Hotele z piekła rodem. 6 najgorszych miejsc, w których spałem

Przez wiele lat podróżowania zdarzało mi się nocować w naprawdę rozmaitych miejscach. Hotele, hostele, gospodarstwa agroturystyczne, namioty, pociągi, przystanie, lotniska… Są wśród nich takie, których nigdy nie zapomnę.

Oto sześć najgorszych ho(s)teli, w jakich przyszło mi spać. Lub uciekać z nich w ostatniej chwili.

Ta nieogrzewana przystań w miejscowości Muży (północna Rosja) była chyba najzimniejszym miejscem, w jakim spałem. Ale nie ma co narzekać, kiedy samemu, w imię przygody i oszczędności, decyduje się na niewygody. Gorzej, gdy ktoś chce chce za nie pieniądze...
Ta nieogrzewana przystań w miejscowości Muży (północna Rosja) była chyba najzimniejszym miejscem, w jakim spałem. Ale nie ma co narzekać, kiedy samemu, w imię przygody i oszczędności, decyduje się na niewygody. Gorzej, gdy ktoś chce chce za nie pieniądze…

6. Peruwiańskie i boliwijskie hostele

2013. Jak dobrze mieć śpiwór w plecaku! W połowie peruwiańskich tanich hosteli nie odważyłbym się korzystać z kołdry. Czasem boję się też korzystać z łazienki. Lepiej już wyciągnąć śpiwór, zagrzebać się w nim i jakoś przecierpieć. Może następnego dnia uda się wziąć prysznic.

W Andahuaylas mam umywalkę na poziomie kolan. W Potosí – pokój w mokrej i dusznej piwnicy bez okna. W Cochabambie – wydzielone ściankami działowymi dwa metry kwadratowe, gdzie miejsca jest tak mało, że nie mieści się nawet plecak (nie ma też okna, ale do sąsiedniego “pokoju” można zajrzeć przez sporą dziurę w ściance z kartonu). Gdzieś, nie pamiętam już gdzie dokładnie, syf w łazience jest tak nieziemski, że brzydzę się tam wchodzić nawet w butach.

Cóż – jaka cena, taka jakość. 5-10 złotych za nocleg to nawet w Peru nie jest wygórowana stawka. Dlatego absolutnie nie ma na co narzekać. Zwłaszcza kiedy ma się 22 lata i pusty portfel, a świat kusi. W takiej sytuacji każda niewygoda może być przygodą.

Pokój hotelowy w Potosí. Jedno z tych miejsc, gdzie naprawdę nie wyobrażasz sobie spania poza własnym śpiworem
Pokój hotelowy w Potosí. Jedno z tych miejsc, gdzie naprawdę nie wyobrażasz sobie spania poza własnym śpiworem
No, to myju-myju i do spanka
No, to myju-myju i do spanka
Nie wiesz, jak bardzo upierdliwa jest umywalka na poziomie kolan, dopóki na taką nie trafisz
Nie wiesz, jak bardzo upierdliwa jest umywalka na poziomie kolan, dopóki na taką nie trafisz

5. Hotel M w Stambule

2019. Kiedy ma się 28 lat i wiele stempli w paszporcie, potrzeba wygody jest już nieco większa. Nie chodzi przecież o jacuzzi w pokoju, ale choćby o to, żeby można było przespać noc bez większych problemów.

Niestety, tuż za oknami mojego pokoju w hotelu M (ocena 9,0 na Bookingu – “fantastyczny!”) znajduje się nocny klub. Impreza trwa do białego rana, a w pokoju podskakują meble. Dobrze, że istnieją stopery do uszu…

I pewnie na tym by się skończyło, pewnie już dawno bym nie pamiętał o niezbyt udanej nocy w hotelu M, gdyby nie późniejszy kontakt ze strony menedżera obiektu.

– Dałeś mi słabą ocenę na Bookingu – pisze Turek w wiadomości na Whatsappie. – Popraw ją, proszę.
– Wszystko, o czym napisałem w recenzji, było prawdą – odpowiadam. – Zaraz obok hotelu była impreza i nie mogłem spać przez pół nocy…
– Proszę, proszę, proszę – nie ustępuje menedżer, a ja zaczynam rozumieć, jak w niektórych miastach działają oceny na portalach z noclegami.

Please, please. Większa dyskusja na temat Bookingu rozgorzała pewnego dnia, gdy podzieliłem się tą historią na Facebooku
Please, please. Większa dyskusja na temat Bookingu rozgorzała pewnego dnia, gdy podzieliłem się tą historią na Facebooku

4. Hostel “Jarosław” w Kijowie

2018. Wynajmuję pokój na jedną noc w centrum Kijowa. W zasadzie to tylko kilka godzin snu – samolot przylatuje koło północy, a rano trzeba wstać i jechać dalej. Nie szastam pieniędzmi, chodzi mi tylko o prysznic i łóżko.

W ten sposób trafiam do najbrudniejszego i najbardziej obleśnego hostelu, jaki widziałem w Europie. “Jarosław” to kompletna tragedia, co można zaobserwować już na klatce schodowej. Owszem, ukraińskie klatki nie należą zazwyczaj do najpiękniejszych, ale ta bije wszelkie rekordy…

Dalej nie jest lepiej. Podłoga cała usmarowana jakimś dziwnym błotem. Do łóżka aż strach się kłaść. Drzwi wyglądają jak po inwazji korników. I najgorsze – szczeliny między drzwiami a podłogą są tak szerokie, że wyraźnie słychać wszystkie odgłosy z sąsiednich pokojów.

Jest super, jest super, więc o co ci chodzi
Jest super, jest super, więc o co ci chodzi

Widać jednak, że ktoś tu miał potrzebę upiększenia przestrzeni. W całym tym syfie wzrok przyciągają sztuczne kwiaty, przypięte w najbardziej kuriozalnych miejscach. Plastikowa róża wyrasta z bojlera. Inne pnącze obrasta niewiadomego pochodzenia rurę, wychodzącą ze ściany tuż za moim łóżkiem…

Sztuczne kwiaty upiększają przestrzeń hostelu Jarosław w Kijowie
Sztuczne kwiaty upiększają przestrzeń hostelu Jarosław w Kijowie

A wcale nie jest aż tak tanio. Niemal 50 złotych w czasie dramatycznego spadku cen na Ukrainie to nie jest kwota usprawiedliwiająca taki poziom usług.

Po wszystkim piszę negatywną opinię na Bookingu. Dziś nie ma już po niej śladu.

3. Dom gościnny “U Iriny”, Jużno-Sachalińsk

– Nie, nie mamy tu żadnych rezerwacji, hostel jest pełny.
– Ale Booking… Specjalnie rezerwowałem wcześniej – pokazuję potwierdzenie rezerwacji.
– Nie korzystamy z Bookingu.
– Jak to nie korzystacie? Czy to ten hostel? – jeszcze raz pokazuję dokumenty.
– No ten.
– Czyli korzystacie z Bookingu.
– Nie.
– To co mam robić? Jadę tu prosto z lotniska. Cała noc nieprzespana, dziewięć godzin w samolocie…
– Nie wiem. Nie korzystamy.

2019. Trzy pierwsze miejsca w niniejszym zestawieniu należą do jednego niewielkiego regionu. Baza noclegowa na rosyjskiej wyspie Sachalin jest niemal niedostępna dla przeciętnego podróżnika. Turystów nie widuje się tu prawie wcale, a nieliczne hotele dostosowane są cenowo pod podróże służbowe pracowników międzynarodowych firm naftowych (o wydobyciu ropy na Sachalinie piszę tutaj).

2. Hotel “Chołmsk” w Chołmsku

W mieście Chołmsk na zachodnim wybrzeżu Sachalinu istnieją dwa hotele. Pukam do drzwi pierwszego. Wygląda jak akademik – może będzie tanio.

– Niestety, obcokrajowców nie możemy przyjmować – wygania mnie miła pani. – Chciałabym, ale takie mamy przepisy.

Idę więc do drugiego hotelu i już wiem, że tanio nie będzie. To typowy radziecki hotel o typowej dla takich miejsc nazwie (po prostu “Chołmsk”, jak miasto). Nie mam jednak wyboru. Jest 22, a najbliższe inne hotele znajdują się po drugiej stronie wyspy. Dosłownie – za górami, za lasami.

Hotel "Chołmsk" w Chołmsku. Źródło zdjęcia: Zenit_vk, portal kholmsk.ru
Hotel “Chołmsk” w Chołmsku. Źródło zdjęcia: Zenit_vk, portal kholmsk.ru

– Czego? – warczy na mnie recepcjonistka. Wiek? Dałbym na oko 40, może 45, ale z zachowania typowe homo sovieticus. Mam już z takimi typami sporo doświadczeń i wiem, że to czasem złote kobiety, jeśli tylko odpowiednio je podejść.

– Czy są wolne pokoje? – pytam grzecznie.
– Nie ma.
– Dzwoniłem godzinę temu i były.
– Może są, ale drogie.
– Ile?
– 2500 [wówczas ok. 150-160 zł].
– Trudno, nie mam wyjścia. Poproszę.
– Nie widzi pan, że jestem zajęta?! Mam sporo gości i jeszcze pana mam przyjąć?!

Dębieję.

– No nie mam innego wyjścia, bo to ostatni hotel tutaj, jest po 22, a nie chcę spać na ulicy – tłumaczę.
– Jest jeszcze “Olimp”.
– Nie przyjmują obcokrajowców.
– Bożeeee… No to ja nie wiem. Mam dużo pracy.
– To ja poczekam – mówię, a następnie siadam na fotelu w hotelowym lobby.

Czas mija spokojnie, łączę się z polskimi znajomymi na messengerze, a wampir z recepcji dzwoni do koleżanki. – Nataszka, mam tyle pracy, ojojoj – narzeka. – A co u ciebie słychać? Byłaś u fryzjera?

Pół godziny później wampir ciągle bacznie mi się przygląda. – Pan długo tu jeszcze będzie siedzieć? – wybucha w końcu.
– Aż mnie pani nie zarejestruje.
– Zaraz zamykamy!
– Na drzwiach jest napisane, że recepcja działa całodobowo.
– Ale zaraz zamykamy!
– Całodobowo to całodobowo.

W końcu ulega. Z wielką łaską przyjmuje mój paszport i górę pieniędzy. I wtedy okazuje się, skąd ten cały foch: nie miałem wcześniej pojęcia, że hotele na Sachalinie w celu rejestracji obcokrajowca muszą skopiować CAŁY jego paszport. Nie wizę, nie stronę ze zdjęciem, tylko wszystkie strony, nawet te puste. Cóż, to przecież to nie moja wina, a ktoś tu jest w pracy.

– Nie mógł wcześniej skserować paszportu? Przecież widzi, ile to roboty – burczy pod nosem recepcjonistka.

Ostatecznie dostaję pokój na trzecim piętrze. Standard typowy dla postradzieckiego hotelu. Szafka, telewizor, mydełko na umywalce i zapach papierosów w komplecie. Internetu nie ma.

Tragicznie nie jest - zwykły rosyjski pokój hotelowy. Szkoda, że za taką cenę. I że trzeba o niego walczyć
Tragicznie nie jest – zwykły rosyjski pokój hotelowy. Szkoda, że za taką cenę. I że trzeba o niego walczyć

1. Hostel kapsułowy w Jużno-Sachalińsku

Pierwszy hostel w życiu, z którego uciekłem.

Muszę w tym momencie wyjaśnić jedną kwestię: to, co brzmi śmiesznie, kiedy siedzi się wygodnie na domowej kanapie, niekoniecznie musi być zabawne w trakcie podróży. Zrozumie to każdy, kto po całodziennej wędrówce docierał późnym wieczorem do hostelu, marząc jedynie o gorącym prysznicu i czystym łóżku…

Nie inaczej jest tego majowego dnia. Po całym dniu w trasie koło 23 zjeżdżam do Jużno-Sachalińska. Wynająłem tu, za równowartość 70 złotych, miejsce w sypialnej kapsule. To jedyna znośna cenowo możliwość noclegu w stolicy regionu – wszystkie inne miejsca kosztują po 200, 300 złotych… “Kapsuła” nie brzmi luksusowo, ale to forma coraz bardziej popularna, zwłaszcza na Dalekim Wschodzie. Może będzie nowocześnie? Dam radę, to tylko jedna noc.

Drzwi otwiera miła starsza recepcjonistka. Wchodzimy do kuchni/recepcji, gdzie załatwiamy formalności. Tuż obok ochroniarz ogląda seriale o miłości. Telewizor krzyczy, obok huczy mikrofala. – Bing! – danie gotowe.

Recepcjonistka prowadzi mnie za załamanie ściany. A więc to są te kapsuły. Nie wyglądają ani trochę nowocześnie – to po prostu ustawione w dwa rzędy boksy z cienkiej dykty. W kilku z nich ktoś najwyraźniej też ogląda seriale…

– Woli pan spać w dolnym czy górnym rzędzie? – pyta recepcjonistka, a ja czuję, jak ogarnia mnie lekka panika. Dwa metry dalej mikrofala znów wydaje z siebie kolejne danie. Bing! W telewizorze Luba kocha Władka. Ktoś w górnej kapsule ogląda kabarety. Raczej się tu nie wyśpię.
– Może w dolnym – ryzykuję.
– Ach, to tu nie ma wolnego – mówi kobieta. – Pójdziemy do drugiego pokoju.

O tyle dobrze, że drugi pokój znajduje się za cienkimi drzwiami. I tak słychać większość dźwięków, ale może ze stoperami uda mi się zasnąć. – Będę tutaj sam? – dopytuję.

– Ach, nie, nie – odpowiada gospodyni, po czym demonstracyjnie otwiera najbliższą kapsułę. Wybudzona ze snu dziewczyna patrzy na nas zdziwionymi oczami. – Śpij, śpij. Ja tylko nowego gościa oprowadzam – uspokaja ją recepcjonistka.

W końcu dostaję swoją kapsułę. Miała mieć dwa metry, ale ma może z metr sześćdziesiąt. Kładę się na próbę i podciągam nogi pod brodę. Będzie trudno spać. Ale może inne kapsuły są większe? Przenoszę się do innej wolnej. Bingo! Mieszczę się niemal w całości, tylko czubek głowy dotyka ściany.

Zamknąć kapsułę i nie spać z duchoty czy otworzyć i spać "na widoku"? A gdzie zmieszczą się rzeczy? Nie zostawię telefonu, portfela, paszportu i aparatu na widoku, a o schowkach nikt tu nie pomyślał...
Zamknąć kapsułę i nie spać z duchoty czy otworzyć i spać “na widoku”? A gdzie zmieszczą się rzeczy? Nie zostawię telefonu, portfela, paszportu i aparatu na widoku, a o schowkach nikt tu nie pomyślał…
Bezwładna kupa rzuconej pościeli i ręczników też sporo mówi o podejściu do gościa
Bezwładna kupa rzuconej pościeli i ręczników też sporo mówi o podejściu do gościa

Zrezygnowany idę do łazienki. I jeszcze bardziej zrezygnowany szybko cofam się po buty. Toaleta nie jest przymocowana do podłogi, więc spora jej zawartość wylewa się na okoliczne kafelki. Prawie jak w Peru, tylko że tam za nocleg płaciłem 14 razy mniej.

– Może ciepły prysznic mnie uspokoi? – głośno myślę, otwieram drzwi do łazienki, po czym wchodzę wprost w chmurę dymu. Już nieważne, że w łazience są cztery kabinki koedukacyjne, oddzielone rachitycznymi zasłonkami. Tam dzieje się coś gorszego. Rosjanin w średnim wieku pali pod prysznicem, zasnuwając całą łazienkę gęstym dymem.

Tego już za wiele. – Artiom – piszę SMSa do znajomego z Jużno-Sachalińska. – Ja wiem, że jest północ, ale znalazłem się w domu wariatów. Znajdziesz mi miejsce na podłodze?


Prowadzę tego bloga od wielu lat bez żadnych reklam ani materiałów sponsorowanych. Jeżeli zainteresował Cię ten materiał, wesprzyj mnie na Patronite. Pomożesz mi w przyszłości uniknąć sytuacji takich jak opisane powyżej ;)


Wygrał Sachalin. Podróżowanie po tym zakątku Rosji było dość trudne, o czym opowiadam w podcaście z serii “Brzmienie świata z lotu Drozda”. Paweł Drozd, wieloletni dziennikarz radiowej Trójki, wypytuje mnie w nim właśnie o Sachalin i Wyspy Kurylskie.


Zobacz też:

Absurdalny sen o luksusie – odwiedziłem 732 opuszczone zameczki dla bogaczy
Kolos na glinianej… pralce. Nowy Jork nie ma gdzie zrobić prania
Jużno-Kurylsk. Tam, gdzie koty nie mają ogonów
Siedzę w schronie, prześlij pieniądze. Jak oszuści zarabiają na fali współczucia
„Polacy o pieniądze nie dbają” – opowieści ukraińskich pracowników
Fanpage Stacji Filipa na Facebooku

3 komentarzy

  1. Zenek says: Odpowiedz

    Dla polaków to i tak jest luksus

  2. Ty typie jakiś nieogarnięty jesteś, na ostatnim zdjęciu widać że wziąłeś zajęta kapsułę. Ktoś tam się mył i zostawił ręcznik na poduszce , tak zazwyczaj się robi zostawiając jakąś rzecz na widoku żeby nikt nie wszedł do kapsuły. W Polsce też są takie gówniane kapsuły i kosztują 100 zł za noc i raz mi jedna osoba się wbiła do mojej kapsuły wyrzucając moje rzeczy na podłogę przez co musiałem zmienić ją na inną. Polska się nie różni niczym od tych chlewów co tu pan opisuje.
    W sumie w Polsce jest jeszcze gorzej, bo ludzie są nieogarnięci tak jak pan i uważają że jak kupią jakieś tanie miejsce, to cały przybytek jest dla nich i nie szanują innych gości.

  3. Filip, a co powiesz na hostel, w którym w jednej z pokojowych łazienek w kącie rosną grzyby? Nie mam na myśli pleśni, lecz najprawdziwsze grzyby, takie z kapeluszami, 1-2 cm wysokości. Było to w jednym z większych miast w Niemczech.

Dodaj komentarz