swoich dni i z roku na rok zmniejsza się ilość obsługiwanych przez nie linii. Tymczasem Suchumi nie tylko wymieniło stare radzieckie pojazdy na nowsze, ale i nie skróciło żadnej z linii! (trasa trolejbusu numer dwa jest obecnie w remoncie, przygotowywana do ponownego otwarcia)

Suchumi, ulica Nazadze. Pasażerka wysiadła z samochodu i pędzi do stojącego na pętli trolejbusu
Suchumi, ulica Nazadze. Pasażerka wysiadła z samochodu i pędzi do stojącego na pętli trolejbusu
Suchumski trolejbus przejeżdża obok typowych dla miasta opuszczonych budynków
Suchumski trolejbus przejeżdża obok typowych dla miasta opuszczonych budynków

Abchazja to jednak przypadek bardzo specyficzny. Mieszkańcy Kaukazu Południowego będą więc nadal gnieść się w niewygodnych, zatłoczonych marszrutkach, których kierowcy gnają na złamanie karku, a w środku trudno się nawet wyprostować. Sami tak wybrali. Podobnie jak wiele innych narodów byłego Związku Radzieckiego. Wschodnie uwielbienie marszrutek jest dla mnie jedną z tych nierozwiązywalnych tajemnic wszechświata.


Zobacz też:

Valparaíso – trolejbusowa podróż w czasie
  • Facebook
  • Twitter
  • Add to favorites
  • Email
  • Wykop
  • Kciuk
  • RSS

7 komentarzy

  1. Ja tych marszrutek nie cierpię! Ja zastanawiam się nad dwoma rzeczami : co się stało z autobusami w komunikacji międzymiastowej, bo chyba w czasach ZSRR musiały być? Dwa dlaczego na Ukrainie panuje paniczny lęk przed otwartym oknem w msrszrutce lub w pociągu? Nawet w 30 stopniowy upał…

    1. Autobusy gdzieniegdzie się jeszcze spotyka, choć rzeczywiście jest to dosyć rzadkie zjawisko. Co do okna – tak, też zauważyłem ten mankament ;) Choć sam ostatnio miałem na odwrót – walczyłem z dziewczyną, żeby okno zamknęła, bo otwarcie go na oścież przy 120 km/h (i to w listopadzie) nie było zbyt przyjemne.

      1. Hmm w zeszłym roku studiowałem rozkład w Czerniowcach i wyszło że tylko dwa polaczenia obsługiwane autobusami : Czerniowce – Rachów starym ikarusem, jechałem nim i oczywiście okna były zaspawane ale na rozkładzie jazdy jest zaznaczone że obsługuje je autobus. I widziałem autobus Czerniowce – Suczawa. Także chyba Lwów – Truskawiec jeżdżą autobusy, ale nie mniej 95% połączeń obsługują żółte żuczki. Nie mówiąc już o tym że w lecie naprawdę ciężko w nich wytrzymać.

  2. Też jest dla mnie kompletnie nie zrozumiale podejście władz byłych państw radzieckich do kwestii publicznego transportu zbiorowego. W tych większych (choć tutaj Tbilisi, Baku i Erywań akurat nie są dobrymi przykładami) zazwyczaj jeszcze wszystko jakoś funkcjonuje, ale w mniejszych miastach czasami średnia wieku pasażerów podchodzi po 70 lat. W końcu emeryci mają darmową komunikację i teoretycznie mają czas czekać godzinę na tramwaj… A była zajezdnia w Kutaisi ma swój klimat. Ciekawe, czemu spiętrowali te trolejbusy – w 2013 roku jak tam byłem stały jeszcze normalnie.

    1. Bo na terenie zajezdni powstał jakiś nowy budynek i nie starczało miejsca. Ciekawe, że też bardziej im się opłacało robić trolejbusową piramidę, a nie wywieźć je gdzieś i pożylektować…

  3. wg says: Odpowiedz

    Nie tylko narody byłego ZSRR uwielbiają pasażerskie dostawczaki. Scenka z hotelu w tureckiej Konyi, gdzie ostatnio rozbudowano sieć tramwajową i wymieniono cały tabor, więc tramwaje są tam naprawdę szybkie i nowoczesne. Ukraińcy(!) pytają recepcjonistę, gdzie jest najbliższy przystanek tramwajowy oraz gdzie można kupić bilety, na co ten odpowiada: złapcie marszrutkę, nie będziecie się musieli przejmować szukaniem przystanków ani biletów!

  4. W przypadku Ukrainy te wszystkie PAZy, Bogdany i Etalony to są po prostu autobusy. Wydaje mi się zresztą że większość z nich jest państwowa – skoro państwo zubożało, to i środki transportu kupuje po taniości.

Dodaj komentarz