Ruch uliczny w Wietnamie. Jak przejść przez ulicę i nie dać się zabić?

Najważniejsze – ani razu się nie zawahać. Musisz być twardy i zdecydowany, cokolwiek by się nie działo. Każda wątpliwość może cię kosztować życie. Idź przed siebie, nie oglądając się na boki. Niech pochłonie cię żywioł. Udało się – znów przeszedłeś przez ulicę!

Śmiejesz się? To zobacz ten filmik. Daleki może od arcydzieł światowej kinematografii, ale kręcąc go, wolałem skupić się na swoim bezpieczeństwie, niż na jakości wideo.

Chodzenie po wietnamskim mieście to ciągła walka z przeznaczeniem. Zwykłe przejście przez ulicę staje się czasem wyprawą, wymagającą mentalnego przygotowania. Oczywiście taki chaos uliczny cechuje wiele państw świata – doświadczałem go w Ameryce Południowej (patrz tutaj, punkt ósmy) i byłym Związku Radzieckim, głośna i chaotyczna była także Tajlandia oraz państwa afrykańskie. Ale nigdzie nie było tak źle, jak w Wietnamie. Wietnam to piekło pieszego… oraz miejskiego społecznika. Ludzi, którzy w polskich miastach fotografują źle zaparkowane samochody, żeby potem napiętnować ich właścicieli w Internecie, czekałby tu murowany zawał na miejscu.

Typowe parkowanie w wietnamskim mieście
Typowe parkowanie w wietnamskim mieście

„Patrz w lusterka – motocykle są wszędzie!” Naklejki tej treści lubią przyklejać polscy motocykliści na swoje lśniące maszyny. Ale dopiero w Wietnamie można przekonać się o trafności tej frazy. Skutery, motory, motocykle, motorynki, pyrkawki i inne jednoślady są rzeczywiście wszędzie – także na chodnikach. Stojące, jeżdżące – wszystko jedno. Nikogo nie obchodzi, że nie masz jak przejść. Przecież zawsze możesz sprawić sobie skuter!

Reguły są proste – obowiązuje prawo silniejszego. Skuter jest silniejszy, niż pieszy. Samochód zwycięża skuter. A duży samochód ma pierwszeństwo przed małym samochodem. Jeżeli natomiast jedziesz dużym autem, masz pełne prawo w ogóle nie korzystać z hamul… żartowałem, tego słowa na „h” nie zna w Wietnamie nikt.

Kiedy wejdziesz na ulicę i się zawahasz, będziesz stał pośrodku pasa ruchu, obtrąbiony i obrzucony nienawistnymi spojrzeniami. Ale żodyn się nie zatrzyma. Żodyn.

A czerwone światło? Ogólnie uliczne światła są w Wietnamie rzadkie. Dużo częściej można je spotkać na turystycznych koszulkach. „Vietnamese traffic lights” – zielone podpisane jest jako „I can go”, żółte – tak samo, obok czerwonego widnieje napis „still can go”. I to święta prawda.

O dziwo w całym tym chaosie wypadki zdarzają się dość rzadko. Kiedy już raz wejdziesz w rzekę – płyniesz razem ze wszystkimi. Trąbisz, krzyczysz, trąbisz i jeszcze raz trąbisz. I jedziesz wolno. Zapomnij o przekroczeniu czterdziestki.

Płynność chaosu doskonale ukazuje ten film z centrum Sajgonu. Oto lewoskręt po wietnamsku. Sytuacja bynajmniej nie rzadka – w każdej chwili ktoś może wyjechać ci przed maskę, pokonując prostopadle skrzyżowanie bez świateł.

Na koniec jeszcze jedna porada – w Wietnamie lepiej nie chorować ani nie ulegać wypadkom.

Ruch motorów nie ustaje ani na największych arteriach...
Ruch motorów nie ustaje ani na największych arteriach…
...ani na malutkich uliczkach, gdzie ledwo zmieszczą się dwa mijające się skutery. Jeśli będziesz iść pieszo - zostaniesz za karę solidnie obtrąbiony
…ani na malutkich uliczkach, gdzie ledwo zmieszczą się dwa mijające się skutery. Jeśli będziesz iść pieszo – zostaniesz za karę solidnie obtrąbiony
Pociąg, kiedy ruszy, będzie miał pierwszeństwo przed skuterami. Bo jest WIĘKSZY. Na zdjęciu czeska lokomotywa D12E manewruje z wagonami na stacji głównej w Hanoi
Pociąg, kiedy ruszy, będzie miał pierwszeństwo przed skuterami. Bo jest WIĘKSZY. Na zdjęciu czeska lokomotywa D12E manewruje z wagonami na stacji głównej w Hanoi
W dużych wietnamskich miastach (na fotografii Sajgon) istnieją zręby komunikacji publicznej. Ale gdzie i kiedy jeżdżą te autobusy, ani kto z nich korzysta - nie za bardzo wiadomo
W dużych wietnamskich miastach (na fotografii Sajgon) istnieją zręby komunikacji publicznej. Ale gdzie i kiedy jeżdżą te autobusy, ani kto z nich korzysta – nie za bardzo wiadomo

Zobacz też:

Radość, która przeraża. Eksplorując opuszczony park rozrywki w Wietnamie
Tokio – sen szalonego społecznika
SkyTrain. Podniebny pociąg z Bangkoku
Postatomowe tramwaje w Hiroszimie

Zapraszam także do polubienia Stacji Filipa na Facebooku.

1 komentarz

  1. Zawał… To jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy gdy pomyślę, o przechodzeniu tam przez ulicę. Cóż, albo ciężarówką do Wietnamu (idąc za ciosem, kto większy i silniejszy, ten ma pierwszeństwo), albo wcale ;)

Dodaj komentarz