Corvo. Kolory kaldery (2)

Tak mogłaby wyglądać filmowa pustelnia Luke’a Skywalkera: oddalona wyspa pośrodku wielkiego oceanu. Jej postrzępione szczyty wynurzają się z nisko płynących chmur.


To druga część artykułu o wyspie Corvo. Pierwsza, poświęcona jedynej na wyspie wiosce, znajduje się tutaj.


– Czym można się zajmować na oddalonej od świata wyspie? – to pytanie, które regularnie pojawia się, gdy wspominam komuś o Corvo.

Zazwyczaj odpowiadam, że można zajmować się… życiem. To w sumie ciekawe, że takie pytanie w ogóle pada – zupełnie jakby siedzenie przy biurku wielkiej korporacji było jedyną akceptowalną dziś formą spędzania większości dnia. Przecież w oddalonej od świata społeczności jest naprawdę dużo rzeczy do zrobienia – ktoś musi dostarczyć żywność, ktoś ją sprzedaje, kto inny jest strażakiem, policjantem albo pracuje na lotnisku, aby zapewnić łączność wyspy z resztą świata.

A skoro wokół rozciąga się ocean, to trzeba wykorzystać oferowane przez niego dobra. Można by pomyśleć, że ryby i skorupiaki najróżniejszych gatunków kłębią się przy brzegach. Rozwieszone wszędzie rybackie sieci pachną silniej, niż odświeżacz samochodowy o zapachu “ocean”. I trzeba patrzeć pod nogi, aby nie poślizgnąć się na rybich łuskach.

Czyżby? Nic bardziej mylnego. Zdziwi się ten, kto na samotnej wyspie pośrodku oceanu oczekiwałby morskiego klimatu. Tu jada się przede wszystkim mięso – pastwiska zajmują znaczną część powierzchni wyspy. A na większych wyspach archipelagu Azorów, tam, gdzie liczba turystów uzasadnia produkcję pamiątek, głównym motywem większości kiczowatych magnesów pozostaje… krowa. Uśmiechnięta krowa przesyła pozdrowienia z krainy oceanu.

Aż dziwne, że jednym z symboli oddalonych wysp wulkanicznych są krowy
Aż dziwne, że jednym z symboli oddalonych wysp wulkanicznych są krowy
Mieszkanki Corvo jedzą obiad. W tle wyłania się pobliska wyspa Flores
Mieszkanki Corvo jedzą obiad. W tle wyłania się pobliska wyspa Flores

Dlaczego nie rybołówstwo? Prawdopodobną przyczyną jest właśnie samotne położenie Corvo. Pogoda jest tutaj niezwykle kapryśna – nagłe sztormy uniemożliwiają stabilne utrzymanie się z morskich połowów. Brak tu też urokliwych zatoczek i spokojnych płycizn – brzegi wulkanu schodzą ostro do wody, a dno znajduje się głęboko pod powierzchnią Atlantyku.

Widoki wyspy przypominają więc raczej pejzaże krajów północy, niż południa. Zielone pastwiska ogrodzone kamiennymi murkami przywodzą na myśl bardziej Irlandię, Szkocję… Czasem przypomina się Islandia. Jedynie dużo gęstsze powietrze i zaczerwieniona od słońca skóra przypominają, że nie tak daleko jest stąd do zwrotnika.

Islandia jak żywa!
Islandia jak żywa!

Pieszo na wulkan

Jedyną prawdziwą atrakcją turystyczną Corvo jest wielka kaldera wulkaniczna, zajmująca znaczną część powierzchni wyspy. Aby dojść tutaj z wioski, trzeba się przygotować na niespełna dwugodzinny marsz (odległość w jedną stronę to około sześć kilometrów, przewyższenie wynosi nieco powyżej pięciuset metrów). Bardziej niecierpliwi turyści mogą skorzystać z podwózki, oferowanej przez miejscowych. Za pięć euro w jedną stronę.

Tego dnia pensjonat u Very zapełnia się w stu procentach. Prócz nas, na Corvo przyjeżdża jeszcze dwóch facetów z Holandii i zakochana para z Rosji. Gdy spotykamy się na śniadaniu, wszystkich dziwi nasz plan marszu do kaldery:
– Naprawdę chcecie tam IŚĆ? – Rosjanka robi wielkie oczy. – Przecież to kilka kilometrów marszu pod górę.
– A co, jak zgłodniejecie? – dopytuje Holender.

Wszyscy oni skorzystają z opcji płatnej podwózki, wzbogacając gospodarkę wyspy o cztery przywiezione z zagranicy dziesięcioeurowe banknoty.

I będzie to prawdopodobnie jedyny raz w życiu, kiedy przy młodych Rosjanach poczuję się jak ekstremalny zdobywca. Do tej pory to moi rosyjscy znajomi zawstydzali mnie swoją wytrzymałością i odwagą. Zresztą, wystarczy pooglądać internetowe filmy z różnorakich ekstremalnych wyczynów, żeby przekonać się, że na co drugim filmie słychać śpiewny język wschodnich Słowian.

Tutaj, na maleńkiej portugalskiej wyspie, dominuje jednak potrzeba wygody. Co byłoby zresztą w pełni zrozumiałe, gdybyśmy nie byli wszyscy zamknięci na przestrzeni zaledwie kilkunastu kilometrów kwadratowych. Spędzimy tu co najmniej dwie pełne doby, w oczekiwaniu na kolejny rozkładowy samolot. I co tutaj robić, jeśli nie… chodzić? Holendrzy i Rosjanie stracą wszystko, co po drodze – widoki dawnych kamiennych wiosek (opuszczonych, a następnie przemienionych na obory dla krów i koni), rozsiane wśród pól kapliczki, świeżość atlantyckiego wiatru.

Nie wiadomo też, czy z samochodu będzie widać niewielką kropkę, odcinającą się na horyzoncie od niebieskości oceanu. To wysepka Monchique, uznawana za najdalej wysunięty na zachód punkt Europy (choć, podobnie jak Corvo, leży już na północnoamerykańskiej płycie tektonicznej). Monchique mierzy 70 metrów długości i 34 wysokości. Nie da się do niej przybić, chyba że kajakiem.

Wysepkę Monchique widać mniej więcej pośrodku kadru, na prawo od dużo większej wyspy Flores. Tak - ta mała kropeczka to ostatni punkt Europy
Wysepkę Monchique widać mniej więcej pośrodku kadru, na prawo od dużo większej wyspy Flores. Tak – ta mała kropeczka to ostatni punkt Europy

Kaldera w prywatnych rękach

Wszyscy jednak zobaczymy to, co najważniejsze – oszałamiającą wulkaniczną kalderę, mieniącą się wieloma kolorami, od żółci bagnistych porostów, poprzez świeżą wiosenną zieleń, aż po błękit nieba i wulkanicznych jezior.

Za dużo patosu? Cóż, to jedno z tych miejsc, w których przeżywa się podróżnicze katharsis. Tym bardziej, że w wulkanie nie ma zasięgu. Żadnych telefonów z pracy, żadnego Facebooka.

Kaldera na Corvo to prawdziwy oczopląs kolorystyczny
Kaldera na Corvo to prawdziwy oczopląs kolorystyczny
Na jej brzegach - a jakże - pasą się krowy
Na jej brzegach – a jakże – pasą się krowy

Kaldera to zagłębienie powstałe wskutek wybuchu wulkanu. Często myli się to określenie z kraterem. Kraterami zwane są jednak dużo mniejsze zagłębienia, przez które wydostaje się lawa i gazy wulkaniczne; tymczasem kaldera to krajobraz zniszczenia, formowany przez silną erupcję (największe z nich mogą mieć nawet kilka kilometrów średnicy). Ta na Corvo mierzy około 2 km średnicy i jest głęboka na trzysta metrów. Na jej środku rozlewają się jeziora, z których wyrastają bagniste wyspy.

Jedna z wysp porośnięta jest… lasem. To zadziwiający krajobraz na dość pustej, bezleśnej wyspie. Jak udało mi się ustalić, drzewa posadził człowiek – tylko dlaczego nie rozprzestrzeniły się one po całej okolicy?

Rozwiązanie może się wydawać dość kuriozalne – większość ziemi na Corvo należy do prywatnych właścicieli. Nawet wnętrze kaldery podzielono na prywatne pastwiska. Żaden niechciany las na nich nie wyrośnie.

Leśna wyspa pośrodku kaldery
Leśna wyspa pośrodku kaldery
Modły zostały wysłuchane - wyspa zasnuwa się mgłami. Robi się naprawdę tajemniczo
Modły zostały wysłuchane – wyspa zasnuwa się mgłami. Robi się naprawdę tajemniczo

Stromy brzeg Europy

Jeszcze inne niesamowite widoki Corvo zdają się być zakryte przed wzrokiem odwiedzających. Dojście do kaldery poprowadzone jest po łagodnej stronie wyspy – kręta droga wytrwale wspina się pod górę, po sześciu kilometrach osiągając wysokość 540 metrów. Od strony oceanu najwyższe wzniesienie mierzy ponad 700 metrów… i wyrasta wprost z wody. Siedemset metrów niemal pionowej, niedostępnej skały.

Czy to krajobraz dostępny dla oczu zwykłego śmiertelnika? Niewykluczone, że tak – trzeba tylko znaleźć odpowiednie ścieżki. Malutka wysepka ma dużo więcej do zaoferowania, niż mogłoby się wydawać.

Masywne klify wyrastają z zachodniej części wyspy
Masywne klify wyrastają z zachodniej części wyspy
Ścieżki na wyspie często przypominają raczej krajobrazy Irlandii lub Szkocji
Ścieżki na wyspie często przypominają raczej krajobrazy Irlandii lub Szkocji
Sympatyczna koza pasie się w labiryncie kamiennych murków
Sympatyczna koza pasie się w labiryncie kamiennych murków
A przy powrocie do wioski spotykamy jeszcze jedne przedstawicielki miejscowej fauny
A przy powrocie do wioski spotykamy jeszcze jedne przedstawicielki miejscowej fauny
Znad kaldery pozdrawia autor!
Znad kaldery pozdrawia autor!

Blog utrzymuje się bez reklam i artykułów sponsorowanych. Posiadam za to konto na Patronite. Uważam, że to uczciwa forma wsparcia twórców, których treści lubimy :)


Zobacz też:

Corvo. Samotność wyspiarza (1)
Autostopem przez Kirgistan. Baba Wanga, wielbłąd i polscy naziści (1)
Dzień z życia islandzkiego konia
Gorąca kąpiel japońskich makaków
Rzeką z jesieni do lata. O podróży potężnym Obem
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

1 komentarz

  1. Lista miejsc, które musimy zwiedzić własnie się powiększyła. Niesamowite fotki!
    Pozdrawiamy :)

Odpowiedz na „Patryk ZielińskiAnuluj pisanie odpowiedzi