Autostopem przez biel

Kilkaset kilometrów zupełnej pustki. Biało. Jadę autostopem przez Kazachstan, a z bieli wyskakują, niczym stepowa fatamorgana, Conchita Wurst i Grzegorz Krychowiak. Głos obok mówi, że kobiety nie powinny wychodzić z domu. W kazachskiej zamieci jedyną nadzieją jest Władimir Putin.

Miałem zobaczyć wielkie kopalniane wyrobiska, ogromne doły, po których na wielu poziomach jeżdżą pociągi towarowe, ale tym razem się nie udało. Zanim kazachska papierologia nabrała rozpędu, zanim administracyjne młyny zdążyły przemielić moje podanie i zdecydować, czy jestem szpiegiem, czy tylko dobrodusznym miłośnikiem kolei, popsuła się pogoda. Trudno zobaczyć drugą stronę ulicy, a co tu dopiero mówić o fotografowaniu wielokilometrowej kopalni odkrywkowej. Prognozy pogody bezdusznie pokazują brak szans na poprawę w ciągu najbliższych dwóch dni. Trzeba podjąć szybką decyzję – albo tracę sporo czasu, chodząc w kółko po kazachskich centrach handlowych, albo wyjeżdżam i najwyżej kiedyś tu wrócę.

Dobra, wyjeżdżam. Ale to wcale nie takie proste. Pociągi – zapełnione, brak miejsc. Autobusem jakoś tak nudno. Decyduję się więc na stopa. Taksówką wyjeżdżam za miasto i w szalejącej śnieżycy staję na poboczu drogi. Tyle dobrego, że czerwony plecak wyraźnie odróżnia się od otoczenia.

Nie czekam długo. Po piętnastu minutach zatrzymuje się stara łada. Trzyosobowa rodzina podróżuje do niedalekiego (trzy godziny drogi) Pawłodaru. Czyli w odwrotnym kierunku… Gorąco zapraszają do wspólnej podróży, ale na mnie w Astanie czeka już kto inny. Wymiguję się więc, a oni podwożą mnie do głównej drogi, skąd łatwiej łapać stopa do stolicy. Na pożegnanie dostaję worek słodkości z okazji zakończonego niedawno święta wiosny. Mówią, że tak się tu wita przyjezdnych…

Tylko gdzie ta wiosna?!

Wokoło – biało. Drogę ledwo widać. To jedna z głównych tras przelotowych w całym Kazachstanie, dwupasmowa autostrada, ale czerń asfaltu tylko miejscami nieśmiało wygląda spod warstwy ubitego i marznącego śniegu. Samochodów mało. Większość z nich zawraca do Ekibastuza – miasta, z którego wyjechałem przed piętnastoma minutami.

Autobus dalekobieżny na trasie Pawłodar-Astana koło Ekibastuza
Autobus dalekobieżny na trasie Pawłodar-Astana koło Ekibastuza

Gdyby widoczność była lepsza, może zobaczyłbym stąd najwyższy komin na świecie. Mierzy aż 420 metrów (to dwuipółkrotność Pałacu Kultury bez iglicy!) i wchodzi w skład ekibastuskiej elektrowni GRES-2. Stoi dwadzieścia pięć kilometrów na północ – przy dobrej widoczności pewnie dałoby się go wypatrzeć z wiaduktu nad autostradą. Ale ja ledwo widzę własne buty…

Przez 40 minut zatrzymują się trzy samochody. Kierowca jednego chce pieniądze – a jedź sobie, na zdrowie. Pasażerowie drugiego informują mnie, że wkrótce pojedzie autobus do Astany. W trzecim aucie siedzi dwóch radosnych facetów, a kierowca jest Polakiem z pochodzenia. Chętnie bym do nich wsiadł, ale jadą tylko 60 km dalej. Boję się, że zostanę w tej śnieżycy na stepie – wolę nie ruszać się z okolic miasta i w najgorszym razie wrócić tam, skąd przyjechałem.

W końcu zatrzymuje się czwarty samochód.

Łapiąc stopa na kazachskiej autostradzie
Łapiąc stopa na kazachskiej autostradzie

Borys

– Borys – mówi Borys.
– Filip – mówię ja (Filip).

Z początku nie jest zbyt rozmowny. Włącza audycję o demonologii i odpieraniu ciemnych sił. Przez pół godziny słucha z uwagą, a ja przyglądam się jak droga bieleje. Wokół nie ma nic. Dosłownie nic – i to nie tylko ze względu na złą widoczność. Po horyzont ciągnie się pusty, biały step.

Nie licząc przedmieść stolicy, przez całą pięciogodzinną podróż miniemy tylko trzy wioski. Odległości między nimi wynoszą nawet ponad sto kilometrów. Przez sto kilometrów nie ma niczego – żadnego domku, żadnej stacji benzynowej…

Pejzaż autostradowy
Pejzaż autostradowy

W końcu Borys odłącza się od demonologii. Przeprasza, mówi, że źle się czuje. Rano obudził się z bolącym gardłem. I teraz przez cały dzień nic nie je, bo kiedy się choruje, to trzeba tylko pić wodę. Inaczej siły witalne organizmu pójdą na trawienie pokarmów, zamiast na walkę z chorobą.

Borys jest Rosjaninem. Jak większość Rosjan z Kazachstanu, nie zna języka kazachskiego (problemy z tym ma zresztą także sporo czystych narodowościowo Kazachów). Jednak, jak sam mówi, czuje się silnie związany z krainą stepów. W końcu tu się urodził i przeżył całe swoje trzydziestoletnie życie. – Jakbym oglądał mecz Kazachstanu z Rosją, to bym… To nie wiem. To kibicowałbym temu krajowi, na którego terytorium rozgrywa się mecz – decyduje w końcu.

Kobiety do garów

W końcu przychodzi ten moment, kiedy Borys pyta o politykę i życie na zachodzie, a ja już doskonale wiem, co się za chwilę wydarzy. Spotykałem takich facetów na wszystkich szerokościach byłego Związku Radzieckiego. Zaraz będzie o gejach i Conchicie Wurst, która chyba nigdzie nie cieszy się taką popularnością jak w Rosji i krajach ościennych.

– No i jak tam w Polsce? Gospodarka w porządku? – zagaduje Borys. – A geje? Dużo ich tam macie? Bo na zachodzie teraz to tylko… Wiesz, Conchita Wurst i te sprawy. To wszystko media stworzyły. Oglądacie telewizję, która przekazuje niewłaściwe wzorce. A potem chłopu się chce z chłopem, bo to modne. Nikt się z czymś takim nie rodzi!

Trochę słucham, trochę polemizuję. Jestem w stanie przewidzieć niemal każde następne zdanie.

– A najgorsze – kontynuuje Borys – że to wszystko idzie małymi kroczkami. Najpierw każą akceptować pedałów. Potem chcą adoptować dzieci. Potem facet przebiera się za babę. A za chwilę będziecie mieli zalegalizowaną pedofilię. Zobaczysz. Dlatego mamy teraz wojnę cywilizacji i dlatego Putin jest nadzieją dla świata. Tak jest. Nadzieją dla świata.

Geje gejami, a tymczasem drogę zasypuje coraz bardziej. Fotografuję pejzaż absolutnej bieli, przerywanej jedynie szarością barierki. Gdyby nie barierka, w ogóle nie wiedzielibyśmy gdzie jechać. Tymczasem Borys się nie ogranicza – pruje stówą. Przed strachem ochrania mnie myśl, że w razie poślizgu nie mielibyśmy nawet w co uderzyć.

Biel. Absolutna biel
Biel. Absolutna biel

– Tak jest, facet powinien mieć swoją kobietę. Bo to naturalne – udowadnia Borys – my walczymy ze światem, a one czekają na nas w domu. Są niezbędną pomocą w życiu każdego mężczyzny. Dlatego powinny siedzieć w chacie i wychowywać dzieci. Od pracy i myślenia jesteśmy my. Zobacz, 99% wynalazków to dzieło mężczyzn.
– Nie znam statystyk – odpowiadam – ale wynalazki to nie wszystko. Jest na przykład świat sztuki, literatury…
– No i co piszą kobiety? Jakieś babskie brednie. Romansidła, fiziu-miziu. Prawdziwą literaturę też napisali faceci. Dostojewski, Tołstoj, Mann, Szekspir…
– Lepiej nie wyjeżdżaj do pracy na zachód, bo w życiu nie znajdziesz sobie kobiety odpowiadającej twoim wzorcom – odpowiadam.
– Ani mi to w głowie – zapewnia Borys. – Chciałbym znaleźć sobie tradycyjną dziewczynę i zamieszkać gdzieś na wsi. Mieć swoją pasiekę i produkować miód.

Przerwa na papierosa. Borys i jego samochód
Przerwa na papierosa. Borys i jego samochód

Przesłuchanie

Przed samą Astaną na drodze pojawia się znów niewielki czarny pasek asfaltu. Oddycham z ulgą. Były momenty, kiedy zaczynałem się bać, że utkniemy pośrodku niczego. W takiej zawiei to nawet helikopter nie doleci.

Borys tymczasem czuje się coraz gorzej. Ciężko oddycha i obciera pot, spływający mu z czoła. Mimo to odwiezie mnie pół miasta dalej, dokładnie do miejsca, do którego muszę dojechać. Zostawi mi też swój numer na wszelki wypadek. Tego także się spodziewałem – przywykłem do Rosjan, którzy wygłaszają ostre poglądy, ale mają gołębie serce. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to dokładnie odwrotnie niż na zachodzie, gdzie peany na cześć tolerancji rzadko kiedy idą w parze z rzeczywistą międzyludzką dobrocią. Tak przynajmniej wynika z mojego osobistego podróżniczego doświadczenia.

Na rogatkach Astany czeka nas jeszcze posterunek policji. Funkcjonariusze machają, żebyśmy zjechali. Wściekły i chory Borys idzie z nimi na wojnę – wykrzykuje coś o znajomości prawa i nie chce otworzyć bagażnika. Ja – dokładnie odwrotnie. Wiem, że ludzie w mundurach potrzebują okazać swą władzę, więc dla świętego spokoju lepiej pokazać bagaż i grzecznie odpowiedzieć na wszystkie pytania. Jeżeli oczywiście zna się odpowiedzi…

– W jakim klubie grał Lewandowski zanim ściągnęli go do Bayernu? – pyta funkcjonariusz, wertując mój paszport.
– Nie mam pojęcia…
– Czy Legia i Wisła się lubią? – dopytuje, otwierając mój plecak.
– Nie wiem… Chyba nie… U nas w ogóle kibole się chyba nie lubią.
– W jakim klubie gra Grzegorz Krychowiak?!
– Nie wiem…
– I ty na pewno jesteś Polakiem?! – rozczarowany policjant zwraca mi paszport. – No nic. Przyjemnej podróży po Kazachstanie.

Widziałem dzikie konie... Stado pasące się w okolicach autostrady. Fotografia zrobiona z samochodu
Widziałem dzikie konie… Stado pasące się w okolicach autostrady. Fotografia zrobiona z samochodu

Zobacz też:

Rzeką z jesieni do lata. O podróży potężnym Obem
Karabach – kobietom wstęp wzbroniony
Banat. Pociągiem przez pustkę
Miejsca stworzone przez wojnę
Słonecznik dla dresów

Zapraszam także do polubienia Stacji Filipa na Facebooku.

Dodaj komentarz